Kącik filmowy

Dyskusje na tematy niekoniecznie związane z transem :: Off topic discussions
Awatar użytkownika
Astral
Elite User
Posty: 4902
Rejestracja: 05 lip 2006, 15:12
Lokalizacja: STOLICA

Re: Kącik filmowy

Post autor: Astral » 22 mar 2015, 12:13

*JetMan* pisze:Obrazek

INTERSTELLAR

Ok, fanem Nolana nigdy nie bylem. Filmy z serii 'Batman' byly ok [no, pierwszy i drugi] ale gdzie im tam do wersji z Keatonem i Nicholsonem... 'Incepcja' mnie w ogole nie kupila.

To nie jest film akcji. Sam spodziewalem sie w sumie czegos innego... ale kilka razy zwroty akcji naprawde wywolaly DUZE wrazenie.

Jest troche niedociagniec, nie chce tutaj spoilerowac- ale ktory film s/f ich nie ma? Jednak nigdy wszystkim sie nie dogodzi- jak dla mnie opisany swiat [choc nieco dziurawy] byl tylko medium dla przedstawienia glebszych prawd. Jesli ktos spodziewal sie eksplozji, szybkiej akcji i nie wiadomo czego- zawiedzie sie. To niezly film o milosci, nadziei, wierze i *czasie*. Pokazuje, jak niewiele tak naprawde wiemy i jak mgliste mozemy miec pojecie o zyciu . Kilka pomyslow zostalo pokazanych po raz pierwszy w historii kina.

Final wspanialy. Grawitacja moze sie showac. ;) TARS zajebisty. :))
Glowny bohater daje rade, a muzyka Hansa Zimmera swietna [momentami kojarzyla mi sie z Koyaanisqatsi]

Koniecznie idzcie do kina. 8,5 / 10.

Dopiero dzis miałem okazje objrzec ten film. Do połowy filmu miałem mieszane odczucia. Potem juz tlyko gorzej i to czym sie wiekszosc zachwyca tak, czyli końcówką ta czesc była dla mnie najwieksza porazka. Po raz kolejny bardzo mocno sie zawiodłem na "topowym" filmie, bazujac głównie na bardzo wysokich ocenach z imdb. 5/10 to maksymalna ocena jaka moge dac temu filmowi.

Awatar użytkownika
bubblegum
Psylesia / TLG
Posty: 3042
Rejestracja: 20 cze 2005, 18:16
Kontaktowanie:

Re: Kącik filmowy

Post autor: bubblegum » 22 mar 2015, 14:51

jak to jest, że wszystkie dobre filmy oceniasz słabo? Dużo dobrej muzy oceniasz słabo? Gówniane albumy oceniasz wysoko itp. Oj Astral :P

Awatar użytkownika
Astral
Elite User
Posty: 4902
Rejestracja: 05 lip 2006, 15:12
Lokalizacja: STOLICA

Re: Kącik filmowy

Post autor: Astral » 22 mar 2015, 16:08

Heh no takie bezguscie jestem :wink:

Awatar użytkownika
Styropian
Psytrance.pl / Psylesia / MAE
Posty: 4539
Rejestracja: 25 wrz 2003, 13:26
Lokalizacja: Katowice
Kontaktowanie:

Re: Kącik filmowy

Post autor: Styropian » 20 maja 2015, 20:38

Obrazek

Czasy gdy waha jest na wagę złota, a woda tylko dla wybrańców pustkowi sprawiają, że w postapokaliptycznym świecie ponownie dochodzi do zamieszek. MadMax - Na Drodze Gniewu to akcja, akcja i jeszcze raz akcja. Nie ma czasu na zbędne dialogi, romantyzm i życiowe rozterki głównych bohaterów.
Efekty specjalne w połączeniu z umiejętnościami australijskich kaskaderów (przed seansem filmu, prowadzący wspomniał, że w 90% przypadkach firmy ubezpieczeniowe nie chcą ubezpieczać tych gości) robią olbrzymie wrażenie. Akcja z lancami zamontowanymi do pojazdów to jeden z najlepszych momentów filmu. Do tego świetne zdjęcia, stylizacja, kostiumy i wszelkiej maści pojazdy robią ogromne wrażenie. Nie można również zapomnieć o muzyce, która tylko pogłębia odbiór wszystkich scen najnowszego MadMaxa.
Tom Hardy jako MadMax sprawdził się dobrze i po tylu latach przerwy od ostatniego filmu z MadMaxem nie ma nawet co tęsknić za Gibsonem. Charlize Theron jako Imperatorka Furiosa również na olbrzymi plus.
To będzie chyba pierwszy film, na który pójdę jeszcze raz do kina - w wersji 4dx film powinien jeszcze bardziej podbić wszystkie receptory wzroku, słuchu i jakie tam jeszcze inne mamy

Dobre kino akcji 10/10 \o/
pozniejsze doznania wynagrodzily to tym ktorzy wiedzieli po co przyszli i tym ktorzy nie sa jak Styropian ograniczonymi lans-transiarzami ktorzy pewnego dnia mieli wizje jak powinna wygladac TRUE psychedelic imreza

Awatar użytkownika
Templar
Psytrance.pl
Posty: 1833
Rejestracja: 16 mar 2003, 22:35
Lokalizacja: Gdańsk / Konsorcjum
Kontaktowanie:

Re: Kącik filmowy

Post autor: Templar » 25 maja 2015, 22:18

Obrazek

W momencie, gdy cała Polska histeryzowała nad zmianą jednego błazna na drugiego, mój mózg parował jeszcze od pustynnych wrażeń zaserwowanych przez nową odsłonę kultowca, jakim jest "Mad Max". Dziadek George Miller wrócił po bagatela 30 latach do swojej sztandarowej serii, zalał wysokooktanową po sam kurek i dojebał siarczyście do pieca piękną epą w stylu lat 80-tych, zastępując szajbusa (w filmie i prywatnie) Mela Gibsona świetnym Tomem Hardym i dorzucając heroinę w osobie Charlize Therone <3. Reszta bez zmian (szybko, mocno i postapokaliptycznie), a jeśli już, to na lepsze.

Poatomowa estetyka brutalnego życia na pustyni, gdzie woda i paliwo są towarem deficytowym, a roślinność, demokracja i seks w gumie historią, robi jak trzeba. Zdjęcia są przepiękne, czy za dnia, czy w nocy, dominuje oczywiście ciężki pomarańcz piaszczystego świata. Na szczęście George nie poszedł we wszechobecne klimaty CGI, tylko postawił mocno na praktyczne efekty specjalne i oczojebną kaskaderkę, dzięki czemu całość jest taka pyszna. Kaskaderka jak zwykle na wysokim poziomie, już przy poprzednich częściach "Szalonego..." firmy ubezpieczeniowe wycofywały się rakiem. Różnej maści zakapiory non stop próbują uprzykrzyć i tak ciężkie życie Maxa i przypadkowych ziomków broni głównie wygibasami na/z/pośród aut, których customowość przyprawia o zawrót głowy i natychmiastową erekcję niejednego nerda. Co tu dużo mówić - te bryki po prostu rozpierdalają. Fani motoryzacji i "Fallouta" powinni zabrać ze sobą czyste gacie. Ekran pluje w nas szybką akcją, benzyną, brutalnością i pustynnym piachem (w scenie przepotężnej burzy piaskowej odruchowo zakryłem oczy :D). Nie ma zmiłuj się - przetrwają najsilniejsi.

Tom Hardy w roli wyjątkowo oszczędnego w słowach, a konkretnego w czynach styranego losem Maxa daje radę na tyle, że można szybko i spokojnie wybaczyć brak leciwego już było nie było Gibsona. Konkretnie wtóruje mu Charlize Theron jako imperatorka Furiosa ze swoją mechaniczną łapą i smykałką do pożogi. Kobieta nie do pogardzenia. Złe zakapiory też nie odstają, wybija się tu oczywiście niejaki Immortal Joe (gra go zresztą ten sam aktor, który grał głównego złego w "jedynce"), główny boss zdrowo pojebanej postapo ferajny, który niesie ze sobą echo Vadera czy batmanowskiego Bane'a z domieszką problemu natury geriatrycznej i filmu na bycie mesjaszem. Poza nim jest jeszcze cała masa różnej maści wykolejeńców, z których każdy chce dobrać się Maxowi i Furiosie do dupy (dzięki czemu ciągle czuć element niepewności o los głównych bohaterów). Każdy z nich ma jakąś historię i specyfikę, a jeśli dodamy do tego reprezentowane przez nich frakcje i klany ze swoim mocno wyeksponowanym frikostwem, wzbogaca to tylko świat wykreowany przez papę George'a.

Muzyka dobrze podnosi puls i zgrywa się z tym, co widzimy na ekranie, zresztą odpowiedzialny za nią Junkie XL to nie byle kto. Czekam na jego ilustrację muzyczną do "Batman vs Superman", którą zmontuje na spółkę z Hansem Zimmerem.

Miller po 3-cim "Mad Maxie" nakręcił m.in. "Babe - Świnkę z klasą" (tak tak!), ale nie zapomniał, jak się robi dobre kino akcji. Brak Mela wcale nie uwiera, Hardy wskoczył w skórę samotnego wojownika jak trzeba. Film można obejrzeć bez obaw, że nie widziało się poprzednich części, aczkolwiek nie zaszkodzi uzupełnić sobie przed seansem trylogię z Gibsonem (może minus trzecia część). Fabuła jest zresztą szczątkowa, co wcale nie przeszkadza w odbiorze filmu i sączeniu klimatu ponurej przyszłości bez nadmiaru H20. Daję dużą, benzynową okejkę.

Eyes on the road! :>
Whatever happened to Gary Cooper, the strong, silent type?

Awatar użytkownika
bubblegum
Psylesia / TLG
Posty: 3042
Rejestracja: 20 cze 2005, 18:16
Kontaktowanie:

Re: Kącik filmowy

Post autor: bubblegum » 25 maja 2015, 23:20

najlepszy film tego roku. dalej wyjść z wrażenia nie umie. 11/10

Awatar użytkownika
*JetMan*
Psytrance.pl
Posty: 4045
Rejestracja: 30 mar 2003, 10:13
Lokalizacja: Dublin, IE
Kontaktowanie:

Re: Kącik filmowy

Post autor: *JetMan* » 08 cze 2015, 21:08

https://www.youtube.com/watch?v=Ue4PCI0 ... e=youtu.be

to juz naprawde ostatnia szansa jaka daje temu rezyserowi po zjebanym Prometeuszu i sredniawym Exodus [ktory co ciekawe zarobil wiecej niz Promek, i bodajze 2x tyle co Gladiator a do piet mu nie dorastal...]

dodatkowo mamy duo z Interstellar [Damon + Chastain]

zobaczymy ;F
--
*J3t_Man*

"With a watch you know what time it is,
with two watches you are never sure"

Awatar użytkownika
*JetMan*
Psytrance.pl
Posty: 4045
Rejestracja: 30 mar 2003, 10:13
Lokalizacja: Dublin, IE
Kontaktowanie:

Re: Kącik filmowy

Post autor: *JetMan* » 02 lip 2015, 01:52

'Fury'

Obrazek


Musze przyznac, ze bardzo mile zaskoczenie. Spodziewalem sie typowego 'hollywodzkiego drewna' w stylu kiepskich filmow z Pittem tymczasem... film jest swietny!

Powaznie. Az nie moglem uwierzyc. Pitt na nowo stal sie wiarygodny. Byc moze Jolie stala sie lepsza zona po usunieciu wszystkiego, co tylko mogla. ;) Naprawde polecam dla lubiacych tego typu klimaty.
edit: moze tylko poza zjebanym absurdalnym zakonczeniem ;]

PS. Z innych 'czolgowych' godny obejrzenia jest jeszcze 'Bestia' z 1988. Niektore sceny nawet bardziej obrzydliwe niz te z 'Furii' ;) No ale coz, wojna to wojna.

http://www.rottentomatoes.com/m/the_beast_1988/
--
*J3t_Man*

"With a watch you know what time it is,
with two watches you are never sure"

Awatar użytkownika
user_friendly
Elite User
Posty: 530
Rejestracja: 15 sty 2014, 21:23

Re: Kącik filmowy

Post autor: user_friendly » 05 lip 2015, 19:23

Gdyby nie ten wątek i Wasze rekomendacje nie wpadłbym na to,żeby odpalić Mad Max'a, nie jestem kinomaniakiem. Cieszy oko barwami i dynamiką ,klimat jest bardzo osobliwy, jedynie ciutke zmieniłbym ścieżke dźwiękową która jest przewidywalna (te same instrumenty i motywy jak w stu tysiącach innych filmów, nadrabiają bębny i nadrabia gitarzysta na wrogim muzycznym zaprzęgu :twisted: )

Dzięki uprzejme, film jest super!!!

Awatar użytkownika
Templar
Psytrance.pl
Posty: 1833
Rejestracja: 16 mar 2003, 22:35
Lokalizacja: Gdańsk / Konsorcjum
Kontaktowanie:

Re: Kącik filmowy

Post autor: Templar » 21 lip 2015, 19:21

Obrazek

To mógł być pierwszy poważny niewypał Marvela. Super-foch i odejście reżysera z projektu, słabe promo przyćmione machiną reklamową Ultrona, zupełnie nowa dla ogółu franczyza i to jeszcze... Człowiek-Mrówka? Wyszło pysznie. Podczas gdy grupa herosów z "Avengers: Age of Ultron" nie dostarczyła jak trzeba, "Ant-Man" urzeka nową jakością w komiksowej stajni. Mały, a wielki.

Poza komiksowymi geekami, Ant-Man nie jest raczej postacią znaną szerszej publiczności ot tak. Batman, Superman, Spider-Man czy Wolverine - ok, ale Ant-Man? Brzmi jak kpina. Marvel nie zasypiał jednak gruszek w popiele. W momencie kiedy udało im się wprowadzić na ekrany kin gadającego szopa z wielkimi spluwami i urokliwe chodzące drzewo (odsyłam do "Guardians of the Galaxy"), mogą już w zasadzie wypuścić wszystko i sprzeda się świetnie.

W komiksach Ant-Man to jeden z założycieli grupy Avengers. Filmowe uniwersum rządzi się innymi prawami i tym razem Hank Pym (bo tak nazywa się ów bohater w cywilu) to starszy pan (Michael Douglas), który niegdyś zasłynął wynalazkiem umożliwiającym zmniejszanie przedmiotów i żywych istot, a sam bawił się w młodości w bohaterskie trykoty. W wyniku splotu różnych zdarzeń z korporacyjną chytrością na czele, nowym "Mrówkiem" ma się za to stać Scott Lang, niezwykły złodziejaszek z problemami rodzinnymi w tle (żona i córka mają już nowego faceta i tatusia).

Sam film jak na Marvela jest bardzo kameralny, szczególnie jeśli zestawić go z epą Avengers czy Guardians. Jest to jego największa (sic) zaleta, bo trzeba jednak odsapnąć od tych wszystkich eksplozji i ratowania świata przed kosmitami/robotami itd. Jego trzon stanowi tzw. heist movie z motywami rodem z "Ocean's Eleven" czy "Mission: Impossible", a w to wszystko sprytnie wpleciono element rodzinny (warto zaznaczyć mega chemię pomiędzy głównym bohaterem, a jego córką). W zasadzie przez większą część jego trwania film ten ogląda się jak produkcję zupełnie nie związaną z uniwersum Kapitana Ameryki i reszty. Oczywiście kiedy już pojawia się wątek superbohaterzenia, mamy to podane w zupełnie nowych szatkach: dużo w tym zabawy konwencją i autoironii. Sceny ze zmniejszonym Ant-Manem wypadają b. dobrze i cofają nas do czasów, kiedy z wypiekami oglądaliśmy "Kingsajz" czy "Kochanie, zmniejszyłem dzieciaki". Trening "od zera do bohatera" na wypasie. Nawet wydawałoby się kulminacyjne sceny trącają mocno dystansem i tak oto zaobserwujemy (znaną z trailera) scenę walki dobra ze złem na... zabawkowej ciuchci (Thomas the Train w roli życia!). Takich smaczków bez pompatycznego kija w dupie jest więcej...

Casting był zawsze mocną stroną filmów Marvela i nie inaczej jest tutaj. Zupełnie nieznany mi wcześniej Paul Rudd wypada bardzo wiarygodnie w roli zawadiackiego włamywacza, który najchętniej wróciłby do spotkań z córeczką, ale niestety musi chcąc nie chcąc stać się częścią superbohaterskiej machiny. Stworzył wiarygodną postać, która jakże różni się od Iron Mana, Thora i reszty. To zwyczajny koleś, który równie dobrze mógłby być naszym sąsiadem i z którym fajnie by było iść na browara. Stary Douglas jako jego mentor to klasa sama w sobie i kolejny solidny punkt programu, widać było, że dobrze się bawił na planie i czuje się świetnie w komiksowym otoczeniu. Na znaną z serialu "Lost" Evangeline Lilly miło popatrzeć (choć fryz ma przechujowy) i dobrze uzupełnia w.w. duet, dissując regularnie juniora i seniora. Koleżkowie Scotta też dają radę i piastują role multi-kulti rozweselaczy. Słabo wypadł jednak główny łotr (w tej roli znany z "House of Cards" Corey Stoll) - korporacyjny CEO-psychopata, któremu technologia pomieszała pod czaszką. Aktorsko świetny skądinąd Corey dał z siebie fulla, jednak ciency przeciwnicy to częsta bolączka filmowych Marveli i słabizna leży w cienko rozpisanej roli, tak więc jego Yellowjacket znajduje miejsce na ławce lamusów tuż obok kiepskich do bólu wrogów Iron Mana. Do takiego Lokiego za wysokie progi. Dizajn za to zajebisty.

Ogólnie "Ant-Man" to luźny, humorystyczny film heist-superhero z pomysłem i bez spinania gumy, w sam raz na letni wieczór. Nie trzeba oglądać 20-tu innych produkcji spod znaku Avengers i spółka, by dobrze się na nim bawić, ale znajomość nie zaszkodzi (szczególnie, że pojawia się kilka mocno zaakcentowanych i dobrze wkomponowanych smaczków z Marvelverse).

PS. Jak zwykle "prawdziwki" zostają do końca napisów. ;) Mamy dwie bonusowe sceny: jedną w trakcie napisów, drugą po. 2016: "Civil War"! :)

Templar - Movie jak jest.
Whatever happened to Gary Cooper, the strong, silent type?

Awatar użytkownika
*JetMan*
Psytrance.pl
Posty: 4045
Rejestracja: 30 mar 2003, 10:13
Lokalizacja: Dublin, IE
Kontaktowanie:

Re: Kącik filmowy

Post autor: *JetMan* » 23 lip 2015, 21:04

Templar pisze:Obrazek

W momencie, gdy cała Polska histeryzowała nad zmianą jednego błazna na drugiego, mój mózg parował jeszcze od pustynnych wrażeń zaserwowanych przez nową odsłonę kultowca, jakim jest "Mad Max". Dziadek George Miller wrócił po bagatela 30 latach do swojej sztandarowej serii, zalał wysokooktanową po sam kurek i dojebał siarczyście do pieca piękną epą w stylu lat 80-tych, zastępując szajbusa (w filmie i prywatnie) Mela Gibsona świetnym Tomem Hardym i dorzucając heroinę w osobie Charlize Therone <3. Reszta bez zmian (szybko, mocno i postapokaliptycznie), a jeśli już, to na lepsze.

Poatomowa estetyka brutalnego życia na pustyni, gdzie woda i paliwo są towarem deficytowym, a roślinność, demokracja i seks w gumie historią, robi jak trzeba. Zdjęcia są przepiękne, czy za dnia, czy w nocy, dominuje oczywiście ciężki pomarańcz piaszczystego świata. Na szczęście George nie poszedł we wszechobecne klimaty CGI, tylko postawił mocno na praktyczne efekty specjalne i oczojebną kaskaderkę, dzięki czemu całość jest taka pyszna. Kaskaderka jak zwykle na wysokim poziomie, już przy poprzednich częściach "Szalonego..." firmy ubezpieczeniowe wycofywały się rakiem. Różnej maści zakapiory non stop próbują uprzykrzyć i tak ciężkie życie Maxa i przypadkowych ziomków broni głównie wygibasami na/z/pośród aut, których customowość przyprawia o zawrót głowy i natychmiastową erekcję niejednego nerda. Co tu dużo mówić - te bryki po prostu rozpierdalają. Fani motoryzacji i "Fallouta" powinni zabrać ze sobą czyste gacie. Ekran pluje w nas szybką akcją, benzyną, brutalnością i pustynnym piachem (w scenie przepotężnej burzy piaskowej odruchowo zakryłem oczy :D). Nie ma zmiłuj się - przetrwają najsilniejsi.

Tom Hardy w roli wyjątkowo oszczędnego w słowach, a konkretnego w czynach styranego losem Maxa daje radę na tyle, że można szybko i spokojnie wybaczyć brak leciwego już było nie było Gibsona. Konkretnie wtóruje mu Charlize Theron jako imperatorka Furiosa ze swoją mechaniczną łapą i smykałką do pożogi. Kobieta nie do pogardzenia. Złe zakapiory też nie odstają, wybija się tu oczywiście niejaki Immortal Joe (gra go zresztą ten sam aktor, który grał głównego złego w "jedynce"), główny boss zdrowo pojebanej postapo ferajny, który niesie ze sobą echo Vadera czy batmanowskiego Bane'a z domieszką problemu natury geriatrycznej i filmu na bycie mesjaszem. Poza nim jest jeszcze cała masa różnej maści wykolejeńców, z których każdy chce dobrać się Maxowi i Furiosie do dupy (dzięki czemu ciągle czuć element niepewności o los głównych bohaterów). Każdy z nich ma jakąś historię i specyfikę, a jeśli dodamy do tego reprezentowane przez nich frakcje i klany ze swoim mocno wyeksponowanym frikostwem, wzbogaca to tylko świat wykreowany przez papę George'a.

Muzyka dobrze podnosi puls i zgrywa się z tym, co widzimy na ekranie, zresztą odpowiedzialny za nią Junkie XL to nie byle kto. Czekam na jego ilustrację muzyczną do "Batman vs Superman", którą zmontuje na spółkę z Hansem Zimmerem.

Miller po 3-cim "Mad Maxie" nakręcił m.in. "Babe - Świnkę z klasą" (tak tak!), ale nie zapomniał, jak się robi dobre kino akcji. Brak Mela wcale nie uwiera, Hardy wskoczył w skórę samotnego wojownika jak trzeba. Film można obejrzeć bez obaw, że nie widziało się poprzednich części, aczkolwiek nie zaszkodzi uzupełnić sobie przed seansem trylogię z Gibsonem (może minus trzecia część). Fabuła jest zresztą szczątkowa, co wcale nie przeszkadza w odbiorze filmu i sączeniu klimatu ponurej przyszłości bez nadmiaru H20. Daję dużą, benzynową okejkę.

Eyes on the road! :>

tak jeszcze nadrabiajac zaleglosci- oczywiscie dopisuje sie do recenzji kolegow. MM:FR zmiotl konkurencje na jednym wdechu nitro mieszanki. Jak dla mnie brak mu wad- wszystko czego mozna oczekiwac od fimowego widowiska jest na swoim miejscu -plus pomimo ubogich dialogow glebia postaci wieksza niz w niejednym przereklamowanym letnim blockbusterze. Cieszy w koncu film ktory nie boi sie pokazac nieco bardziej brutalnych scen odpowiednio uzasadnionych samym scenariuszem. Design calego swiata + niedopowiedzenia w roznych momentach zostawiaja sporo dla wyobrazni. Tom Hardy + Theron oboje znakomici. Czarne charaktery i cala reszta pojebow - rowniez ogromnie na plus.

Rowniez uwazam iz jak do tej pory mamy film roku. ;)

I live! I die! I live again!
--
*J3t_Man*

"With a watch you know what time it is,
with two watches you are never sure"

Awatar użytkownika
*JetMan*
Psytrance.pl
Posty: 4045
Rejestracja: 30 mar 2003, 10:13
Lokalizacja: Dublin, IE
Kontaktowanie:

Re: Kącik filmowy

Post autor: *JetMan* » 27 lip 2015, 21:37

http://www.imdb.com/title/tt2707408/

moze byc dobre ;]

A chronicled look at the criminal exploits of Colombian drug lord Pablo Escobar.
--
*J3t_Man*

"With a watch you know what time it is,
with two watches you are never sure"

Awatar użytkownika
Psysutra
Cronomi Records
Posty: 4875
Rejestracja: 24 mar 2008, 12:32
Lokalizacja: Katowice

Re: Kącik filmowy

Post autor: Psysutra » 29 lip 2015, 07:03

http://www.imdb.com/title/tt1450321/

Oparte na motywach powieści Irvine'a Welsha, którego chyba nie trzeba przedstawiać ;)

Takiego twistu fabularnego dawno nie widziałem, klimat, oprawa muzyczna i nie tylko... Plus McAvoy, który swoją grą wręcz kosi.

Naprawdę warto obejrzeć.

Awatar użytkownika
*JetMan*
Psytrance.pl
Posty: 4045
Rejestracja: 30 mar 2003, 10:13
Lokalizacja: Dublin, IE
Kontaktowanie:

Re: Kącik filmowy

Post autor: *JetMan* » 02 sie 2015, 02:30

https://www.youtube.com/watch?v=XYGzRB4Pnq8

Ex Machina

Obrazek

Alex Garland, writer of 28 Days Later and Sunshine, makes his directorial debut with the stylish and cerebral thriller, EX MACHINA. Caleb Smith (Domhnall Gleeson), a programmer at an internet-search giant, wins a competition to spend a week at the private mountain estate of the company's brilliant and reclusive CEO, Nathan Bateman (Oscar Isaac). Upon his arrival, Caleb learns that Nathan has chosen him to be the human component in a Turing Test-charging him with evaluating the capabilities, and ultimately the consciousness, of Nathan's latest experiment in artificial intelligence. That experiment is Ava (Alicia Vikander), a breathtaking A.I. whose emotional intelligence proves more sophisticated--and more deceptive--than the two men could have imagined.

pierwsze recenzje - srednie, obecne - bardzo dobre.

Moja ocena- niewykorzystany potencjal. Nie dosc, ze trailer zdradza caly film to w sumie nic ciekawego sie w nim nie dzieje. Poza dobrym poczatkowym pomyslem jakos nie moglem do konca kupic calego spektaklu.

Jest kilka niezlych momentow ktore wiecej maja z horroru niz z s/f, pare fajnych kobiecych cial i to w sumie tyle. Na bezrybiu i rak ryba - wiec dla wielbicieli thrillerow s/f pozycja i tak obowiazkowa. ;)

7/10

PS. Zabawne czasy, wystarczy pokazanie nagiego ciala kobiety i film dostaje metke R.
--
*J3t_Man*

"With a watch you know what time it is,
with two watches you are never sure"

Awatar użytkownika
Psysutra
Cronomi Records
Posty: 4875
Rejestracja: 24 mar 2008, 12:32
Lokalizacja: Katowice

Re: Kącik filmowy

Post autor: Psysutra » 02 sie 2015, 15:26

The Machine znacznie lepszy, mimo że film klasy B ;) tam był klimat.

Tutaj jest nieco... Sztywno? Ale końcówka i tak całkiem spoko.

Awatar użytkownika
*JetMan*
Psytrance.pl
Posty: 4045
Rejestracja: 30 mar 2003, 10:13
Lokalizacja: Dublin, IE
Kontaktowanie:

Re: Kącik filmowy

Post autor: *JetMan* » 02 sie 2015, 19:14

zakonczenie otwarte, chociaz troche pozbawione sensu z punktu widzenia samej AI.

jak to ktos w komentarzach na IMDB napisal- powinna zostac w centrum badawczym i przestudiowac Caleba.

'Caleb: Session one' ;)


no i oczywisty wniosek: nigdy nie ufaj kobietom.
--
*J3t_Man*

"With a watch you know what time it is,
with two watches you are never sure"

Awatar użytkownika
*JetMan*
Psytrance.pl
Posty: 4045
Rejestracja: 30 mar 2003, 10:13
Lokalizacja: Dublin, IE
Kontaktowanie:

Re: Kącik filmowy

Post autor: *JetMan* » 02 sie 2015, 19:19

Styropian pisze:Obrazek

CHAPPIE

Najnowszy film W reżyserii Neilla Blomkampa (pan od Dystryktu 9 o którym kilka lat temu w tym temacie było gorąco).

Ciekawe spojrzenie na to jakby świat mógł wyglądać, gdyby rzeczywiście stworzono roboty/maszyny, które dzięki swej inteligencji mogłyby się uczyć i mieć świadomość podejmowanych decyzji. Momentami trocha ckliwy, no ale jakoś trzeba było tego robota "wyprowadzić na ludzi". Od połowy filmu akcja przyśpiesza, dobra muzyka Die Antwoord (choć w jednej ze scen brakowało mi fragmentów nagrania "Pittbull Terrier". Gra aktorska Die Antwoord też niezła (byli bardzo autentyczni w odgrywanych przez siebie rolach) - tego byłem pewien bo jako nieliczni w dzisiejszych czasach robią dobre klipy. Oczywiście nie zwracam uwagi na takie pierdoły jak ludzka świadomość zgrano na pendriva, bo jak słusznie ;) zadał pytanie jakiś kolo (na oko informatyk z technikum wracający z mistrzostw w gierki w spodku ;)) po filmie "ile by tako świadomość zajmowała pamięci" ?
W skrócie podobał mi się ten nieślubny synek Robocopa.
jak dla mnie filmowi czegos brakowalo.

na plus- jak zwykle u tego rezysera zajebiste giwery (cluster bombs FTW!), swietny mech, dobry H.Jackman, poprawna S.Weaver i znakomici Die Antwoord- jak na amatorow niesamowicie swobodnie zagrali. Film czesto przypominal mi 'Short Circuit' ktorego mlodsze pokolenie juz raczej nie pamieta. Design i klimat fajny.

Tylko momentami jakos dopadalo mnie wrazenie, ze ogladam film skrojony bardziej dla dzieci/nastolatkow niz doroslych.
--
*J3t_Man*

"With a watch you know what time it is,
with two watches you are never sure"

Awatar użytkownika
Templar
Psytrance.pl
Posty: 1833
Rejestracja: 16 mar 2003, 22:35
Lokalizacja: Gdańsk / Konsorcjum
Kontaktowanie:

Re: Kącik filmowy

Post autor: Templar » 20 sie 2015, 20:00

Jak "Fantastic 4"? Fantastyczna Chujnia. Z miejsca odradzam seans w kinie z tym gniotem. Od samego początku wiedziałem z czym będę miał do czynienia, obejrzałem to z ciekawości i pewnego poczucia obowiązku jako fan komiksów. Wytwórnia Fox nakręciła to coś chyba tylko po to, by zatrzymać jeszcze na trochę prawa do ekranizacji FF i aby konkurencyjne Marvel Studios obeszło się smakiem. Skończyło się poważną wtopą finansową i obciachem na cały świat, czego dowodem są jednomyślne negatywne recenzje na całym świecie i wyjątkowo słaby box office. Prawa do nakręcenia pełnoprawnych przygód tej czwórki superbohaterów po prostu muszą wrócić do rodzimego Marvel Studios, inaczej tego nie widzę...

Pomysł na film, czyli czwórka osób otrzymująca supermoce w wyniku eksperymentu związanego z podrożą w kosmos (tu: w inny wymiar), już na kartach komiksu był przedstawiony w cheesy sposób, ale jednak w temacie tkwi potencjał na całkiem fajny film. Nie wykorzystał go w ogóle Fox i zaprzepaścił szanse na coś dobrego. Całość w ogóle się nie klei i wygląda, jak gdyby było kilku różnych reżyserów i drugie tyle scenarzystów. Nic dziwnego zresztą, skoro reżyser Josh Trank dowiedział się o zmianie wielu koncepcji przez wytwórnię Fox na moment przed rozpoczęciem zdjęć, kłócił się na każdym kroku z producentami (i aktorami na planie), a ostatecznie został odsunięty od projektu (film ukończono i zmontowano już bez jego udziału).

Aktorsko ten film leży na całości. Obsada filmów Marvel Studios to same strzały w 10-tkę (Downey Jr. jako Iron Man, Ewans jako Cpt America i inni), tutaj Fox dał kompletnie dupy. Jako tako moją sympatię wzbudził Miles Teller (koleżka z "Whiplasha") jako Mr Fantastic, mega nerd obdarzony mocą rozciągania ciała na wszystkie możliwe sposoby (poza komiksową konwencją byłby pewnie niezłym ruchaczem). Michael B. Jordan jako Human Torch (w oryginale białas, tutaj Afroamerykanin) to kompletna porażka. Polityczna poprawność panująca w Ameryce zaowocowała męczącym przerabianiem białych postaci na siłę, by przypodobać się zwolennikom multikulti itp, co spotkało się z oczywistym odzewem Internetu (wśród nich memy z płonącym murzynem). Poza elementem wzbudzania flame-warów na necie i wytwarzaniem ognia na ekranie, umiejętności aktorskich nie stwierdzono. Wątły i bezjajeczny Jamie Bell jako kamienny stwór The Thing to kolejne nieporozumienie. Dalej mamy Kate Marę jako Invisible Woman i Rega Catheya jako jej ojca (i ojca Human Torcha). Ta pierwsza robiła laskę Frankowi Underwoodowi w "House of Cards", ten drugi robił mu pikantne żeberka. Wychodziło im to znacznie lepiej u boku Kevina Spacey, aniżeli cokolwiek tutaj (choć Kate dalej obsysa, ale w aktorsko). Dalej Toby Kebbel jako Victor Von Doom/Dr Doom - ikoniczna postać z komiksów, na której wzorowano samego Dartha Vadera, tyran, władca własnego kraju, enemy no 1 wielu superherosów. Tutaj gra jakąś mega pizdę z korpo i zadufanego w sobie naukowca-cwaniaczka-socjopatę, któremu w zasadzie nie wiadomo o co chodzi. Jego design po przemianie w Dr-a Dooma to zagłada mojego poczucia estetyki. Należy dodać, że pomiędzy bohaterami nie ma żadnej chemii, po prostu są na tym ekranie i tyle. Przypominam, że to film o tzw. "pierwszej rodzinie Marvela", jak nazywa się od lat 60-tych Fantastyczną Czwórkę. Tu jest wyjątkowo dysfunkcyjna...

Na plus na pewno zaliczyć należy ładne zdjęcia i początek filmu, gdzie czuć było klimat "eighties", a który był chociaż "jakiś" i sugerował coś ciekawszego. Całkiem nieźle wyszedł też design kamiennego Thinga.

Minusy? Cała reszta, przez którą regularnie zerkałem na zegarek. Aktorstwo (w sumie aktorzy nie mieli tak naprawdę co grać z tak dennym scenariuszem i dialogami), efekty specjalne (to ma być film za 100-ileś mln zielonych?), klimat (a raczej jego brak), sceny akcji (tej jak na lekarstwo - film o superbohaterach, a tu jest jej całe kilka minut)... Wszystko należy spuścić w kiblu. Długo by wymieniać mankamenty, ale chyba nie powinno kopać się leżącego.

Włodarze Foxa zasługują na taczkę gówna za ten wybitny inaczej film. Szkoda mi aktorów, bo teraz długo będzie się za nimi ciągnął smród tej produkcji (George Clooney do dziś przeprasza w co drugim wywiadzie za "Batman & Robin", a Reynolds i Affleck mają szansę odkupienia grzechów śmiertelnych za Green Lanterna i Daredevila jako Deadpool i Batman). Życzę Wam i sobie, by Marvel Studios odzyskało prawa do ekranizacji FF, a sprawcom produkcji z tego roku na przemian fantastycznych zatwardzeń i rozwolnień po kres ich dni.

Templar - movie jak jest.
Whatever happened to Gary Cooper, the strong, silent type?

Awatar użytkownika
*JetMan*
Psytrance.pl
Posty: 4045
Rejestracja: 30 mar 2003, 10:13
Lokalizacja: Dublin, IE
Kontaktowanie:

Re: Kącik filmowy

Post autor: *JetMan* » 28 sie 2015, 00:05

CopCar


Niezla role zagral K. Bacon, caly film ma bardzo specyficzny klimat. Jeden z ciekawszych filmow ktory widzialem w tym roku - polecam!

Nieco dluzyzn, ale mimo wszystko od pewnego momentu zaczynaja budowac klimat. Spodobala mi sie spora ilosc niedopowiedzen- w zasadzie nic nie zostaje do konca wyjasnione. Fajnie oddano tez sposob myslenia dzieciakow.

Nie jest to film rewelacyjny, ale jest DOBRY. Cos innego niz zazwyczaj.

Obrazek
--
*J3t_Man*

"With a watch you know what time it is,
with two watches you are never sure"

Awatar użytkownika
Astral
Elite User
Posty: 4902
Rejestracja: 05 lip 2006, 15:12
Lokalizacja: STOLICA

Re: Kącik filmowy

Post autor: Astral » 01 wrz 2015, 21:32

http://www.imdb.com/title/tt1655441/
The Age of Adaline (2015)
http://ia.media-imdb.com/images
Obrazek

Bardzo dobre romansidło. I tyle :) Ogladac, nie bedziecie załowac.
Tak dobrego filmu, nie koniecznie z gatunku romansów, bardzo dawno nie widziałem.

Odpowiedz

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość