Forumowy kącik filozoficzny

Dyskusje na tematy niekoniecznie związane z transem :: Off topic discussions
Awatar użytkownika
Halluciluna
Elite User
Posty: 275
Rejestracja: 16 gru 2012, 16:13
Lokalizacja: Nibiru

Forumowy kącik filozoficzny

Post autor: Halluciluna » 29 wrz 2015, 12:10

Dobra, zakładam nowy wątek odpowiedni do naszych dyskusji, bo tamten miał być o fejsbuku, a oddaliliśmy się od tego tematu o cały wszechświat. :D
Psysutra pisze: każdy kij ma dwa końce, nieprawdaż?
Zależy, za który chwycisz. :wink:

JetMan odpowiedz mi na jedno pytanie, bo teraz z perspektywy czasu tak jedziesz po psychodelikach: czy jakbyś w młodości nie miał tych wszystkich przeżyć, doświadczeń, twoje życie byłoby takie samo?

Ad. 1 część posta. Wyobraź sobie, że dla mnie po 3 latach intensywnego transowania ta kultura to dalej jest święta krowa, a w psychodelikach znalazłam wszystkie odpowiedzi. Po prostu transy to coś, co wkroczyło w moje życie z takim pierdolnięciem, jak nic dotąd i zmieniły moje życie na lepsze pod każdym względem.
Określiłeś to jako 'imprezowanie i ćpanie w każdy weekend'. Ja po trzydziestce, znając siebie, tez będę jeździć na transy, ale w każdy weekend to chyba przesada? Są transy, są też inne aspekty życia a wszystko to łączy się w jedną wielką całość. Psychodelia jest da mnie właśnie takim przewodnikiem w różnych innych aspektach życia.

Co do psychodelików, żeby nie było nieporozumień. Aktualnie robię sobie przerwę, bo czuję, że wszystko co miałam z nimi do przepracowania, na tę chwilę przerobiłam i teraz czas zastosować w życiu to, co mi pokazały.

Na psytransach właśnie o to chodzi. Jest zbiór ludzi, każdy jest inny, tak. Jak to zwykłam mówić 'każdy tam czegoś szuka i każdy to znajduje'. Jedni przychodzą pogadać o muzyce (och, jakże mi tego brakuje, żeby na festiwalu usiąść z kimś z tyłu maina lub na chillu i powymieniać się tytułami, albumami, wrażeniami związanymi z odbiorem tej muzyki itp. Rzeczywiście, macie rację, tego prawie nie ma na polskich wydarzeniach.) , inni tylko dla ćpania, kolejni dla towarzystwa, inni po rozwój duchowy. Nie z każdym muszę się dogadać, nie wiadomo jak kumplować, bo jak nie mam z kim o czym gadać, to po prostu gadać z nim nie będę. Ale nie ma w tym żadnej antypatii. Ważne jest, żeby wszystkich akceptować, nawet jeśli przyszli tylko się naćpać - ok, są jacy są, taki mają umysł, tak zadecydowali o swoim życiu. A może własnie na transach, na tym cudzie współczesności, coś w nich drgnie? Zrozumieją, że w tym jest coś więcej.

Ja tam nie wiem, jak wygląda scena psytransowa w Irlandii, więc się nie wypowiem. W Polsce też zdarzają się przykre rzeczy. W tym roku na Dzikusce np. dziewczyna oberwała butelką od jakiegoś miejscowego dresa. Na Krajobrazolokum jakiś gościu obalił się koło agregatu (oczywiście z przedawkowania), przez co organizatorzy mieli problemy i byli ciągani na komisariat. O zeszłorocznej Sadhanie chyba już wszyscy wiedzą. Na Źródle koledze ktoś gwizdnął saszetkę (tak jak zresztą mi torbę ze wszystkim na zeszłorocznej Ozorze..). Tak jak napisałam, na pewną grupę otwartych, sympatycznych, pełnych pozytywnej energii hipi-transiarzy zawsze trafi się jakaś menda, która coś wywinie. Albo ktoś, kto nie umie dobrać dawek lub wręcz celowo zażywa x-krotną od najwyższej podanej na hyperrealu czy erowidzie. No, cholera, jakby nie patrzeć, tam również są ludzie. W każdym środowisku trafia się na mendy, tylko że na transach tych mend jednak jest mniej niż gdzie indziej.
*JetMan* pisze: sluchaj jesli chcesz sie bawic w matke terese to prosze bardzo.
Ojć, nie wiedziałam, że nawet wśród transiarzy znieczulica zbiera swoje żniwo. I to jest właśnie najgorsze możliwe podjeście, schemat powielany przez całe społeczeństwo. Zajmować się tylko i wyłącznie sobą, wszystkich innych mieć w dupie, nikim się nie przejmować, gdy ktoś ma problem, zostawiać go na lodzie...
Ja doskonale wiem, jak to jest być zupełnie samą, pozbawioną jakiegokolwiek wsparcia i pomocy ze strony innych ludzi, a wręcz jeszcze, gdy nie dość że masz poważne problemy, to wszyscy jeszcze podkładają ci kłody pod nogi. Samą, na skraju rozpaczy, pozbawioną nadziei. I dlatego uważam, że żaden człowiek nie powinien zostawać z problemem sam. Mam porównanie, jak to jest stawiać czoła problemowi samemu, a jak, gdy ma się kogoś do pomocy. Ludzie właśnie wchodzą w jakieś błędne koło, tzn. przez tzw. 'znieczulicę' każdy kiedyś był postawiony w takiej sytuacji, że potrzebował pomocy, a jej nie otrzymał. I potem, z zaciętości, zemsty czy jak to nazwać, myśli sobie 'inni mi nie pomogli, to teraz ja też nikomu innemu nie pomogę. Radźcie sobie sami, tak jak ja musiałem!'. Zrozumiałam, że jest właśnie na odwrót. Nikt nie zasługuje na to, żeby znaleźć się w takiej sytuacji i czuć to, co ja czułam, nikt. Każdy zasługuje na pomoc, ciepło, wsparcie, miłość i akceptację.
*JetMan* pisze:ja na Twoim miejscu Halluciluna [gdybym posiadal ta madrosc wiele lat wczesniej ;) ] olalbym ten temat, muzyki ktora mimo wszystko kocham dalej sluchal , ale od tego zlotu uzywkowiczow trzymal sie jak najdalej. tam nic nie ma.
Po przeczytaniu tego fragmentu w moim sercu jak lampka zapaliło się jedno słowo: nigdy! Tam jest wszystko. (Oczywiście dla mnie, moim zdaniem i w moim odczuciu, jest to indywidualne i nikomu tego nie narzucam, żeby zaraz nie było jakichś nieporozumień.) Wszystko, co kocham, po co egzystuję, dla czego przeżywam każdy kolejny dzień. Na pewno tobie i wielu wyda się to dziwne, ale po prostu tak czuję, cóż poradzić. A transy nauczyły mnie, żeby podążać za swoimi uczuciami, za głosem serca. Faktem jest, że nie znasz historii mojego życia, tak jak ja twojej i uwierz, mam pełne podstawy, żeby pisać te słowa, które właśnie napisałam.
Psychedelia Always In My Heart

Awatar użytkownika
*JetMan*
Psytrance.pl
Posty: 4045
Rejestracja: 30 mar 2003, 10:13
Lokalizacja: Dublin, IE
Kontaktowanie:

Re: Forumowy kącik filozoficzny

Post autor: *JetMan* » 29 wrz 2015, 22:26

Halluciluna pisze: JetMan odpowiedz mi na jedno pytanie, bo teraz z perspektywy czasu tak jedziesz po psychodelikach: czy jakbyś w młodości nie miał tych wszystkich przeżyć, doświadczeń, twoje życie byłoby takie samo?
nie jade po psychedelikach tylko jade po przesadzaniu, cpaniu na umor i braku umiaru. a to glownie z tego sklada sie cala obecna 'scena'. bez narkotykow najprawdopodobniej zwinelaby manatki.

widzisz to jest dobre pytanie, niczego nie zaluje ale jaka masz gwarancje czy nie potrafilabys stac sie osoba wrazliwa na muzyke, sztuke nie wiem - piekno natury BEZ doswiadczen z narkotykami?

trudno powiedziec, bo wybralas inna droge wiec skad mozesz wiedziec. byc moze wszyscy czy tam wiekszosc od pewnego momentu w zyciu odbieraja te rzeczy w podobny sposob. [moze niektorzy potrafia to lepiej wyrazic niz inni]

Halluciluna pisze: Wyobraź sobie, że dla mnie po 3 latach intensywnego transowania ta kultura to dalej jest święta krowa, a w psychodelikach znalazłam wszystkie odpowiedzi. Po prostu transy to coś, co wkroczyło w moje życie z takim pierdolnięciem, jak nic dotąd i zmieniły moje życie na lepsze pod każdym względem.
jestes w takim wieku, ze gdybys zaczela regularnie jezdzic na rowerze i zajela sie tym profesjonalnie to tez stwierdzilabys podobnie. tak to juz jest. uroki mlodosci :D

jest swieta krowa dlaczego konkretnie?

no i fajnie. ja po 3 latach tez bylem tym nasiakniety. i tez wydawalo mi sie, ze psychedeliki serwuja jakies odpowiedzi. pozniej to wszystko okazalo sie banalne ,oczywiste i niczego tak naprawde nie zmieniajace. jeszcze sie sama przekonasz ;)

mysle, ze tylko mniej inteligentni uzywkowicze [albo desperaci bez pomyslu na inne zycie] nie sa w stanie w pewnym momencie powiedziec sobie 'ok stop, wystarczy- nic tam juz ciekawego nie ma' i cpaja dalej. Nie zauwazajac, ze to zaczyna przypominac zart na nich samych.

z wiazania swojej drogi zyciowej z narkotykami nic dobrego wyniknac nie moze. po prostu nie. Zadne z nas nie jest drugim McKenna czy A.Hoffmanem.
Halluciluna pisze:Określiłeś to jako 'imprezowanie i ćpanie w każdy weekend'. Ja po trzydziestce, znając siebie, tez będę jeździć na transy, ale w każdy weekend to chyba przesada? Są transy, są też inne aspekty życia a wszystko to łączy się w jedną wielką całość. Psychodelia jest da mnie właśnie takim przewodnikiem w różnych innych aspektach życia.
hehe no i dobrze. powodzenia. napisze to raz jeszcze -w takim jestes wieku i ta subkultura dostarcza iluzji dostarczania tych odpowiedzi,
wspolnoty, poczucia przynaleznosci. pozornych 'odpowiedzi' poprzez 'zajebiste euforyczne ekstazy mistyczne', kontakt z natura, niby-otwartych z wierzchu pozytywnych ludzi itd. ;) mlodzi ludzie nie maja zbyt wielu wiarygodnych autorytetow, sami nimi dla siebie nie sa, poszukuja czesto po omacku i najczesciej trafiaja wlasnie na dilerow. Oni maja wszystkie odpowiedzi hehe.

Wszystko opakowane bardzo kolorowo i pod wielkimi szumnymi haslami typu 'we are one' a pod spodem nie ma nic. tylko ktos liczacy zarobiona kase, jak to w zyciu hehe. :D

..w jakims tam buddyjskim klasztorze nikt tych hasel nie wypisuje na scianach, nikt na nikim nie probuje zarobic i cala ta 'prawda' nie potrzebuje narkotykow. dlaczego ci wszyscy mnisi nie cpaja? tyle tysiecy lat poznawania ludzkiej natury i jeszcze nie wpadli na to ,ze mozna prosciej i na skroty? moze sa tacy sztywni, ze maja takie strict reguly, ze nie mozna. hehe. a moze nigdy nie wpadli na psytransy ;)

wiesz, narkotyki zamydlaja odbior rzeczywistosci. sa taka nakladka na percepcje. sa jak wizyta w lunaparku - jest tam fajnie, ale donikad to nie prowadzi. mozna odwiedzic, ale to wszystko. im bardziej trzezwym sie jest, tym bardziej te rzeczy staja sie oczywiste. ale przeciez wiekszosc uczestnikow tych imprez jest wiecznie nacpana w regularnych odstepach [nazywajac to rozwojem duchowym, heheh] wiec jak moze to do nich dotrzec? [i inne rzeczy?]. Chcesz poznac siebie naprawde - odstaw cpanie jak najszybciej. I zajmij sie np. czyms takim jak medytacja. Niestety, medytowanie podczas jednoczesnego macenia sobie umyslu narkotykami to raczej "medytowanie" -if you know what I mean.

i tak, gdybym mial obecna wiedze i doswiadzenie, zamiast spedzac czas na braniu uzywek - poswiecilbym go na cos bardziej sensownego. zamiast probowac isc na skroty na pewno wiecej bym osiagnal skupiajac sie na prawdziwym rozwoju. ale o to wlasnie w tym chodzi, dlatego to sa 'narkotyki'. i dlatego uzalezniaja. daja iluzje szybkiego zysku, odnajdywania czegos itd. a na koncu jedyne co pozostaje to glupie uzaleznienie. mniejsze lub wieksze choroby psychiczne. zaburzenia osobowosci. lub gorsze rzeczy. o tyle dobrze, ze psychedeliki nie uzalezniaja fizycznie i faktycznie ryzyko jest najmniejsze. Chociaz z 2 strony niektorzy pamietaja tutaj kolege o ksywce Alien i to, co z nim kwasy zrobily. O ile pamietam, jemu tez sie wydawalo, ze 'odnajduje odpowiedzi'.
Halluciluna pisze:Co do psychodelików, żeby nie było nieporozumień. Aktualnie robię sobie przerwę, bo czuję, że wszystko co miałam z nimi do przepracowania, na tę chwilę przerobiłam i teraz czas zastosować w życiu to, co mi pokazały.
Nie chce niczego Ci umniejszac, bo na pewno to co przezylas jest dla Ciebie wyjatkowe i specjalne ale to jak z dziecmi- kazde z nich jest wyjatkowe i specjalne - dokladnie w taki sam sposob jak wszystkie pozostale ;) wszyscy ktorzy brali jakies rzeczy tego typu tez to przerabiali.
Halluciluna pisze:Na psytransach właśnie o to chodzi. Jest zbiór ludzi, każdy jest inny, tak. Jak to zwykłam mówić 'każdy tam czegoś szuka i każdy to znajduje'.
ja bym powiedzial, ze nikt niczego nie znajduje ;) [poza tymi, ktorzy nic nie szukaja i przychodza sie po prostu pobawic, napierdolic, polansowac czy udostepnic swoja sztuke [deko, muza, DJ etc]]

na ostatniej imprezie spotkalem wlasnie takie dwie mlode dziewczyny, obie zdecydowanie pod wplywem nielegalnych substancji ;) bardzo mocno bylo widac, jak bardzo poszukuja
szkoda, ze nie rozumialy, ze tak naprawde po prostu byly nacpanymi dzieciakami na imprezie i to wszystko. ale jak mowie -wielu z nas to przerabialo. tak po prostu jest.


Halluciluna pisze: Jedni przychodzą pogadać o muzyce (och, jakże mi tego brakuje, żeby na festiwalu usiąść z kimś z tyłu maina lub na chillu i powymieniać się tytułami, albumami, wrażeniami związanymi z odbiorem tej muzyki itp. Rzeczywiście, macie rację, tego prawie nie ma na polskich wydarzeniach.)
e spoko, tak jest rowniez tutaj. wiekszosc osob nie ma wielkiego pojecia o artystach, albumach itd. bo jest glownie po to, zeby sobie odleciec. to ani dobre, ani zle.


Halluciluna pisze: inni tylko dla ćpania, kolejni dla towarzystwa, inni po rozwój duchowy. Nie z każdym muszę się dogadać, nie wiadomo jak kumplować, bo jak nie mam z kim o czym gadać, to po prostu gadać z nim nie będę. Ale nie ma w tym żadnej antypatii.


ale we mnie tez nie ma, po prostu jesli mi z kims nie po drodze i nie ma o czym rozmawiac to nie ma sensu tracic czasu bo co jak co, ale to najbardziej wartosciowa waluta w zyciu. niestety szkoda, ze majac bardzo pozytywne i otwarte nastawienie przez te ostatnie kilka miesiecy spotkalem sie jedynie z najsmutniejszymi przejawami tej wspanialej sceny hehe

Halluciluna pisze: Ważne jest, żeby wszystkich akceptować, nawet jeśli przyszli tylko się naćpać - ok, są jacy są, taki mają umysł, tak zadecydowali o swoim życiu. A może własnie na transach, na tym cudzie współczesności, coś w nich drgnie? Zrozumieją, że w tym jest coś więcej.


hehe ehh ;)
wlasnie tego nie rozumiesz. jak ktos przychodzi do Twojego domu i kradnie to nie zapraszasz go drugi raz ani nie chcesz przebywac w jego towarzystwie liczac ,ze 'no moze zrozumie i osiagnie oswiecenie'.


mamy ograniczona ilosc wiosen w tym zyciu. otaczac sie kazdego roku narabanymi ludzmi, z ktorych na 10 moze ze 2 beda sensowne- pytam sie po co? ile razy trzeba tego doswiadczyc, zeby w koncu sie to przejadlo?

Tyle lekcji daly Ci psychedeliki a nie rozumiesz, ze wsrod pewnych ludzi ktorzy Cie np nie szanuja nie warto przebywac? :)

spoko, minie jeszcze z 10 lat, wiecej tego syfu doswiadczysz, troche dojrzejesz i miejmy nadzieje spojrzysz na to wszystko bardziej trzezwym okiem. a psychedeliki w koncu "dadza" Ci 'lekcje' pt. 'ok, juz wystarczy tego cpania, co mialas zobaczyc zobaczylas. pora zajac sie zyciem'

Halluciluna pisze:W tym roku na Dzikusce np. dziewczyna oberwała butelką od jakiegoś miejscowego dresa. O zeszłorocznej Sadhanie chyba już wszyscy wiedzą. Na Źródle koledze ktoś gwizdnął saszetkę (tak jak zresztą mi torbę ze wszystkim na zeszłorocznej Ozorze..). Tak jak napisałam, na pewną grupę otwartych, sympatycznych, pełnych pozytywnej energii hipi-transiarzy zawsze trafi się jakaś menda, która coś wywinie.


no i wlasnie ;)


Halluciluna pisze:Albo ktoś, kto nie umie dobrać dawek lub wręcz celowo zażywa x-krotną od najwyższej podanej na hyperrealu czy erowidzie. No, cholera, jakby nie patrzeć, tam również są ludzie. W każdym środowisku trafia się na mendy, tylko że na transach tych mend jednak jest mniej niż gdzie indziej.


hehe widzisz, znowu mowisz o narkotykach. to niezbedna skladowa tej sceny niestety. skad wiesz jak jest gdzie indziej, moze jest bardziej pokojowo?



Halluciluna pisze:
Ojć, nie wiedziałam, że nawet wśród transiarzy znieczulica zbiera swoje żniwo. I to jest właśnie najgorsze możliwe podjeście, schemat powielany przez całe społeczeństwo. Zajmować się tylko i wyłącznie sobą, wszystkich innych mieć w dupie, nikim się nie przejmować, gdy ktoś ma problem, zostawiać go na lodzie...


powierzchownie to zinterpretowalas i w sumie sie nie dziwie, bo komunikacja poprzez literki jest zawsze bardzo ograniczona.

chodzilo mi o to ,ze kazdy jest sam odpowiedzialny za swoj wlasny los. mowisz o pomaganiu jakims pogubionym osobom na transach, a ja mowie o tym, ze w moim zyciu nie ma miejsca na dramaty i otaczanie sie negatywnymi ludzmi ktorym bym nigdy nie zaufal.


Halluciluna pisze:Ludzie właśnie wchodzą w jakieś błędne koło, tzn. przez tzw. 'znieczulicę' każdy kiedyś był postawiony w takiej sytuacji, że potrzebował pomocy, a jej nie otrzymał. I potem, z zaciętości, zemsty czy jak to nazwać, myśli sobie 'inni mi nie pomogli, to teraz ja też nikomu innemu nie pomogę. Radźcie sobie sami, tak jak ja musiałem!'. Zrozumiałam, że jest właśnie na odwrót. Nikt nie zasługuje na to, żeby znaleźć się w takiej sytuacji i czuć to, co ja czułam, nikt. Każdy zasługuje na pomoc, ciepło, wsparcie, miłość i akceptację.


no fajnie tak pisac takie wielkie slowa [szkoda, ze nie wierszem ;) ] ale w praktyce zycie wyglada inaczej.


Halluciluna pisze:
Po przeczytaniu tego fragmentu w moim sercu jak lampka zapaliło się jedno słowo: nigdy! Tam jest wszystko.
(Oczywiście dla mnie, moim zdaniem i w moim odczuciu, jest to indywidualne i nikomu tego nie narzucam, żeby zaraz nie było jakichś nieporozumień.) Wszystko, co kocham, po co egzystuję, dla czego przeżywam każdy kolejny dzień. Na pewno tobie i wielu wyda się to dziwne, ale po prostu tak czuję, cóż poradzić. A transy nauczyły mnie, żeby podążać za swoimi uczuciami, za głosem serca. Faktem jest, że nie znasz historii mojego życia, tak jak ja twojej i uwierz, mam pełne podstawy, żeby pisać te słowa, które właśnie napisałam.


hehe no tu juz prawie jak wiersz.

mnie tego, zeby podazac za glosem serca nauczylo zycie, a nie transy. ;)


ps. nie bierz tego zbyt do siebie, troche zartowalem. wiesz, chillout.
baw sie tam ladnie, czytaj duzo erowida, cpaj rozsadnie i otaczaj sie ludzmi ktorzy w Ciebie wierza i motywuja do wzrastania jako czlowiek.

pzdr
--
*J3t_Man*

"With a watch you know what time it is,
with two watches you are never sure"

Awatar użytkownika
*JetMan*
Psytrance.pl
Posty: 4045
Rejestracja: 30 mar 2003, 10:13
Lokalizacja: Dublin, IE
Kontaktowanie:

Re: Forumowy kącik filozoficzny

Post autor: *JetMan* » 30 wrz 2015, 07:16

Halluciluna pisze:Dobra, zakładam nowy wątek odpowiedni do naszych dyskusji, bo tamten miał być o fejsbuku, a oddaliliśmy się od tego tematu o cały wszechświat. :D
Psysutra pisze: każdy kij ma dwa końce, nieprawdaż?
Zależy, za który chwycisz. :wink:

ps. nie ma sie z czego cieszyc- nawet jak zlapiesz za drugi koniec to w dalszym ciagu bedziesz jedynie trzymac kij zabrudzony gownem. :wink:
--
*J3t_Man*

"With a watch you know what time it is,
with two watches you are never sure"

Awatar użytkownika
Janusz
Respected User
Posty: 188
Rejestracja: 03 cze 2005, 11:38
Lokalizacja: Aberdeenshire / Goa

Re: Forumowy kącik filozoficzny

Post autor: Janusz » 29 paź 2015, 14:51

5 lat probowalem namowic Jetmana na spotkanie na jakiejs bibce w Irlandii, bezskutecznie... Wydaje mi sie ze kolega Jetman albo zyje juz tylko wspomnieniami, albo po prostu odnalazl w zyciu cos prawdziwie wartsciowego :wink:
Btw zaproszenie na wspolne tupanie przy trancach dalej aktualne :D

Awatar użytkownika
*JetMan*
Psytrance.pl
Posty: 4045
Rejestracja: 30 mar 2003, 10:13
Lokalizacja: Dublin, IE
Kontaktowanie:

Re: Forumowy kącik filozoficzny

Post autor: *JetMan* » 29 paź 2015, 16:56

taa 5 lat. wolne zarty. :)

trzeba bylo ruszyc tylek do centrum jak bylem na kazdej bibie jaka tutaj byla tej wiosny. dziekuje, wystarczy. o wrazeniach napisalem powyzej- jest fajnie do momentu jak bawisz sie w taki sam sposob jak reszta, co juz nie dla mnie. szkoda czasu. jednak interesuja mnie juz innego rodzaju relacje z ludzmi i tez nieco innymi niz przybywajacy na takie imprezki.

natomiast to fakt, nie chce mi sie juz jezdzic przez pol kraju zeby poogladac jak [zazwyczaj narabani] ludzie skacza. been there, done that.

zgadzam sie z czyms wartosciowym ;)


btw, w Irlandii jestem krocej niz 5 lat hehe
--
*J3t_Man*

"With a watch you know what time it is,
with two watches you are never sure"

Awatar użytkownika
Halluciluna
Elite User
Posty: 275
Rejestracja: 16 gru 2012, 16:13
Lokalizacja: Nibiru

Re: Forumowy kącik filozoficzny

Post autor: Halluciluna » 31 paź 2015, 11:57

Sorki za spóźniony zapłon, niestety teraz mam taki zapieprz, że każda dłuższa dyskusja ze mną wygląda tak, że odpisuję raz na miesiąc.

Że tak zacznę od końca, bo, jak większość ludzi, którzy zetknęli się z moim stylem bycia i wypowiedzi, źle mnie zrozumiałeś. :wink:
*JetMan* pisze:ps. nie bierz tego zbyt do siebie, troche zartowalem. wiesz, chillout.
Generalnie jestem osobą bardzo ekspresyjną, mam uczuciowy styl wypowiedzi, zachowania, pisania - co nie znaczy, że jeśli mówię czy piszę w taki sposób, to się czymś przejmuję i idę się z tego powodu wieszać. :P Ludzie nie są przyzwyczajeni do takiego sposobu bycia, są nauczeni tłumić w sobie emocje i stąd nieporozumienia, gdy napotykają kogoś takiego jak ja. Wielokrotnie słyszałam, że biorę coś do siebie, nie zachowuję dystansu itp. - podczas gdy dla mnie taka wymowa jest normalna, na porządku dziennym, innym wydaje się, że przeżywam z tego powodu nie wiadomo co. Zawsze się potem z tego śmieję. Na przyszłość - jak gadam półwierszem, to wszystko jest w najlepszym porządku. :D :D
*JetMan* pisze: nie jade po psychedelikach tylko jade po przesadzaniu, cpaniu na umor i braku umiaru.
Pod tym się mogę jedynie podpisać. Doświadczenie psychodeliczne to ma być swoisty sakrament, a nie wpierdalanie co tydzień kartonów ze wszystkim co możliwe (bo co za różnica, czy kwas, czy nbome, czy doc) co tydzień, czy co miesiąc na transach. A fakt, że bez psychodelików nie byłoby PSYtransów - jak sama nazwa mówi - to samo w sobie jest piękne. Cudownie, że jest na świecie taka kultura, taka muzyka, takie miejsce, gdzie grupa ludzi (organizatorów) tworzy innym ludziom (bywalcom festiwali) jak najlepsze warunki do odbycia doświadczenia psychodelicznego. Gdzie można po prostu TEGO WSZYSTKIEGO doświadczyć. Faktem jest, że siedzisz w transach już jakieś 15 lat (?) i smutne, ale po prostu ci się to przejadło i znudziło. To wcale nie transy się zmieniły, lecz Twój stosunek i pogląd na nie. Przestałeś dostrzegać to, co dostrzegałeś kiedyś. No i ok, ale pozwól dostrzegać innym w transach to, co sam kiedyś widziałeś i nie umniejszaj ich emocjom i przeżyciom.

Jeśli np. te dwie dziewczyny, o których piszesz, uważały, że czegoś poszukują to tak właśnie jest, a nie tak, jak Ty je oceniasz.
*JetMan* pisze:jaka masz gwarancje czy nie potrafilabys stac sie osoba wrazliwa na muzyke, sztuke nie wiem - piekno natury BEZ doswiadczen z narkotykami?
Byłam wrażliwa, a wręcz nadwrażliwa na muzykę (przede wszystkim), piękno, naturę od najwcześniejszych lat, kiedy nawet nie wiedziałam, że istnieje coś takiego jak psychodeliki. :wink: LSD wydobyło ze mnie tylko różne rzeczy, które pozostawały ukryte np. potencjał, akceptację, otwartość, miłość do ludzi, a inne aspekty zwielokrotniło, np. wenę, pełne zachwytu postrzeganie świata, wewnętrzna głębię. Co nie znaczy, że tego wcześniej nie miałam, są różne sposoby wydobywania z siebie ukrytych zalet, a że ja wybrałam akurat taki (a właściwie to on mnie wybrał) - to ani lepiej, ani gorzej.
*JetMan* pisze:jestes w takim wieku, ze gdybys zaczela regularnie jezdzic na rowerze i zajela sie tym profesjonalnie to tez stwierdzilabys podobnie. tak to juz jest.
A wiesz, że kocham jeździć na rowerze ? :)
*JetMan* pisze:jest swieta krowa dlaczego konkretnie?
Błagam Cię no, na ten temat mogę się tak rozpisać, że zaraz miejsca zabraknie. :) Jak napiszę książkę o psytransach, to sobie poczytasz i tam na pewno będzie odpowiedź na to pytanie. :)
*JetMan* pisze:mysle, ze tylko mniej inteligentni uzywkowicze [albo desperaci bez pomyslu na inne zycie] nie sa w stanie w pewnym momencie powiedziec sobie 'ok stop, wystarczy- nic tam juz ciekawego nie ma' i cpaja dalej. Nie zauwazajac, ze to zaczyna przypominac zart na nich samych.

z wiazania swojej drogi zyciowej z narkotykami nic dobrego wyniknac nie moze. po prostu nie. Zadne z nas nie jest drugim McKenna czy A.Hoffmanem.
Właśnie jestem na takim etapie, aktualnie nie żrę psychodelików, bo na razie nie jest mi to do niczego potrzebne. Nie wiem, jak będzie za pół roku czy w przyszłym sezonie festiwalowym, ale na razie czuję, że takie doświadczenie nie miałoby dla mnie żadnego głębszego znaczenia. Po prostu teraz potrafię osiągać takie stany na czysto, przy pomocy samej muzyki. Może nie wizualne (chociaż raz po 2 godzinach słuchania darków widziałam fraktale, ale to miało znacznie bardziej skomplikowane podłoże), ale wewnętrzne, emocjonalne - jak najbardziej. 'Trip na czysto'. :D

Ostatnio miałam akcję, wychodzę późnym rankiem na przystanek i kompletnie z dupy zaczęłam odczuwać totalną euforię i wszechobecny zachwyt. 'Jakie to niebo intensywnie niebieskie, a te liście, jaki kontrast, rety, czuje się jak po MDMA!' Dosłownie tak się czułam.

Bynajmniej, ja właśnie w pewnym stopniu wiążę swoją przyszłość z psychodelikami. Jak już wspomniałam, zamierzam napisać książkę o kulturze psytrance, od której, jak się domyślasz, będzie walić kwachem na kilometr. :D Poza tym myślę gdzieś tam zająć się terapią psychodeliczną. Może Hoffmanem, Learym ani McKenną nie jestem, ale Halluciluną owszem. :wink:
*JetMan* pisze:w takim jestes wieku i ta subkultura dostarcza iluzji dostarczania tych odpowiedzi,
wspolnoty, poczucia przynaleznosci
Błagam Cię, nie wrzucaj więcej wieku jako argumentu, bo to argument doprawdy wątpliwy. Często się tym zasłaniasz, a to naprawdę nie robi dobrego wrażenia, wprowadza niepotrzebny dualizm rzeczywistości, że 'młodzi są głupi, a starzy mądrzy'. A naprawdę nie wydaje mi się, żeby osoba, która uważa się za rozwiniętą, postrzegała świat w sposób czarno-biały.
Prędzej czy później dojdziemy do złotej zasady buddyzmu, że wszystko jest iluzją. W czym mniejszą iluzją jest np. praca czy sprzątanie od psytransów? Skoro wszystko jest iluzją, to wszystko taką samą, a koniec końców na czymś trzeba to swoje życie oprzeć. Albo osiągnąć nirwanę, wyzbyć się wszystkiego, zostać dekadenckim menelem przyglądającym się owej iluzji z boku. :D
*JetMan* pisze:mlodzi ludzie nie maja zbyt wielu wiarygodnych autorytetow
W ogóle nie cierpię tego słowa 'autorytet'. Jak słyszę, że ktoś tam ma być moim autorytetem, to wybucham śmiechem. Sama jestem dla siebie najlepszym autorytetem. :)

Co do sprawy z klasztorami buddyjskimi i medytacją. Czemu sam tam nie poszedłeś w takim razie? :D Tak naprawdę można tu zarzucić jedynie frazes, że 'każdy ma swoja własną drogę i żadna nie jest ani lepsza, ani gorsza'. Co się tyczy medytacji, to kurde, ze mną sprawa przedstawia się tak, że jeśli już to jakieś medytacje w ruchu, bo jestem osoba zbyt ruchliwą, aktywną, ciągle coś mnie gna do przodu. Może jak się zestarzeję i zmądrzeję... :mrgreen: Bardziej rezonują ze mną takie rzeczy jak szałas potów, tantra. Ostatnio usłyszałam o tańcu 5. rytmów, nie wiem czy kojarzysz, poszłabym na coś takiego.
*JetMan* pisze:a na koncu jedyne co pozostaje to glupie uzaleznienie. mniejsze lub wieksze choroby psychiczne. zaburzenia osobowosci.
Mnie właśnie psychodeliki i transy z tego wyciągnęły. Miałam z 5 różnych diagnoz - teraz jakoś nie mam żadnej. :wink:
*JetMan* pisze:wlasnie tego nie rozumiesz. jak ktos przychodzi do Twojego domu i kradnie to nie zapraszasz go drugi raz ani nie chcesz przebywac w jego towarzystwie liczac ,ze 'no moze zrozumie i osiagnie oswiecenie'.
Nawet nie poruszałam tego aspektu, bo myślałam, że automatycznie weźmiesz to pod uwagę. Ideologia PLUR, akceptacja, miłość, otwartość, empatia, altruizm - ale wszystko to do czasu, kiedy ktoś Ci nie zagraża, nie robi Ci krzywdy albo nie robi krzywdy komuś na Twoich oczach. To, że jeżdżę na psytransy nie oznacza, że nie potrafię się obronić i dobrze komuś wpierdolić. :P
Przecież, jasne, że jak doskoczy do Ciebie paru karczków na ulicy, to nie będziesz im przekładał do głowy. Wręcz powiem, że przykre, ale są ludzie, do których coś dotrze dopiero wtedy, gdy na nich fukniesz.

Może dlatego, że uznałam ten temat za oczywisty i nawet o nim nie wspomniałam, pozostajesz w mylnym wrażeniu, że ja się, że tak powiem, daję. Uuuuu... :mrgreen:
*JetMan* pisze:skad wiesz jak jest gdzie indziej, może jest bardziej pokojowo?
Wiem, bo mam porównanie, bo w trakcie swojego życia byłam w różnych miejscach i spotykałam się z różnymi ludźmi? Transy to jedyne miejsce, gdzie jestem bezpieczna - a przynajmniej bezpieczniejsza niż gdziekolwiek indziej w życiu - gdzie nie muszę mieć wiecznie postawionych kolców, gdzie nie spotykam się z taką wrogością, zaściankowością, nienawiścią, brakiem akceptacji.
*JetMan* pisze:bo komunikacja poprzez literki jest zawsze bardzo ograniczona.
'To tylko czarne literki na białym papierze'. :wink:
*JetMan* pisze:mowisz o pomaganiu jakims pogubionym osobom na transach, a ja mowie o tym, ze w moim zyciu nie ma miejsca na dramaty i otaczanie sie negatywnymi ludzmi ktorym bym nigdy nie zaufal.
Nie, ja mówię o pomaganiu ludziom w jakimkolwiek miejscu i czasie, w jakiejkolwiek sytuacji. Ludzie są negatywni z jakiegoś powodu i w większości potrzebują kogoś do pomocy, żeby przejść przez proces uporania się z problemami i traumatycznymi wspomnieniami po to, by później stać się 'pozytywnymi ludźmi'. Mnie właśnie ciągnie do ludzi o smutnym losie, cierpiących. Może dlatego że sama to wszystko przechodziłam i na podstawie tych doświadczeń uważam, że nikt nie powinien być pozostawiony samemu sobie.
hehe no tu juz prawie jak wiersz
.

Chciałeś wiersz? A to masz cały tomik ! :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
http://chomikuj.pl/acidelic/Moja+pisani ... 252661.odt

PS. jednak lepiej trzymać kij za czysty koniec niż ten umorusany gównem. :P
Psychedelia Always In My Heart

Awatar użytkownika
*JetMan*
Psytrance.pl
Posty: 4045
Rejestracja: 30 mar 2003, 10:13
Lokalizacja: Dublin, IE
Kontaktowanie:

Re: Forumowy kącik filozoficzny

Post autor: *JetMan* » 31 paź 2015, 15:31

Halluciluna pisze: Pod tym się mogę jedynie podpisać. Doświadczenie psychodeliczne to ma być swoisty sakrament, a nie wpierdalanie co tydzień kartonów ze wszystkim co możliwe (bo co za różnica, czy kwas, czy nbome, czy doc)

widzisz za 'moich czasow' [haha jak to brzmi] nawet nie bylo rzeczy typu nbome czy doc. obecni uzywkowicze nie zdaja sobie sprawy jak wielki zart jest na nich odgrywany przez chemikow/dilerow. o ile cpanie kiedys rzeczy ktore byly doskonale znane (typu lsd czy ekstazy) bylo dyskusyjne, to przynajmniej wiedzialas, co bralas (w wiekszosci przypadkow) tak obecnie - brac jakies zupelnie nieprzebadane substancje to po prostu glupota.

Halluciluna pisze: co tydzień, czy co miesiąc na transach. A fakt, że bez psychodelików nie byłoby PSYtransów - jak sama nazwa mówi - to samo w sobie jest piękne. Cudownie, że jest na świecie taka kultura, taka muzyka, takie miejsce, gdzie grupa ludzi (organizatorów) tworzy innym ludziom (bywalcom festiwali) jak najlepsze warunki do odbycia doświadczenia psychodelicznego.

no nie wiem nie wiem wiesz ci najwieksi robia to po prostu dla zarobienia pieniedzy a nie z altruizmu. zejdz na ziemie.

Halluciluna pisze: Gdzie można po prostu TEGO WSZYSTKIEGO doświadczyć. Faktem jest, że siedzisz w transach już jakieś 15 lat (?) i smutne, ale po prostu ci się to przejadło i znudziło.

no wlasnie. zycie oferuje brazylion ;) roznych rodzajow doswiadczen. nie chce spedzac calego tracac caly wolny czas na robieniu jednego i tego samego w kolko

Halluciluna pisze:To wcale nie transy się zmieniły, lecz Twój stosunek i pogląd na nie.

bez przesady, psytrance jest juz zupelnie inny niz kiedys. tak muzycznie, jak i jesli chodzi o cala kulture i to, jak ona teraz funkcjonuje. ale tak sie dzieje z kazda subkultura.

w dalszym ciagu slucham tej muzyki i ona mi sie nie znudzila, nadal ja kocham.

znudzilo mi sie spedzanie wolnego czasu dookola ludzi ktorzy najczesciej sa pogubieni, cala idee 'PLUR' czuja tylko powierzchownie i zazwyczaj sa strasznymi burakami. generalizuje, oczywiscie - ale jak juz pisalem, nie jest rozsadnym nalezec do grupy 10 osob, jesli w tej grupie tylko 2 osoby sa w porzadku a reszta to dupki. ;)

osobiscie wole, gdy jest odwrotnie.

Halluciluna pisze:Przestałeś dostrzegać to, co dostrzegałeś kiedyś.

no tak, klapki spadly z oczu i zobaczylem te rzeczy takimi jakimi sa. ani ich teraz nie upiekszam, ani nie mam negatywnego nastawienia.

Halluciluna pisze:No i ok, ale pozwól dostrzegać innym w transach to, co sam kiedyś widziałeś i nie umniejszaj ich emocjom i przeżyciom.
Nie!!! Nie pozwole!!! hahaha ;)


Jak juz pisalem, chodzi o widzenie rzeczy takimi jakimi sa. Nie upiekszanie ich i nazywanie psytransow swieta krowa, bo wcale nia nie sa. Ani tez nie przeklamywanie faktow w druga strone.

A jakie sa fakty? imprezki w otoczce mistycyzmu [tez tylko czasami, zazwyczaj po prostu
imprezki] - z duza iloscia narkotykow, gdzie wiekszosc jest narabana/nacpana do glosnej muzyki w otoczce sztuki [deko,muza,DJ]. Ta sztuka jest istotnie czesto fenomenalna. Ale na chwile obecna to zbyt malo. I jak mowie- szkoda, ze jest wystawiana dla grupy nacpanych ludzi. Wiekszosci z nich tak naprawde to wszystko jedno.


Halluciluna pisze:Jeśli np. te dwie dziewczyny, o których piszesz, uważały, że czegoś poszukują to tak właśnie jest, a nie tak, jak Ty je oceniasz.
No przeciez ja nie mowie, ze nie. Tylko jesli juz sie przerobilo to wszystko to nie ma potrzeby wracac do przedszkola i udawac, ze sie dalej poszukuje. ;) [powiedzmy sobie szczerze, chodzi tylko o zabawe hehehe ;) ]

nie oszukujmy sie - to cale 'poszukiwanie' to tez niezla zabawa- tu kwasik, tam grzybki. ;)

Halluciluna pisze:Byłam wrażliwa, a wręcz nadwrażliwa na muzykę (przede wszystkim), piękno, naturę od najwcześniejszych lat, kiedy nawet nie wiedziałam, że istnieje coś takiego jak psychodeliki. :wink: LSD wydobyło ze mnie tylko różne rzeczy, które pozostawały ukryte np. potencjał, akceptację, otwartość, miłość do ludzi, a inne aspekty zwielokrotniło, np. wenę, pełne zachwytu postrzeganie świata, wewnętrzna głębię. Co nie znaczy, że tego wcześniej nie miałam, są różne sposoby wydobywania z siebie ukrytych zalet, a że ja wybrałam akurat taki (a właściwie to on mnie wybrał) - to ani lepiej, ani gorzej.



Nie odpowiedzialas na pytanie.


Halluciluna pisze: Błagam Cię no, na ten temat mogę się tak rozpisać, że zaraz miejsca zabraknie. :) Jak napiszę książkę o psytransach, to sobie poczytasz i tam na pewno będzie odpowiedź na to pytanie. :)

Brak odpowiedzi na pytanie.

Halluciluna pisze:Właśnie jestem na takim etapie, aktualnie nie żrę psychodelików, bo na razie nie jest mi to do niczego potrzebne.

Wyjatki od reguly nie podwazaja samej reguly.

poza tym- jak dlugo 'nie zresz'?
Halluciluna pisze: Nie wiem, jak będzie za pół roku czy w przyszłym sezonie festiwalowym, ale na razie czuję, że takie doświadczenie nie miałoby dla mnie żadnego głębszego znaczenia. Po prostu teraz potrafię osiągać takie stany na czysto, przy pomocy samej muzyki. Może nie wizualne (chociaż raz po 2 godzinach słuchania darków widziałam fraktale, ale to miało znacznie bardziej skomplikowane podłoże), ale wewnętrzne, emocjonalne - jak najbardziej. 'Trip na czysto'. :D
Nie bede oryginalny ale 'wszyscy tak mieli'. You are special - in exactly the same way as others ;)



Czyli co aktualnie bierzesz, skoro nie psychedeliki? Ekstazy? Stymulanty? Depresanty? Dysocjanty? Hehe ;)


Halluciluna pisze:Ostatnio miałam akcję, wychodzę późnym rankiem na przystanek i kompletnie z dupy zaczęłam odczuwać totalną euforię i wszechobecny zachwyt. 'Jakie to niebo intensywnie niebieskie, a te liście, jaki kontrast, rety, czuje się jak po MDMA!' Dosłownie tak się czułam.

No ale co z tego? Czego to dowodzi? To ma byc efekt tego duchowego rozwoju?

Mialas zwyzke serotoniny albo dopaminy, wszyscy tak maja. Zdradze Ci sekret- chcesz czuc sie tak przez wiekszosc czasu, odstaw wszystko i zyj na trzezwo. Wszystko. Wlacznie z alko, kofeina, nikotyna i innymi narkotykami.


Halluciluna pisze:Bynajmniej, ja właśnie w pewnym stopniu wiążę swoją przyszłość z psychodelikami. Jak już wspomniałam, zamierzam napisać książkę o kulturze psytrance, od której, jak się domyślasz, będzie walić kwachem na kilometr. :D Poza tym myślę gdzieś tam zająć się terapią psychodeliczną. Może Hoffmanem, Learym ani McKenną nie jestem, ale Halluciluną owszem. :wink:

Fajny pomysl- powodzenia. Przynajmniej oderwiesz sie na chwile od cpania ;)


Halluciluna pisze: Błagam Cię, nie wrzucaj więcej wieku jako argumentu, bo to argument doprawdy wątpliwy. Często się tym zasłaniasz, a to naprawdę nie robi dobrego wrażenia, wprowadza niepotrzebny dualizm rzeczywistości, że 'młodzi są głupi, a starzy mądrzy'. A naprawdę nie wydaje mi się, żeby osoba, która uważa się za rozwiniętą, postrzegała świat w sposób czarno-biały.
Prędzej czy później dojdziemy do złotej zasady buddyzmu, że wszystko jest iluzją. W czym mniejszą iluzją jest np. praca czy sprzątanie od psytransów? Skoro wszystko jest iluzją, to wszystko taką samą, a koniec końców na czymś trzeba to swoje życie oprzeć. Albo osiągnąć nirwanę, wyzbyć się wszystkiego, zostać dekadenckim menelem przyglądającym się owej iluzji z boku. :D
Co mnie obchodzi jakie to sprawia wrazenie. Bedziesz miala 35 lat, to byc moze zrozumiesz. :D Byc moze, bo w sumie tak sie upierasz, ze juz nie jestem tego taki pewien. ;)

Nigdy nie mowilem ,ze mlodsi sa 'glupi'. Sa po prostu madrzy na inny sposob, adekwatnie do ich wieku i mozliwego doswiadczenia.

Praca to praca. imprezki to imprezki.

skoro wszystko jest iluzja, to po co jeszcze dodajesz sobie kolejnej biorac narkotyki hm?


Zgadza sie, na czyms to zycie dobrze jest oprzec. Jednak scena psytrance jest zbyt niepewna sprawa, zebym chcial na niej cokolwiek opierac. Zbyt malo zalezy od Ciebie. Spytaj sie osob, ktore siedza na scenie ponad 20 lat i pomimo np nagrywania super muzyki nigdy zadnego sukcesu nie osiagneli, albo takich ktorzy powydawali albumy i nic to nie zmienilo. Inni mieli odpowiednich znajomych i teraz graja co roku na Ozorze chociaz sa slabi w porownaniu do innych utalentowanych artystow. Zbyt duza loteria. A skoro 'rozwoj' na tej scenie jest tak mocno ograniczony i zalezny od humorkow innych ludzi, to nie ma sensu- osobiscie wole miec 100% wplyw na to, w ktora strone zmierzam.


Nie zaczynajmy tematu buddyzmu hehe ;) ale nirwana i samsara to jedno i to samo. niespodzianka hehe ;)


Halluciluna pisze: W ogóle nie cierpię tego słowa 'autorytet'. Jak słyszę, że ktoś tam ma być moim autorytetem, to wybucham śmiechem. Sama jestem dla siebie najlepszym autorytetem. :)
No chyba ,ze akurat na YouTube leci McKenna ;)


Halluciluna pisze: Co do sprawy z klasztorami buddyjskimi i medytacją. Czemu sam tam nie poszedłeś w takim razie? :D
Wyrwalas moje zdanie z kontekstu. Przypomne kontekst:

napisze to raz jeszcze -w takim jestes wieku i ta subkultura dostarcza iluzji dostarczania tych odpowiedzi,
wspolnoty, poczucia przynaleznosci. pozornych 'odpowiedzi' poprzez 'zajebiste euforyczne ekstazy mistyczne', kontakt z natura, niby-otwartych z wierzchu pozytywnych ludzi itd. ;) mlodzi ludzie nie maja zbyt wielu wiarygodnych autorytetow, sami nimi dla siebie nie sa, poszukuja czesto po omacku i najczesciej trafiaja wlasnie na dilerow. Oni maja wszystkie odpowiedzi hehe.

Wszystko opakowane bardzo kolorowo i pod wielkimi szumnymi haslami typu 'we are one' a pod spodem nie ma nic. tylko ktos liczacy zarobiona kase, jak to w zyciu hehe. :D

..w jakims tam buddyjskim klasztorze nikt tych hasel nie wypisuje na scianach, nikt na nikim nie probuje zarobic i cala ta 'prawda' nie potrzebuje narkotykow. dlaczego ci wszyscy mnisi nie cpaja? tyle tysiecy lat poznawania ludzkiej natury i jeszcze nie wpadli na to ,ze mozna prosciej i na skroty? moze sa tacy sztywni, ze maja takie strict reguly, ze nie mozna. hehe. a moze nigdy nie wpadli na psytransy ;)

wiesz, narkotyki zamydlaja odbior rzeczywistosci. sa taka nakladka na percepcje. sa jak wizyta w lunaparku - jest tam fajnie, ale donikad to nie prowadzi. mozna odwiedzic, ale to wszystko. im bardziej trzezwym sie jest, tym bardziej te rzeczy staja sie oczywiste. ale przeciez wiekszosc uczestnikow tych imprez jest wiecznie nacpana w regularnych odstepach [nazywajac to rozwojem duchowym, heheh] wiec jak moze to do nich dotrzec? [i inne rzeczy?]. Chcesz poznac siebie naprawde - odstaw cpanie jak najszybciej. I zajmij sie np. czyms takim jak medytacja. Niestety, medytowanie podczas jednoczesnego macenia sobie umyslu narkotykami to raczej "medytowanie" -if you know what I mean.


Chodzilo mi o to ,ze prawdziwy rozwoj tak naprawde ma bardzo malo wspolnego z narkotykami, gdyz one najczesciej jedynie zamydlaja percepcje. Gdyby bylo inaczej, narkotyki bylyby obecne w miejscach takich jak te o ktorych wspomnialem powyzej.



Halluciluna pisze:Co się tyczy medytacji, to kurde, ze mną sprawa przedstawia się tak, że jeśli już to jakieś medytacje w ruchu, bo jestem osoba zbyt ruchliwą, aktywną, ciągle coś mnie gna do przodu.



moze za duzo stymulantow ;)


Halluciluna pisze: Może jak się zestarzeję i zmądrzeję...

no moze ;)

Halluciluna pisze: Mnie właśnie psychodeliki i transy z tego wyciągnęły. Miałam z 5 różnych diagnoz - teraz jakoś nie mam żadnej. :wink:
moze dlatego ,ze przestalas odwiedzac lekarzy to i diagnoz nie ma kto stawiac? ;)

od zadawnionych problemow nie da sie uciec. wroca do Ciebie jak po latach w koncu odstawisz cpanie. niestety.

Halluciluna pisze: Nawet nie poruszałam tego aspektu, bo myślałam, że automatycznie weźmiesz to pod uwagę. Ideologia PLUR, akceptacja, miłość, otwartość, empatia, altruizm - ale wszystko to do czasu, kiedy ktoś Ci nie zagraża, nie robi Ci krzywdy albo nie robi krzywdy komuś na Twoich oczach. To, że jeżdżę na psytransy nie oznacza, że nie potrafię się obronić i dobrze komuś wpierdolić. :P
Przecież, jasne, że jak doskoczy do Ciebie paru karczków na ulicy, to nie będziesz im przekładał do głowy. Wręcz powiem, że przykre, ale są ludzie, do których coś dotrze dopiero wtedy, gdy na nich fukniesz.

Może dlatego, że uznałam ten temat za oczywisty i nawet o nim nie wspomniałam, pozostajesz w mylnym wrażeniu, że ja się, że tak powiem, daję. Uuuuu... :mrgreen:

zupelnie nie z tej strony. nie pisalem o jakiejs przemocy fizycznej i obronie przed dresami na ulicy tylko o tym, ze nie chce spedzac czasu z ludzmi ktorzy zazwyczaj tylko udaja 'dobrych znajomych'. dziwnym zbiegiem okolicznosci, wsrod aktywnie cpajacych ludzi /ktorzy jakos tak przypadkiem bardzo czesto sa na psytransach/ takich jest baaardzo duzo. maja jakies takie wrazliwe ego, ze jak tylko cos im nie podpasuje albo jakas opinia niewygodna, to od razu pokazuja swoje prawdziwe oblicze! no coz, to pewnie efekt tego 'rozwoju duchowego' hehe :)


Halluciluna pisze: Transy to jedyne miejsce, gdzie jestem bezpieczna - a przynajmniej bezpieczniejsza niż gdziekolwiek indziej w życiu - gdzie nie muszę mieć wiecznie postawionych kolców, gdzie nie spotykam się z taką wrogością, zaściankowością, nienawiścią, brakiem akceptacji.

To naprawde smutne. Ale wlasnie wiele, wiele osob tak ma. Dlatego przychodza na te imprezy. O tym wlasnie pisalem.

I to jest wlasnie sedno sprawy i podstawowy problem z ktorym bedziesz musiala sie zmierzyc w pozniejszym zyciu, jak juz Ci to uciekanie od siebie samej w koncu przejdzie. Zycze powodzenia.


Wrogosc, zasciankowosc, nienawisc i brak akceptacji - jest tego bardzo duzo w tej subkulturze, tylko wiekszosc swietnie znieczula sie narkotykami, wiec wydaje im sie, ze jest inaczej. Psytransy to nie zadna swieta krowa. Tez tak kiedys myslalem, niestety.


Halluciluna pisze: Ludzie są negatywni z jakiegoś powodu i w większości potrzebują kogoś do pomocy, żeby przejść przez proces uporania się z problemami i traumatycznymi wspomnieniami po to, by później stać się 'pozytywnymi ludźmi'.
Hehe zgadza sie. I teraz sa dwie grupy tego typu ludzi- jedni beda pracowac nad soba i cos zmieniac a drudzy przyjma role 'professional victims' i zaczna wyciagac energie (pod rozmaitymi postaciami) od osob z podejsciem takim jak Ty.

To nic zlego ,ze chcesz naprawiac swiat i pomagac ludziom- (najpierw zajmij sie soba) po prostu sposob ktory opisalas sie nie sprawdza i tak naprawde zazwyczaj przyciaga jeszcze wiecej niewlasciwych osob do Twojego otoczenia.

Halluciluna pisze: PS. jednak lepiej trzymać kij za czysty koniec niż ten umorusany gównem. :P

nie ma co tutaj dyskutowac- jak chcesz to sobie trzymaj ten gowniany kijek obojetnie za ktory koniec, ja wole miec obie rece wolne. latwiej sobie poradzic z ludzmi, ktorzy maja kije ubrudzone gownem i koniecznie chca Cie namowic, zeby tez wziac jeden bo to rzekomo taka fajna zabawa. ;)
--
*J3t_Man*

"With a watch you know what time it is,
with two watches you are never sure"

Awatar użytkownika
*JetMan*
Psytrance.pl
Posty: 4045
Rejestracja: 30 mar 2003, 10:13
Lokalizacja: Dublin, IE
Kontaktowanie:

Re: Forumowy kącik filozoficzny

Post autor: *JetMan* » 31 paź 2015, 16:02

ps. przejrzalem troche Twojego bloga i posty na hyperrealu. Bardzo mi przykro, ze wpierdolilas sie w benzodiazepiny. Naprawde wspolczuje. Biorac te rzeczy na przemian z narkotykami robisz sobie wielka krzywde. Mam nadzieje, ze juz ich nie bierzesz.


Zastanawiam się, która strona mnie jest prawdziwa: ta pozytywna, hipisowska Halluciluna, która jeździ na psytransy i ubiera się na kolorowo - taka chciałabym być w pełni... czy ta moja mroczna strona, kiedy włącza mi się agresja, autoagresja itp. i tak naprawdę zdaję sobie sprawę, że nikogo przy mnie nie ma.



Poznajesz ten fragment? ;) Nie bede innych cytowal bo pewnie by Ci bylo tutaj wstyd. Radze chociaz zmieniac ksywy bo zadna informacja na sieci nie ginie.

Ano wlasnie, [w tym wypadku- nie mowie, ze tak jest ze wszystkimi] narkotyki i psytransy sa efektem (choroby). Objawem koncowym. Nic nimi nie leczysz, tylko chwilowo odkladasz problem na pozniej. Jak alkoholik zapijajacy fakt utraty pracy. Zamiast zapisac sie na kurs rozwijajacy jego kwalifikacje- zapisuje sie na skrzynke wodki po promocyjnej cenie. ;)

Jak ja czytam jakies swoje stare trip-raporty - tez pisalem w ten sam naiwny sposob [o oswieceniu, wszechswiecie i tak dalej- i to byly czesto naprawde wspaniale przezycia] ale mimo wszystko nie mialem jazd typu bi-polar/borderline.

No coz, nie wiem jakie wydarzenia (lub tez ich brak) w Twoim zyciu spowodowaly to wszystko o czym piszesz, ale o jednym Cie moge zapewnic- benzo i narkotyki nie sa zadnym dlugoterminowym rozwiazaniem.

Takze wiesz, nie zaslaniaj sie iluzjami i buddyzmem, po prostu odstaw cpanie bo to niezdrowe! ;)

tak naprawde, jesli masz madrych/odpowiednich ludzi dookola siebie ktorzy rozumieja problemy o ktorych pisze, to powinni doradzac Ci cos podobnego. Ale najprawdopodobniej takich nie ma, bo niby skad maja byc jesli otaczasz sie ludzmi ktorzy zyja w podobny sposob (jak Ty)? Podobne przyciaga podobne. I o tym tez juz pisalem. ;)
--
*J3t_Man*

"With a watch you know what time it is,
with two watches you are never sure"

Awatar użytkownika
Halluciluna
Elite User
Posty: 275
Rejestracja: 16 gru 2012, 16:13
Lokalizacja: Nibiru

Re: Forumowy kącik filozoficzny

Post autor: Halluciluna » 25 lis 2015, 15:02

Z początku chciałam odpisać na całość, ale stwierdziłam, że szkoda marnować mojego życia i czasu, zwłaszcza teraz, kiedy każda wolna chwila to złoto, na kłótnie w internecie. Kłótnie, które tylko pochłaniają energię i nic z nich nie wynika. Zastosuję się tu do treści, które sam powyżej przekazałeś: wolę spędzać czas z ludźmi, którym ufam, z którymi mam wspólny język, darzymy się obopólnym szacunkiem i akceptacją.

Odniosę się tylko do ostatniej części: tkwisz w kolejnym zresztą błędnym przekonaniu, że ja się, hmm... siebie wstydzę. Otóż nie zmieniam nicków, nie kreuję sobie tysiąca wirtualnych osobowości, bo nie odczuwam potrzeby podbijania sobie ego poprzez tworzenie wielu różnych kont. Tak wiem, niespotykane, większość ludzi tworzy sobie po pięć fałszywych profili, z których na każdym piszą co innego, do takiego sposobu myślenia jesteśmy przyzwyczajeni. Nie jara mnie dowartościowywanie się poprzez trollowanie na x nickach, jestem sobą, nie wstydzę się siebie. Ktoś mnie może akceptować taką, jaką jestem albo nie, a wtedy to już nie mój problem, dawno się od tego uwolniłam. :wink: Ja się w życiu nie kreuję, lecz żyję i jestem. :)

Tak jak już wynikało z poprzedniej naszej dyskusji kiedyś tam, transy, jakieś wydarzenie tam, ktoś z transów albo jakieś używki musiały ci porządnie zajść za skórę (zresztą gdzieś wspomniałeś, że przechodziłeś uzależnienie). Po prostu się zraziłeś, ok, rozumiem.

PS. nigdy nie brałam żadnych stymulantów, beta-ketonów i innych tego typu popierdółek. :wink: (Nie rozumiem do czego by mi to miało służyć?)
Psychedelia Always In My Heart

Awatar użytkownika
*JetMan*
Psytrance.pl
Posty: 4045
Rejestracja: 30 mar 2003, 10:13
Lokalizacja: Dublin, IE
Kontaktowanie:

Re: Forumowy kącik filozoficzny

Post autor: *JetMan* » 25 lis 2015, 22:24

juz mi sie nie chce o tym pisac wiec krotko na zakonczenie.

Tak jak już wynikało z poprzedniej naszej dyskusji kiedyś tam, transy, jakieś wydarzenie tam, ktoś z transów albo jakieś używki musiały ci porządnie zajść za skórę (zresztą gdzieś wspomniałeś, że przechodziłeś uzależnienie)

no nie wyszlo Ci ;) cos Ci sie pomieszalo hehe nie przypominam tez sobie zebym o czyms takim pisal w rozmowie z Toba. moze nie wierz we wszystko co Ci ludzie mowia? tak czy inaczej, nikt sie tutaj nie kloci. co do uzywek to nie zaluje zadnego przezycia nimi wywolanego, bylo sporo wspanialych przezyc (i mniej wspanialych tez, jak to z narkotykami) natomiast czy byly niezbedne? nie do konca. o to mi wlasnie chodzi. I wtedy tez uwazalem tak jak Ty teraz.

zreszta pewnie, nie powinienem nikomu 'obrzydzac' tego wszystkiego. powinienem siedziec cicho. albo polecac, albo nie mowic nic. ;) tak to wlasnie sie kreci hehe wszystkie negatywne opinie sa zamiatane pod dywan, ot taka otwarta na dyskusje scena ;)

Jesli nie robisz czegos 'dla' sceny - nie jestes DJ, dekoratorem albo organizatorem no to jedziesz po to, zeby sie pobawic (i w 99% przypadkow brac narkotyki- let's face it). Ok, mlodsi czesto naprawde jada posluchac jeszcze konkretnych artystow. Pozniej to sie wszystko rozmywa i nie ma juz takiej mocy jak kiedys, ze 'oo a teraz bedzie gral hallucinogen' (choc nie ukrywam ,ze line up nadal ma dla mnie znaczenie- tyle ,ze na duzych festach graja straszna lipe, a po mniejszych nie chce mi sie juz jezdzic jak kiedys)

druga rzecz- powiesz 'przeciez nie musisz cpac zeby sie bawic' - zgadza sie, ale wowczas bede jako jeden z nielicznych na trzezwo, bawil sie bedac otoczony grupa narabanych ludzi. to nie jest wcale takie fajne*, naprawde nie. trzeba pozyc troche na czysto zeby to odczuc. *jesli nie stanowisz skladnika sceny dekorator/DJ/organizacja to ilosc plusow jest bardzo mala. poza tym- na ilu imprezach bylas na trzezwo?

caly dowcip polega na tym, ze osoba ktora stoi twardo na ziemi i nie cpa regularnie srodkow 'poszerzajace swiadomosc' ma tak naprawde 5 x bardziej rozwiniete czakry od regularnych uzywkowiczow. ;) taki paradoks.

potrzebujesz cos brac zeby wiersze pisac? hehe. Twoje branie narkotykow nie wzbudza wcale wiekszej kreatywnosci. Wiekszosc mlodych ludzi JEST kreatywna. To atrybut mlodosci. Tylko jakies najwieksze tluki nie maja zadnych pasji albo nie chce im sie poznawac swiata itd. Twoje branie narkotykow wskazuje na cos zupelnie innego.


nigdy nie brałam żadnych stymulantów, beta-ketonów i innych tego typu popierdółek. :wink: (Nie rozumiem do czego by mi to miało służyć?)


doskonale wiesz, ze uciekasz tutaj od odpowiedzi. :) ja w ogole o tym nie pisalem, tylko cytowalem Ciebie z hypera rozprawiajacej o benzodiazepinach, autoagresji i innych jazdach z pogranicza normalnosci/zdrowia psychicznego.

no nic- powodzenia, dzieki za debate.

a teraz pora na reklamy

ps. (jeszcze przed reklamami) nadal zajebiscie kocham ta muzyke. natomiast juz raczej przejadlo mi sie to, co okresla sie mianem 'imprezowania' do niej. zbyt wiele innych fajnych rzeczy jest w zyciu, zebym caly wolny czas poswiecal na wylacznie jeden sposob jego spedzania.
--
*J3t_Man*

"With a watch you know what time it is,
with two watches you are never sure"

Awatar użytkownika
Halluciluna
Elite User
Posty: 275
Rejestracja: 16 gru 2012, 16:13
Lokalizacja: Nibiru

Re: Forumowy kącik filozoficzny

Post autor: Halluciluna » 26 lis 2015, 08:16

Dokładnie pamiętam jak kiedyś coś pisałeś na temat uzależnienia, a kiedy to zacytowałam, strasznie się oburzyłeś.

Z opinią jest tak, jak z wolnością - jedna kończy się tam, gdzie zaczyna druga. Jak każdy człowiek masz wrodzone prawo do wyrażania głośno swojej opinii, czy jest ona pozytywna czy negatywna, ale nie masz już prawa wymagać, żeby czyjaś opinia była taka sama jak twoja. Myślę, że to jedna z podstawowych zasad komunikacji międzyludzkiej. :wink:
*JetMan* pisze: Jesli nie robisz czegos 'dla' sceny - nie jestes DJ, dekoratorem albo organizatorem no to jedziesz po to, zeby sie pobawic
Pudło. :) Nie wypowiadam się za innych, ale ja na transy jeżdżę się rozwijać duchowo, nawiązywać więzi z ludźmi, odkrywać nowe aspekty samej siebie, doświadczać muzyki. Jeszcze nigdy nie przeżyłam transów, które byłyby samą bezmyślną zabawą.

Za dekory zamierzam się wreszcie bez wykrętów zabrać pod koniec maja, a za parę latek poprzysięgłam sobie, że zrobię festiwal - wpadniesz? :D

Nie biorę nic na transach od końca wakacji. Ostatnio byłam na Serotoninie, nic nie brałam, nic nie piłam i jakoś mi nie przeszkadzało, że inni ludzie są pod wpływem substancji psychoaktywnych. Normalnie z nimi rozmawiałam, wręcz mówili mi rzeczy, których normalnie wstydziliby się powiedzieć, nawiązywała się dużo głębsza więź. Kiedyś też potrzebowałam katalizatora, żeby się otworzyć, teraz potrafię osiągać stany psychodeliczne na trzeźwo, trochę się już psychodelików ożarłam, ale rozumiem w pełni, że inni jeszcze tego potrzebują i są na takim etapie w życiu a nie innym.
*JetMan* pisze: Twoje branie narkotykow nie wzbudza wcale wiekszej kreatywnosci. Wiekszosc mlodych ludzi JEST kreatywna. To atrybut mlodosci. Tylko jakies najwieksze tluki nie maja zadnych pasji albo nie chce im sie poznawac swiata itd. Twoje branie narkotykow wskazuje na cos zupelnie innego.
Faktem jest, że moja twórczość po psychodelikach stała się pełniejsza, bardziej dopracowana. Może nie tyle pisanie, bo to jest dla mnie jak oddychanie i pisac będę niezależnie od wszystkiego, ale nigdy nie narysowałabym tego, co narysowałam, gdybym nie miała psychodelicznych wizji.
*JetMan* pisze: doskonale wiesz, ze uciekasz tutaj od odpowiedzi. :) ja w ogole o tym nie pisalem, tylko cytowalem Ciebie z hypera rozprawiajacej o benzodiazepinach, autoagresji i innych jazdach z pogranicza normalnosci/zdrowia psychicznego.
Moja wypowiedź o stymulantach nie odnosiła się do ostatniej części twojego posta, tylko do wcześniejszego zdania gdzieś wcześniej, co teraz biorę. Do tej części odnosił się fragment o tym, że nie wstydzę się siebie ani się na nikogo nie kreuję (fuck, nie myślałam, że będę jeszcze musiała tłumaczyć poszczególne części mojego komentarza :) ).
Benzo rzuciłam jakieś 8 miesięcy temu. Sama, bez niczyjej pomocy.

A co do tego, co się ze mną dzieje/działo... od pewnego czasu wiem, jaka jest prawda. Znają ją 4 osoby, z czego 2 widziały to na własne oczy, a 2 musiałam powiedzieć, bo są w moim życiu na co dzień i muszą takie rzeczy wiedzieć. Na razie nie planuję tego grona poszerzać.

A to, że oprócz transów jest jeszcze pierdyliard cudownych form spędzania wolnego czasu, to chyba oczywistość. :)
Psychedelia Always In My Heart

Awatar użytkownika
*JetMan*
Psytrance.pl
Posty: 4045
Rejestracja: 30 mar 2003, 10:13
Lokalizacja: Dublin, IE
Kontaktowanie:

Re: Forumowy kącik filozoficzny

Post autor: *JetMan* » 26 lis 2015, 10:23

Halluciluna pisze:Dokładnie pamiętam jak kiedyś coś pisałeś na temat uzależnienia, a kiedy to zacytowałam, strasznie się oburzyłeś.
hahaha tak, na pewno. do tej pory jestem oburzony! :D
naprawde nie pamietam, jesli mi gdzies znajdziesz ten fragment -chetnie stwierdze ,ze sie pomylilem.

jeszcze na koniec dodam ,ze to jest wlasnie to cale nastawienie o ktorym mowie- to na pewno musi byc 'jakies wydarzenie' albo ,ze 'ktos z transow' czy 'transy' [?!] musialy mi 'zajsc za skore' i dlatego tez juz mnie to nie kreci. bo 'sie zrazilem'. no bo przeciez nie moze byc tak ,ze pisze takie rzeczy nadal lubiac ta muzyke, hehe. przeciez powinienem jezdzic dalej na wszystkie imprezy i spedzac czas jak wszystcy pozostali, bo inaczej to juz nie naleze do tej spolecznosci. ['niedzielni transiarze' tez nie naleza, bo przeciez tak nie mozna itd. ;) ] hehehe
Halluciluna pisze: ale nie masz już prawa wymagać, żeby czyjaś opinia była taka sama jak twoja. Myślę, że to jedna z podstawowych zasad komunikacji międzyludzkiej. :wink:
nigdzie nie pisalem, ze wymagam czegos takiego
Halluciluna pisze:
Pudło. :) Nie wypowiadam się za innych, ale ja na transy jeżdżę się rozwijać duchowo, nawiązywać więzi z ludźmi, odkrywać nowe aspekty samej siebie, doświadczać muzyki. Jeszcze nigdy nie przeżyłam transów, które byłyby samą bezmyślną zabawą.
No dobrze juz dobrze, ja pisalem z mojej wlasnej perspektywy - a nie kogos, dla kogo nadal to wszystko jest 'swieze'.

o rozwoju duchowym to juz Ci pisalem, jak to w praktyce wyglada w polaczeniu z dragami i co na ten temat mysle.


Halluciluna pisze: Za dekory zamierzam się wreszcie bez wykrętów zabrać pod koniec maja, a za parę latek poprzysięgłam sobie, że zrobię festiwal - wpadniesz? :D
hehehe
Halluciluna pisze: Nie biorę nic na transach od końca wakacji.
wauw... to az cale... trzy miesiace?


(..a poza transami? ;) )

no i to sie nie nazywa 'rzucenie' albo 'przestanie' tylko 'przerwa' :wink: bo wiesz, jak znowu wezmiesz to mocniej zadziala ;)

Halluciluna pisze: których normalnie wstydziliby się powiedzieć, nawiązywała się dużo głębsza więź.
pytanie czy 'duzo glebsza wiez' czy po prostu jak jestes na haju to rozne rzeczy mozna opowiadac. tez wszystko mi ludzie mowili bedac pod wplywem (jestem pewien, ze wtedy naprawde tak sie czuli hehe) natomiast z tych relacji nie pozostalo do dzis praktycznie nic. Najglebsze relacje mam z ludzmi, z ktorymi uzywkowalem najmniej. Zabawne, co? Czyzby to oznaczalo, ze narkotyki lacza wiaza ludzi w pusty sposob? Nie, to niemozliwe! ;)

tak poza tym- jesli ktos nie powiedzialby Ci czegos na trzezwo, to znaczy ,ze generalnie w ogole by Ci tego nie powiedzial. wiesz, mowienie osobom ktorych praktycznie nie znasz, ze ich kochasz to nie jest do konca normalne zachowanie. :) [nie wazne juz czy to pozytywne czy nie tylko, ze jak mozg zalewa Ci serotonina to nieco zmienia to Twoje zachowanie. Tak samo jak bylabys glodna od 5 dni albo stala przed plutonem egzekucyjnym. To sa ekstremalne sytuacje powodujace ekstremalne reakcje i zachowania. Na ile to jest 'rozwojowe' to juz sobie sama bedziesz musiala za 10 lat odpowiedziec.]

bez narkotykow i bycia na haju bys tego nie robila. [oczywiscie mozesz pojsc i im to powiedziec, ale wiesz o co mi tak naprawde chodzi] nie dlatego, ze nie powinnas tylko dlatego, ze bez narkotykow tego w ten sposob nie czujesz. ergo, narkotyki zamydlaja percepcje.
Halluciluna pisze: Kiedyś też potrzebowałam katalizatora, żeby się otworzyć, teraz potrafię osiągać stany psychodeliczne na trzeźwo, trochę się już psychodelików ożarłam, ale rozumiem w pełni, że inni jeszcze tego potrzebują i są na takim etapie w życiu a nie innym.
co rozumiesz przez 'stany psychodeliczne'?

again - skad wiesz, czy 'potrzebowalas katalizatora' skoro nigdy nie poszlas inna droga? byc moze stalabys sie wrazliwa na sztuke/nature/muzyke (czy na co Cie tam te srodki uwrazliwily) rowniez bez nich?

Nikt narkotykow nie 'potrzebuje'. to wybor. najczesciej ucieczka. ale czy potrzeba? ...

Halluciluna pisze: Faktem jest, że moja twórczość po psychodelikach stała się pełniejsza, bardziej dopracowana. Może nie tyle pisanie, bo to jest dla mnie jak oddychanie i pisac będę niezależnie od wszystkiego, ale nigdy nie narysowałabym tego, co narysowałam, gdybym nie miała psychodelicznych wizji.
pelniejsza- wedlug jakich norm? nie obraz sie, ale jak czytalem te Twoje wiersze no to brzmialy jak tradycyjne pisanie osob w Twoim wieku. nie dostrzeglem tam jakiejs oswiecajacej mocy LSD ;)

no to fajnie, ze rysujesz. jestem pewien, ze spora wyobraznie mialas juz zanim zaczelas wcinac rozne specyfiki. zamiast brac uzywki, tracic kase czas i zdrowie moglabys sie zapisac na lekcje rysunku i naprawde sie rozwinac w tym kierunku. cpanie donikad Cie nie zaprowadzi. teraz Ci sie moze wydawac, ze czas plynie powoli i masz go w zyciu prawie ,ze nieskonczona ilosc (i ,ze zdazysz ze wszystkim) ale to nieprawda. just sayin'

jesli sie nie wyrwiesz, to skonczysz jak niektorzy majacy po 40 lat, ktorzy nic w zyciu nie osiagneli i jedyne co potrafia, to cpac i imprezowac. (again - nie pije tutaj do osob tworzacych cos dla tej sceny na powaznie, oraz again2 - 'jesli ktos tak wybierze to jego wola' - oczywiscie, jedyne o czym mowie to o tym, ze szkoda tak mocno ograniczac swoje zycie dragami)

uwazam ,ze najwieksze benefity z psychedelikow moga wyciagnac ludzie dojrzali, a nie dzieciaki z problemami w rodzinie czy tendencjami do uzaleznien. albo majacy depresje i szukajacy ratunku.

ludzie dojrzali wiekiem- o ulozonym zyciu i zakotwiczonej psychice- dla nich cos takiego moze byc niesamowicie swiezym oddechem jednoczesnie bedac pozbawionym ryzyka wpadniecia w bledne kolo brania, jak to sie przytrafia wiekszosci mlodych osob. tak naprawde psychedeliki maja najwieksza moc terapeutyczna brane bardzo, bardzo rzadko (raz, gora dwa razy na rok? albo rzadziej) - kilka razy i wystarczy. wszystko inne to tak naprawde rosyjska ruletka.

problem w tym, ze chyba kazdy ,kto sprobowal chociaz raz zawsze do tego wraca. naturalnie, one sa jeszcze relatywnie malo szkodliwe. tyle, ze nie znam nikogo kto np zjadalby tylko grzybki. wszyscy mieszaja to z masa innych substancji (jak sama mozesz stwierdzic po wlasnej historii cpania i liscie uzywek, ktorych juz probowalas). Dlaczego? Bo nikomu nie chodzi o zaden rozwoj duchowy tylko o bycie na haju :) ucieczke od siebie, przeszlosci albo po prostu dobra zabawe. Rozwoj duchowy w prostej linii ma bardzo malo wspolnego z narkotykami. to jest takie pierniczenie, ktorzy wszyscy mlodzi sobie powtarzaja, racjonalizujac swoje psychiczne (a czasami i fizyczne) uzaleznienia. w klasztorach zen nikt nikomu nie daje kwasow. siadasz na dupie w zazen i siedzisz, trenujac systematycznie sile woli, swoj umysl i percepcje. innej drogi nie ma. wszystko inne to skroty, prowadzace tak naprawde donikad i nie dajace niczego trwalego.

Halluciluna pisze: A co do tego, co się ze mną dzieje/działo... od pewnego czasu wiem, jaka jest prawda. Znają ją 4 osoby, z czego 2 widziały to na własne oczy, a 2 musiałam powiedzieć, bo są w moim życiu na co dzień i muszą takie rzeczy wiedzieć. Na razie nie planuję tego grona poszerzać.
nie no nie pisz tutaj czasem takich rzeczy. to sa osobiste sprawy.
Halluciluna pisze: A to, że oprócz transów jest jeszcze pierdyliard cudownych form spędzania wolnego czasu, to chyba oczywistość. :)


jasne, ze tak. dlatego wazne jest ktore z tych rzeczy dominuja w Twoim zyciu.
--
*J3t_Man*

"With a watch you know what time it is,
with two watches you are never sure"

Awatar użytkownika
Halluciluna
Elite User
Posty: 275
Rejestracja: 16 gru 2012, 16:13
Lokalizacja: Nibiru

Re: Forumowy kącik filozoficzny

Post autor: Halluciluna » 12 gru 2015, 13:49

*JetMan* pisze: naprawde nie pamietam, jesli mi gdzies znajdziesz ten fragment -chetnie stwierdze ,ze sie pomylilem.
To było chyba w wątku psychedelic drugs przy naszej pierwszej kłótni w każdym razie, na razie nie mam czasu tego odgrzebywać, zresztą wymianie zdań, w której padały dosłownie takie same argumenty - uważam, że dyskusja ma sens wtedy, kiedy jedna osoba jest w stanie do czegoś przekonać drugą, a jeżeli obie widzą, że tak się nie stanie, to większego sensu nie ma.
*JetMan* pisze:no bo przeciez nie moze byc tak ,ze pisze takie rzeczy nadal lubiac ta muzyke, hehe. przeciez powinienem jezdzic dalej na wszystkie imprezy i spedzac czas jak wszystcy pozostali, bo inaczej to juz nie naleze do tej spolecznosci. ['niedzielni transiarze' tez nie naleza, bo przeciez tak nie mozna itd. ;) ] hehehe
Nie wiem, kto Ci tak powiedział, bo na pewno nie ja. Dlaczego nie może Ci się pomieścić w głowie, że ja nie segreguję ludzi? A już nazewnictwo typu : 'ktoś należy do społeczności transiarzy a ktoś jest z niej wykluczony', albo jeszcze lepiej 'true transiarz' to... :mrgreen:
*JetMan* pisze:o rozwoju duchowym to juz Ci pisalem, jak to w praktyce wyglada w polaczeniu z dragami i co na ten temat mysle.
To teraz ja Ci coś napiszę o rozwoju duchowym. Jest to kwestia tak indywidualna i do osiągnięcia go prowadzi tyle ścieżek, że nie można stwierdzić po pierwsze, że któraś jest zła a któraś dobra (a co to w ogóle za terminologia? :D ), po drugie, czy ktoś go osiągnął, czy nie - do tego trzeba by siedzieć w głowie tej osoby, a właściwie w sercu.

Jeśli piszę, że osiągam rozwój duchowy poprzez bycie na psytransach i doświadczanie ich (niekoniecznie zaraz przez żarcie psychodelików na każdej imprezie!), to tak jest, taka informacja tkwi w moim sercu i nie możesz tego negować - znaczy jak najbardziej możesz, ale co Ci to da, skoro i tak czuję inaczej. :wink: To nie jest rzecz, którą da się zmierzyć, podstawić kogoś pod linijkę i stwierdzić 'ten to się rozwinął duchowo na 20 cm a ten na 2 m'. :mrgreen:

Skoro uważasz, że medytacja jest jedyną i wyłączną droga do osiągnięcia rozwoju duchowego/wyższych stanów świadomości to już trąci pewnym ograniczeniem. Tzn. dla Ciebie jest to prawda i nie można z tym w żaden sposób polemizować, ale już dla kogo innego...

Z prawdą już tak jest, że każdy ma ją jak dupę - swoją własną. :) Ty masz swoją prawdę, która brzmi tak i tak, ja mam swoją, która brzmi inaczej, ale w obu przypadkach jest to prawda, chociażby nawet przeciwstawna. Jeśli uważasz, że psychodeliki nie rozwijają, to ich nie bierzesz, za to medytujesz lub robisz cokolwiek innego, co czujesz, że Cię rozwija i masz rację. Jeśli ja uważam, że psychodeliki rozwijają, to je zażywam, wyciągam z nich to, co dla mnie najlepsze i stosuję to potem w codziennym życiu, przez co zmienia się ono na lepsze - i ja wtedy też mam rację. Tylko wszystko rozbija się o to, że ja bezwzględnie akceptuję twoją prawdę jaką twoją własną i dla Ciebie słuszną i nie neguję jej - a ty moją cały czas próbujesz.
*JetMan* pisze:sie nie nazywa 'rzucenie' albo 'przestanie' tylko 'przerwa' :wink:
A czy ja napisałam, że coś rzuciłam? Nie wnikam w nomenklaturę, zresztą.. nie myślę o przyszłości, a przynajmniej nie w ten sposób i nie na takie tematy. Żyje tu i teraz. Tu i teraz czuję, że doświadczenie psychodeliczne nie jest mi do niczego potrzebne i z tego punktu 'tu i teraz' Ci o tym piszę. A jak długo to będzie trwało, tego nie jestem Ci w stanie powiedzieć. Jak za 3 dni stwierdzę, że mam coś do przefiltrowania przy pomocy psychodelików, to zjem kwasa i tak się stanie, a jeśli nie, to tak się nie stanie. :wink: A może jutro mnie ufo porwie i już nigdy nie będę miała ku temu okazji. :mrgreen:
*JetMan* pisze:wiesz, mowienie osobom ktorych praktycznie nie znasz, ze ich kochasz to nie jest do konca normalne zachowanie. :) [nie wazne juz czy to pozytywne czy nie tylko, ze jak mozg zalewa Ci serotonina to nieco zmienia to Twoje zachowanie.bez narkotykow i bycia na haju bys tego nie robila. [oczywiscie mozesz pojsc i im to powiedziec, ale wiesz o co mi tak naprawde chodzi] nie dlatego, ze nie powinnas tylko dlatego, ze bez narkotykow tego w ten sposob nie czujesz.
Wiesz, i tu się mylisz, do tego akurat nie potrzebuję substancji psychoaktywnych. :wink:
*JetMan* pisze:uwazam ,ze najwieksze benefity z psychedelikow moga wyciagnac ludzie dojrzali, a nie dzieciaki z problemami w rodzinie czy tendencjami do uzaleznien. albo majacy depresje i szukajacy ratunku.

ludzie dojrzali wiekiem- o ulozonym zyciu i zakotwiczonej psychice- dla nich cos takiego moze byc niesamowicie swiezym oddechem jednoczesnie bedac pozbawionym ryzyka wpadniecia w bledne kolo brania, jak to sie przytrafia wiekszosci mlodych osob. tak naprawde psychedeliki maja najwieksza moc terapeutyczna brane bardzo, bardzo rzadko (raz, gora dwa razy na rok? albo rzadziej) - kilka razy i wystarczy. wszystko inne to tak naprawde rosyjska ruletka.

problem w tym, ze chyba kazdy ,kto sprobowal chociaz raz zawsze do tego wraca. naturalnie, one sa jeszcze relatywnie malo szkodliwe. tyle, ze nie znam nikogo kto np zjadalby tylko grzybki. wszyscy mieszaja to z masa innych substancji (jak sama mozesz stwierdzic po wlasnej historii cpania i liscie uzywek, ktorych juz probowalas). Dlaczego? Bo nikomu nie chodzi o zaden rozwoj duchowy tylko o bycie na haju :) ucieczke od siebie, przeszlosci albo po prostu dobra zabawe. Rozwoj duchowy w prostej linii ma bardzo malo wspolnego z narkotykami. to jest takie pierniczenie, ktorzy wszyscy mlodzi sobie powtarzaja, racjonalizujac swoje psychiczne (a czasami i fizyczne) uzaleznienia. w klasztorach zen nikt nikomu nie daje kwasow. siadasz na dupie w zazen i siedzisz, trenujac systematycznie sile woli, swoj umysl i percepcje. innej drogi nie ma. wszystko inne to skroty, prowadzace tak naprawde donikad i nie dajace niczego trwalego.

Jak znowu wyjeżdżasz z 'argumentem' pt. 'ludzie przed trzydziestką są dziecinni i głupi, i gówno wiedzą o życiu, a ludzie po trzydziestce są mądrzy, dojrzali i pozjadali wszystkie rozumy, więc ludzie po trzydziestce mogą jeść psychodeliki i jest to rozwój duchowy, a ludzie przed trzydziestką nie, bo to ćpanie i głupota' - to już naprawdę nic nie można na to powiedzieć, co najwyżej roześmiać się i iść dalej. :)

Szufladka, segregator, numerek. Podaj mi swój pesel, a powiem ci, kim jesteś. :P
*JetMan* pisze:nie no nie pisz tutaj czasem takich rzeczy. to sa osobiste sprawy.
Pudło (no znowu!). :) Nawet nie rozważam tego w kategorii 'osobiste-nieosobiste'. Ważne, że wiem co, skąd i dlaczego i nie ma to nic wspólnego z tym, co myślałam/pisałam/inni mi wmawiali wcześniej.

Nie wiem, czy może oglądałeś taki film 'K-Pax', jest tam taki jeden cytat, który świetnie oddaje zaistniałą sytuację: 'Uznam, że mogę być Robertem Porterem [tzn. że jestem człowiekiem urodzonym na Ziemi] jeśli ty uznasz, że mogę pochodzić z K-PAX.'
Wszystko na temat prawdy, akceptacji i odmiennych zdań. :)
Psychedelia Always In My Heart

Awatar użytkownika
*JetMan*
Psytrance.pl
Posty: 4045
Rejestracja: 30 mar 2003, 10:13
Lokalizacja: Dublin, IE
Kontaktowanie:

Re: Forumowy kącik filozoficzny

Post autor: *JetMan* » 12 gru 2015, 16:01

Halluciluna pisze:uważam, że dyskusja ma sens wtedy, kiedy jedna osoba jest w stanie do czegoś przekonać drugą, a jeżeli obie widzą, że tak się nie stanie, to większego sensu nie ma.
no wlasnie nie. polemika polega na tym, ze kazda ze stron prezentuje swoje argumenty i miejmy nadzieje ,ze zyskuje szczery poglad na sprawe drugiej osoby plus ew. nowe informacje a oceniaja widzowie ;)

zmieniac zdania nie trzeba. gdyby za kazdym razem dyskusja miala sie konczyc zmiana zdania jednej ze stron to pol swiata by ze soba nie rozmawialo. ;)
Halluciluna pisze: A już nazewnictwo typu : 'ktoś należy do społeczności transiarzy a ktoś jest z niej wykluczony', albo jeszcze lepiej 'true transiarz' to... :mrgreen:


to tak pol-zartem bylo. ale jak posiedzisz w temacie odpowiednio dlugo to sama zobaczysz, ze najbardziej na 'tych z klimatu' i tych 'spoza' dziela wlasnie sami transiarze. tak, ci 'otwarci na milosc, pokoj i rownosc' ;)

Halluciluna pisze: To teraz ja Ci coś napiszę o rozwoju duchowym. Jest to kwestia tak indywidualna i do osiągnięcia go prowadzi tyle ścieżek, że nie można stwierdzić po pierwsze, że któraś jest zła a któraś dobra (a co to w ogóle za terminologia? :D ), po drugie, czy ktoś go osiągnął, czy nie - do tego trzeba by siedzieć w głowie tej osoby, a właściwie w sercu.


przez regularne branie narkotykow niczego nie osiagniesz.

dlaczego nie chcesz przyznac, ze bierzesz je glownie dla zabawy? przeciez to nic zlego. nawet taka zabawa w rozwoj duchowy. :D

bo jesli naprawde wierzysz, ze sie dzieki nim 'rozwijasz duchowo' no to jestes w bledzie. ale juz o tym pisalem.
Halluciluna pisze: Jeśli piszę, że osiągam rozwój duchowy poprzez bycie na psytransach i doświadczanie ich (niekoniecznie zaraz przez żarcie psychodelików na każdej imprezie!), to tak jest, taka informacja tkwi w moim sercu i nie możesz tego negować - znaczy jak najbardziej możesz, ale co Ci to da, skoro i tak czuję inaczej. :wink: To nie jest rzecz, którą da się zmierzyć, podstawić kogoś pod linijkę i stwierdzić 'ten to się rozwinął duchowo na 20 cm a ten na 2 m'. :mrgreen:


zgadza sie. tylko pamietaj, ze jak postawisz obok siebie kogos bioracego regularnie rozne rzeczy od np 15 lat (powtarzajacego sobie jak to fajnie sie rozwija na haju) i mnicha, ktory medytuje od 15 lat... to nie potrzebujesz linijki.

ale masz racje, mozesz cos tam osiagac.

ze dwa centymetry na tej Twojej linijce (mnich w tym samym czasie potrzebuje juz tasmy 50m ;)

szczegolnie na poczatku, przez pierwsze kilka tripow psychedeliki potrafia byc bardzo pomocne. natomiast jesli pozniej od nich nie odejdziesz, popelniasz typowy blad leniow i nowicjuszy polegajacy na uwierzeniu, ze droga na skroty naprawde doprowadzi Cie do tego samego punktu co wytrwalosc i systematyczna praca. wiesz, ciemna strona jest potezna (jak w Gwiezdnych Wojnach ;) )
Halluciluna pisze: Skoro uważasz, że medytacja jest jedyną i wyłączną droga do osiągnięcia rozwoju duchowego/wyższych stanów świadomości to już trąci pewnym ograniczeniem. Tzn. dla Ciebie jest to prawda i nie można z tym w żaden sposób polemizować, ale już dla kogo innego...


chwila moment, nie tak szybko hehehe :D dodanie przez Ciebie "/wyższych stanów świadomości" do "rozwoju duchowego" kompletnie zmienia sens mojej wypowiedzi. prosze o dokladne cytaty i nie przeklamywanie tego, o czym pisalem.

'wyzsze stany swiadomosci' to po prostu 'odmienne stany swiadomosci'. czy one sa wyzsze, czy nizsze czy po prostu inne to kwestia mocno dyskusyjna.

nadal nie rozumiesz, ze nie da sie uzyskac pewnych osiagniec stosujac droge na skroty. dam Ci przyklad- kolarz, ktory pracuje ciezko kazdego dnia trenujac po kilka godzin systematycznie wyrabia miesnie, wydolnosc krazeniowa i oddechowa swojego organizmu. dzien po dniu, kaloria po kalorii. ciezka praca, systematycznosc, wysilek. po pieciu latach wygrywa maraton.

ten sam maraton wygrywa ktos, kto przez jedyne pol roku jezdzil profesjonalnie, stosujac ciezki doping. powiesz ,ze obie te osoby wygraly i dopoki nie zajrzysz do serca albo nie uzyjesz linijki to nie mozesz stwierdzic ktora z nich cos naprawde osiagnela. naprawde?

zabierz srodki dopingujace od osoby ktora jezdzila przez pol roku i okaze sie, ze bez nich ta osoba nie istnieje w swiecie sportu i zamiast wygrac maraton, nie jest w stanie przejechac nawet 50km.

Rozumiesz juz roznice o ktorych pisalem? Jestem pewien ,ze tak. Natomiast rozumienie intelektualne to nie to samo co doswiadczenie na wlasnej skorze. Zeby poczuc roznice musialabys pojsc ta druga, dluzsza droga. Nikt na tym swiecie jeszcze nie osiagnal niczego trwalego idac na skroty. Trust me on that one.
Halluciluna pisze: Tylko wszystko rozbija się o to, że ja bezwzględnie akceptuję twoją prawdę jaką twoją własną i dla Ciebie słuszną i nie neguję jej - a ty moją cały czas próbujesz.


Oj tam nie przezywaj. Po prostu sobie rozmawiamy.
Nie patrze na Ciebie personalnie, nie wszystko sie kreci wokol Ciebie. Nikt Cie tutaj nie atakuje ani nie neguje, przedstawiam Ci tylko racjonalne argumenty oparte na wlasnym wieloletnim doswiadczeniu.

Halluciluna pisze: A czy ja napisałam, że coś rzuciłam?


...dopisze sobie +20 do punktacji. 8)
Halluciluna pisze: Jak za 3 dni stwierdzę, że mam coś do przefiltrowania przy pomocy psychodelików, to zjem kwasa i tak się stanie, a jeśli nie, to tak się nie stanie. :wink:


no wlasnie pisalem wyzej o drodze na skroty i uciekaniu w narkotyki, nie?

a powiedz mi jak chcesz sobie wyrobic odpowiednie cechy osobowosci- samoswiadomosc, poczucie wlasnej wartosci itd ktore mialy by Ci umozliwic radzenie sobie z wlasnymi emocjami/problemami zamiast uciekania od nich w narkotyki?

to jest wlasnie to, o czym pisalem. zamiast brania psychedelikow raz-dwa razy na rok w formie sakramentu, mlodzi ludzie cpaja ile wlezie przy byle okazji.

zeby uciec, zapomniec, zeby sie odciac. zamiast stawania czola problemom, uzywaja roznych substancji po to, zeby sie uwrazliwic (co jest mozliwe glownie przy sporadycznym stosowaniu) a osiagaja glownie pewien rodzaj znieczulenia na rzeczywistosc. in fact, skutkuje to paradoksalnie tym, ze pozniej staja sie tak przewrazliwieni iz nie sa w stanie sobie w zyciu poradzic. bo nie wypracowali sobie odpowiednich cech osobowosci kiedy mieli na to czas w mlodosci, tylko uciekali w narkotyki. :)

nie mowie, ze wszyscy*. na pewno jest jakis maly odsetek ,ktory bierze duzo i jednoczesnie wyciaga z tego jedynie same pozytywy. ale cos mi mowi, ze Ty do tej grupy nie nalezysz. ;)

*ja bylem gdzies posrodku- troche mi to pomoglo, a troche utrudnilo
Halluciluna pisze:A może jutro mnie ufo porwie i już nigdy nie będę miała ku temu okazji. :mrgreen:


a byc moze przeciagniesz strune i skonczysz w zakladzie psychiatrycznym?

a pamietasz tego trupa na jednym z polskich festow jakis czas temu? ta osoba byc moze tez uwazala, ze pobawi sie jak zwykle a skonczylo sie tak, jak sie skonczylo. musze stwierdzic ,ze biorac pod uwage to, jak swego czasu sam sie bawilem (i bawilismy) - to mielismy naprawde duzo szczescia. raczej nie warto tak ryzykowac.
Halluciluna pisze:Jak znowu wyjeżdżasz z 'argumentem' pt. 'ludzie przed trzydziestką są dziecinni i głupi, i gówno wiedzą o życiu, a ludzie po trzydziestce są mądrzy, dojrzali i pozjadali wszystkie rozumy, więc ludzie po trzydziestce mogą jeść psychodeliki i jest to rozwój duchowy, a ludzie przed trzydziestką nie, bo to ćpanie i głupota' - to już naprawdę nic nie można na to powiedzieć, co najwyżej roześmiać się i iść dalej.


no i widzisz znowu skupilas sie na tym, co jest dla Ciebie najwidoczniej drazliwym tematem i pominelas wszystko, co wazne w tym fragmencie. eh, ta mlodziez ;)
--
*J3t_Man*

"With a watch you know what time it is,
with two watches you are never sure"

Awatar użytkownika
Halluciluna
Elite User
Posty: 275
Rejestracja: 16 gru 2012, 16:13
Lokalizacja: Nibiru

Re: Forumowy kącik filozoficzny

Post autor: Halluciluna » 19 mar 2016, 16:46

Już, już. Widziałam tam kiedyś od Ciebie 'ponaglenie' na skrzynce, ja zawsze odpisuję człowiekowi, choćby nie wiem jak późno, ale odpisuję. ;)

Przyznam szczerze, że przez 2-3 tygodnie mnie odrzucało od tego wątku na kilometr - nie jesteś pierwszą osobą, która próbuje mnie na siłę przekonać do takiego punktu widzenia a nie innego i nie ma na to innego sposobu jak tylko uśmiechnąć się szeroko i dalej robić swoje. :D Raz na jakiś czas spotykam osoby, które próbują mnie odciągnąć od psytransów i będzie się tak zdarzało i jedyny sposób to nie wchodzić w to, przede wszystkim kierując się swoją miłością do psytransów.

Gdzieś tam po drodze doszłam do wniosku, że zaczęliśmy temat z dupy strony. Używaliśmy bardzo obszernych terminów, które pewnie dla każdego z nas znaczą co innego.

Po pierwsze: co dla Ciebie oznacza termin 'oświecenie' czy 'rozwój duchowy'? Bo było to używane wielokrotnie i tyleż samo razy widzę tu rozbieżność.
*JetMan* pisze:
dlaczego nie chcesz przyznac, ze bierzesz je glownie dla zabawy?

A dlaczego ty nie chcesz przyznać, że mogę je brać dla otwarcia umysłu, pięknych, uczących wiele doświadczeń psychodelicznych, połączenia się z uniwersalnym źródłem światła i miłości, zjednoczenia ze sobą i z wszechświatem?
*JetMan* pisze: Nie patrze na Ciebie personalnie, nie wszystko sie kreci wokol Ciebie. Nikt Cie tutaj nie atakuje ani nie neguje, przedstawiam Ci tylko racjonalne argumenty oparte na wlasnym wieloletnim doswiadczeniu.

No to nie wiem, piszmy bardziej ogólnie albo równoważmy przedstawiane fakty dotyczące Ciebie i mnie?

Co do reszty, myślę, że możemy się przekrzykiwać w nieskończoność a chyba prostym jest, że każdy słucha swojego serca a nie jakiegoś tam JetMana czy jakiejś Halluciluny z psytrance.pl. Nie mam potrzeby przekonywania Cię na siłę, że niby 'moje' jest na 'wierzchu'. Masz swoje doświadczenie, z którego wynika dokładnie to, co piszesz, niechaj i tak będzie. Ja mam swoje doświadczenie, z którego wynikają moje wypowiedzi i w moim życiu to, co piszę, się manifestuje. :wink: Mam odczucie, że dopóki nie wyjdziesz ze schematu myślowego 'moje jest jedyne słuszne', nie ma co przedłużać. :)
Psychedelia Always In My Heart

Awatar użytkownika
*JetMan*
Psytrance.pl
Posty: 4045
Rejestracja: 30 mar 2003, 10:13
Lokalizacja: Dublin, IE
Kontaktowanie:

Re: Forumowy kącik filozoficzny

Post autor: *JetMan* » 20 mar 2016, 01:37

naprawde juz mi sie nie chce walkowac tego tematu.

na pewno inne osoby duzo lepiej wyjasnia Ci, co to jest to cale oswiecenie.

przyjemnego zaginania czasoprzestrzeni- oby nie za czesto ;) trzymaj sie
--
*J3t_Man*

"With a watch you know what time it is,
with two watches you are never sure"

Odpowiedz

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość