Welcome to the Polish Psychedelic Trance Portal

dJ bim



Styropian & Bubblegum: Andreas, na scenie psychedelic trance jako DJ Bim działasz już od ponad 10 lat. Czy mógłbyś nam przybliżyć początek Twojej przygody z psychedelic trance i jak to dalej przebiegało?

DJ Bim: Z psytrance jestem związany od 1990 roku, czyli już ponad 15 lat. Właściwie na samym początku chciałem spędzić sobie spokojny urlop w Indiach (Goa) i w tym czasie nie miałem w ogóle pojęcia co mnie czeka. Odwiedziłem tam imprezę w Disco Valley i to było jak uderzenie w twarz. Mike Maguire z Juno Reactor grał tam muzykę, której jeszcze nigdy w moim życiu nie słyszałem i to zmieniło moje życie całkowicie. Rozpoczęła się głęboka przyjaźń z Mike'm, Dino Psarasem i Martinem Freelandem (Man With No Name). Powiedzieli mi i pokazali jak mam zrozumieć tą muzykę i zacząłem się z tą materią rozprawiać. Później w 1991 zagrałem na pierwszej imprezę.

Scena psytrance w Niemczech jest bardzo duża. Jakie były jej początki? Jak ludzie przyjęli nowy gatunek muzyki? Czy na imprezy przybywało dużo osób? I kiedy tak naprawdę rozpoczął się ogromy "boom" na Psytrance w Niemczech?

DJ Bim: Myślę, że jestem jednym z dinozaurów w Niemczech, z najdłuższym, 15-letnim doświadczeniem. U wszystkich ludzi nowe dźwięki i nowa muzyka (psychedelic) wywoływała wówczas nowe doświadczenia na świadomość. Inaczej mówiąc, ludzie rozkoszowali się i cieszyli muzyką inaczej niż dzisiaj. Ludzie byli bardziej otwarci i życzliwi, właśnie dzięki muzyce, czego dzisiaj z trudnością szukać. Za pomocą muzyki przekazywali jakąś cząstkę siebie dla innych, gdzie dzisiaj wygląda to mniej więcej tak, że wiele ludzi idzie na imprezę tylko po to by się na niej pojawić i pokazać. Psytrance był wtedy całkowitym, jedynym podłożem, muzyka była na pierwszym planie, dziś ludzie w pierwszym planie nastawiają się niestety głównie na konsumpcję. Imprezy były małe i prywatne, przeciętna wieku uczestników była bardzo wysoka. Jedno do czego można było się przyczepić to jakość muzyki, która odbiegała sporo od standardów, jakie mamy dzisiaj. Było oczywiście kilka wyjątków takich jak Juno Reactor, Total Eclipse czy Koxbox. Była to niewątpliwie prawdziwa historia undergroundu, bez Internetu, bez reklam. Ulotki przechodziły z rąk do rąk, całość miała taką swoją prywatna, magiczną przestrzeń. Całkowitym przełomem okazała się historia z pierwszym VooV Experience i imprezami Waldheim w Hamburgu. Założycielem i organizatorem większości imprez w Niemczech był Antaro (Spirit Zone) i dzięki niemu wszyscy niemieccy freaks (transiarze) z Goa, którzy latem odwiedzali te imprezy mieli okazje być razem, cała "rodzina" mogła spotkać się z takim samym spojrzeniem na świat. Wtedy powstał jak ja to nazywam tzw. "efekt kuli śnieżnej" i sprawy nabrały wówczas naprawdę dużego tempa. Ja wspólnie z organizacją Procult dodałem oliwy do ognia. Wywołaliśmy z tej małej kuli śnieżnej jedną wielką lawinę... Tak było w roku 1993.

Styropian & Bubblegum: Ta lawina sprawiła, że obecnie w Niemczech w okresie wakacyjnym organizowane jest ponad dziesięć wielkich festiwali oraz jeszcze większa liczba małych weekendowych open airów. Jak na przestrzeni tych ponad 15 lat oceniasz scenę psychedelic trance w Niemczech? Czy osiągnęła już punkt kulminacyjny, czy dopiero się do niego zbliża? Tysiące flayerów, informacje w Internecie, najpopularniejsi producenci na imprezach to wszystko ma na celu przyciągnąć ludzi, ale czy tym samym imprezy nie tracą swego uroku? Gdybyś mógł zrobić "miks" tego, co było i tego, co jest obecnie, to co byś pozostawił z początków istnienia sceny psychedelic trance w Niemczech i z tego co mamy obecnie?

DJ Bim: Przypływ imprez ma swoje wady jak i zalety. Stawiamy zawsze pytania czy ilość przekłada się również na jakość. Jest wiele DJów jak i organizatorów, którzy nie wiedzą, co robią i jak to robią. Jest też coraz więcej DJów, którzy myślą, że jeśli już potrafią miksować to są kimś wielkim, nieważne czy mają pojęcie o muzyce, nieważne czy klimatem odpowiadają ramówce czasowej na imprezie czy nie. Nauczyłem się, że DJka to zobowiązanie jak żadne inne. Nie chodzi tutaj by pokazać ludziom jak pięknie potrafisz miksować albo jaką muzykę lubisz, chodzi o to by tych ludzi na dancefloorze wyczuć i wprowadzić w trans. Być ich przywódcą. Jako DJ musisz wiedzieć, czego oczekują ludzie na parkiecie i im to dać. "We have to serve the people well"- powiedział mi kiedyś Mike z Juno Reactor i ja się z tym zgadzam. Wiele imprez jest po prostu zepsutych przez DJów, gdyż nie wiedzą co robią i co gorsza nie są tego świadomi. Są nawet DJe, którzy swój repertuar wcześniej zapisują na kartce, a później grają go na imprezie. Więc pytam: gdzie jest widoczna innowacyjna praca DJa ? Jako DJ masz całkowicie inne zobowiązania niż ludzie czy organizatorzy imprez. DJ powinien się w tym spełnić. Trzeba powiedzieć, że osoba grająca jest również zobowiązana dostarczać ludziom aktualną czy też starą muzykę, nieważne czy progressive, czy full-on. O każdej porze imprezy musisz mieć właściwą muzykę w ręku, inaczej nigdy nie będziesz wiedział, czego ludzie od ciebie oczekują, albo... po prostu nie jesteś DJem. Wcześniej organizatorzy robili imprezy, bo mieli chęci i niezbędną ilość pieniędzy by tą imprezę zrobić. W dzisiejszych czasach większość organizatorów robi imprezy, aby tylko zarobić kasę. W tym momencie widzimy, że pojęcie miłości do muzyki czy ludzi nie istnieje, istnieje natomiast miłość do pieniędzy i to niestety jak wiemy psuje scenę. Kiedyś były czasy, gdy organizatorzy zastanawiali się, kiedy jaki artysta ma grać i jaką właściwie gra muzykę. Dzisiaj często dochodzi do sytuacji, że na flayerze widnieje jak najwięcej zabookowanych DJów (oczywiście zabookowanych po najmniejszej linii oporu - najtaniej jak się da), dochodzi do tego, że ludzie oglądając taką ulotkę nie mają pojęcia o grających, czy tematyce imprezy. Często kończy się to muzycznym chaosem. Cała filozofia, jaką nasza muzyka ustanowiła jest powoli, ale skutecznie obalana. Niestety wiele organizatorów nie wie, co oznacza impreza i jakie wiążą się z tym obowiązki. Zapowiada się, że w najbliższym czasie będziemy mieli tylko "żądze pieniądza" oraz "komercje zamiast sztuki". Na szczęście są imprezy, o których możemy powiedzieć, że mają magiczna otoczkę, jednak większość takich nie znajdziesz w Niemczech. Np. Vortex Festival w południowej Afryce jest imprezą, która posiada jeszcze wartości, których tak bardzo wszyscy chcemy i oczekujemy. Człowiek może to zauważyć wszędzie, nawet na parkiecie. Nie zrozumcie mnie jednak źle. Jest jeszcze wiele dobrych imprez w Niemczech. Jeśli ludzie odczuwają przyjemności z imprezy to oczywiście taka impreza jest dobra. Jednak przez ilość imprez ich klimat odchodzi na dalszy plan. Człowiek idzie na imprezę w każdy weekend i widzi, że nie muzyka tylko to całe znieczulenie jest na pierwszym planie. Naturalnie by osiągnąć większą ilość ludzi musisz pójść na kompromisy. Takie są konsekwencje upadku undergroundu. Publika stała się młodsza i już nie tak wymagająca jak starsze pokolenie. Trzeba też sobie jednak zadać pytanie, po co ci młodzi ludzie przychodzą na imprezy. Czy z powodu muzyki, która kochamy, czy tylko po to by się na imprezie upić? To nam ułatwia życie, nam jako DJom, ale o zadowoleniu nie może być tutaj mowy. Dino Psaras powiedział mi kiedyś: "Sometimes it's only a job". Tyle że ja dzisiaj mogę powiedzieć "Sometimes it's a good Job", gdzie wyczuwasz energie, którą możesz przekazać, gdzie ty jako DJ schodząc ze sceny i zauważasz, że dałeś ludziom coś, a oni tobie. DJka to wymiana energii z publikom. Generalnie mogę powiedzieć, że wcześniej było lepiej niż w dzisiejszych czasach, ale przecież tak jest ze wszystkim w życiu, prawda?

Styropian & Bubblegum: Z tym, że DJe często niszczą klimat imprezy w 100% się z Tobą zgadzamy. Byliśmy na wielu imprezach, gdzie DJ w szczytowych godzinach imprezy strasznie zamulał, przez co ludzie zamiast się bawić woleli stać przy barze, albo nad ranem zamiast grać lekko i melodyjnie grali coraz mocniej - takie mamy teraz czasy. Przejdźmy teraz na temat muzyki. W swej przygodzie jako DJ i pasjonat tej muzyki towarzyszyłeś także w jej ewolucji od goa przez psychedelic trance po obecne w dzisiejszych czasach full-ony, dark trance, progressive. Który z tych gatunków najlepiej Ci odpowiada, i jak myślisz, w jakim kierunku psychedelic trance będzie dalej ewoluował?

DJ Bim: Jak cała historia się zaczynała mieliśmy wtedy tylko jedną muzykę i było to wtedy dla nas Goa. Z czasem powstały inne gatunki psychedelicznego transu, które nie każdemu się podobały. Następny był progressive, który był wolniejszy i bardziej minimalny. Po 15 latach mamy tyle kierunków, że ciężko je wszystkie razem zliczyć. Problemem jest niewątpliwie również to, by te wszystkie gatunki wrzucić do jednego worka o nazwie "Psychedelic". No ale przecież nie musimy. Dark psytrance ma tyle do imprez goa, co goa trance do imprez hausowych. Dzisiejszy full-on psytrance w dużej mierze jest bardzo szybki, ciężki, pozbawiony uczucia, ciepła. To zauważa jednak coraz więcej ludzi i w między czasie będziemy świadkami powstania czegoś nowego - ja też jestem za tym. Kapele takie jak Domestic, U-Recken, Magoon, Silent Sphere, XI są na dobrych drogach. Najlepszą prędkością, która sprawdza się na parkiecie to 142-143 BPM, z tłustą stopą i linią basową, która musi dobrze płynąc i być groovy. Największym rynkiem jest jeszcze progressive i goa trance, cieszy mnie fakt, że powstała znowu symbioza tych gatunków. Astrix i Cosma (RIP) niewątpliwie nam to pokazali. Progresywne bity z psychedelicznymi wpływami - to kręci! Dla mnie ta muzyka ma dzisiaj jedno imię - Trance. Ludzie chcą marzyć, śnić, cieszyć się przy pięknych dźwiękach. To powinniśmy dać ludziom. To jest nasza przyszłości i myślę, ze jest to dobra przyszłość dla naszej muzyki. Chciałbym jeszcze poruszyć tutaj kwestię dark trance. Myślę, że jest to zjawisko mody, dark jest agresywny i szybki. Ta muzyka nie pasuję do naszej sceny, nie powinno się jej stawiać na równi z naszym gatunkiem Psychedelic, gdyż my - "umieramy" do światła, a oni - do ciemności. Organizatorzy, którzy próbują tą muzykę "wcisnąć" do jednego worka z psychedelic trance na imprezie, są nastawieni tylko na zyski, w żadnym wypadku na sens imprezy. Smutny jest fakt, że dla większości dewiza "mocniej, szybciej, ostrzej" jest jednym wyznacznikiem dobrej zabawy.

Styropian & Bubblegum: Co sądzisz o producentach którzy uważani są już niemal za legendy goa trance. Mamy tu na myśli m.in. Astral Projection i Infected Mushroom, obie grupy kilka lat temu przeniosły tą muzykę w inny wymiar, a obecnie wydaje się, że odcinają kupony od swej popularności. Trudno porównać pierwsze nagrania Infected Mushroom do tego co nagrywają obecnie. Rozumiemy, że nie można stać w miejscu, ale czy nie sądzisz, że Eraz i Amit chcą wykorzystać swój talent do tego, by osiągnąć popularność nie tylko na scenie Psychedelic Trance? Mamy tu na myśli przede wszystkim ich nagranie "Becoming Insane", które idealnie nadaje się do grania go przez MTV.

DJ Bim: Każdy muzyk wie jak się z muzyką obchodzić, czy jest to DJ czy producent. Obojętnie czy ma jakąś konkretną nazwę czy nie. Infected Mushroom maja status kultu, ale wydaje mi się, że historia tych dwóch panów trochę nas rozczarowuje. Gaże jakie sobie zażyczyli za granie są ogromne i tutaj w Niemczech są nieliczni gotowi zapłacić i ich zabookować. Czasy, w których brali "normalną" kasę za granie dawno przeminęły. Obie grupy (Astral Projection, IM) zrobiły wiele dla naszej muzyki i nadal są uważani za prekursorów muzyki psytrance, to nie podlega wątpliwości. Tacy muzycy jak np. Astrix bez pomocy dwójki z IM nie byli by tym kim są obecnie. Kiedyś przychodzi taki czas, że każdy muzyk musi zdecydować jak ułożyć sobie swoją przyszłość. Po Juno Reactor (którzy zrobili soundtrack do Matrixa) Infected M. są chyba jedynymi, którzy maja potencjał i otworzyli sobie drogę nawet na listy przebojów. Wydaje mi się, że nie mieli innego wyjścia. Inna sprawa, że nigdzie indziej nie jest tyle muzyki nielegalnie wypalanej, kradzionej jak na naszej scenie. W Rosji jest serwer, gdzie nasza muzyka jest nielegalnie sprzedawana, a my niestety nie mamy na to wpływu. Ale za co mają ludzie płacić, jak obok mogą ją sobie za darmo wypalić? Cała ta nielegalnie nagrywana muzyka psuje naszą scenę. Labele nie są w stanie zapłacić artystom tyle, by spokojnie mogli żyć z tworzenia muzyki. Dochodzi później do sytuacji, że muzyk szuka innej pracy, by mieć za co żyć, albo zaczyna tworzyć inną muzykę, która pozwoli mu się utrzymać. Obojętnie czy pójdą w stronę komercyjnej sceny (taką drogę wybrało IM), czy zaczną tworzyć np. progresywny house. Osobiście mogę im życzyć tylko dużo szczęścia, bo szczerze powiem, że z ich muzyką mam zawsze bardzo dobre wspomnienia. Przeżyłem wiele niezapomnianych chwil razem z ich dźwiękami. Trzeba też spojrzeć na to z tej strony, że dzięki nimi nasz rynek psytrance może dotrzeć do szerszej publiczności. W przeciwieństwie do Infected, którzy cały czas pracują nad sobą (tego nie można im odmówić!), jest Astral Projection. Astral przed 10 laty wpłynął na psychedelic trance, tak jak Infected M. Ale to już jest niestety przeszłość. Wydaje mi się, że smutnym jest fakt, że takie grupy dalej są wychwalane, przy czym inni młodzi artyści, którzy robią nieporównywalnie lepszą muzykę nie są zauważani.

Styropian & Bubblegum: Jako szef Midijum Records z problemem piractwa spotykasz się zapewne na co dzień. Może opowiesz jak doszło do tego, że w 1998 roku wspólnie z Thomasem Schirpem założyłeś Medium Records i dlaczego w 2002 roku musieliście zmienić nazwę z Medium Records na Midjum Records?

DJ Bim: Muszę coś wyjaśnić. W roku 1997 rynek był już dość kolorowy i jako DJ w Niemczech miałem w miarę rozpoznawalną i dobrze kojarzącą się ksywę. Wówczas nawiązał ze mną kontakt pewien label z propozycją pracy jako menager w dziale trance. Była to szansa w moim życiu i jak się można spodziewać, przyjąłem tą prace. W 1999 uczęszczałem też do jednej ze szkół, gdzie nauczyłem się dokładnie jak powinien wyglądać rynek muzyczny oraz rynek labeli płytowych. W roku 1999 na rynek weszły również pierwsze masowe wydawnictwa, które całkowicie opanowały rynek. Skutek tego był taki, że niestety straciłem swoją robotę, ale to czego się nauczyłem przez cały ten czas, zaowocowało tym, że postanowiłem otworzyć własny interes. Założyłem wtedy z jednym przyjacielem Medium Records - wszystko oczywiście prawnie oraz ze wszystkimi patentami. Problemy zaczęły się dopiero jak wystartowaliśmy z naszą witryną internetową. Wyobraź sobie, że kilka tygodni później mieliśmy u drzwi 3 razy pod rząd prawnika z wiadomością, że spółka Medion Electronic wytoczyła nam sprawę, ponieważ mamy prawie takie same nazwy, a oni oczywiście są dłużej na rynku i mają wszelkie do niej prawa! Wiesz, jeśli zakładasz jakąś firmę to nie masz szans wygranej, jeśli wdasz się w kłótnie z firmą, która ma milionowe obroty i która od wielu lat produkuje sprzęt dla światowej korporacji Aldi. Musieliśmy wtedy zapłacić 10.000 Euro kary i wymyślić nową nazwę dla naszej firmy. Midijum to po rumuńsku czy jugosłowiańsku Medium, stąd wzięła się nasza nazwa. Oto i całe Niemcy. Mimo, że wszystko mieliśmy prawnie zarejestrowane, opatentowaną nazwę to i tak przegraliśmy proces i wtopiliśmy grubą kasę, której nigdy nikt nam nie zwróci. Od tego czasu powiem Wam, że nie przyznaje się do tego, że jestem obywatelem Niemiec, tylko mówię, że jestem Białorusinem urodzonym w Niemczech z krwią matki - Ślązaczki, która jest Polką (Bim urodził się w miejscowości Schweinsdorf - obecnie Piorunkowice w województwie opolskim). Tak wielka jest moja nienawiść do Niemiec i jego całego prawa.

Styropian & Bubblegum: Wróćmy do Midijum Records. W swej dyskografii macie już prawie 30 płyt (CD). Wraz ze zmianami w muzyce zmieniały się zawartości płyt. Od goa przez progressive do full-onu w jego przyjemniejszej odmianie (o tej o której wspominałeś). Obecnie Midijum Records jest w trakcie wydawania 9 częściowej kompilacji "Natural Healing", na której można znaleźć oba gatunki (progressive i full-on), każda z części tej serii w swej nazwie ma także Czakrę. Skąd taki pomysł oraz w jaki sposób starasz się dobierać utwory do tych płyt? Jakie plany wydawnicze na rok 2007 ma Midijum Records, oczywiście poza wydaniem kolejnych części kompilacji "Natural Healing"?

DJ Bim: Jeśli chodzi o Czakrę sprawa wyglądała mniej więcej tak: moja żona posiada wykształcenie na temat opieki szamańskiej i aury Czakra. Sam doświadczyłem na pewnych częściach ciała jak ta sztuka działa i jakie ma działanie i jakie przynosi efekty. Myślę, że każdy zainteresowany sceną u nas w Niemczech czytał gdzieś o Czakrze i miał z nią w mniejszym lub większym stopniu styczność. Były również organizowane takie imprezy jak "chakradelic", a w Izraelu żyje producent o ksywie Chakra (Rami Shapira). Z naszymi kompilacjami było tak, że w pewnym momencie wpadłem na pomysł jak inaczej połączyć dobrą idee, jaką niewątpliwie jest cała otoczka związana z Czakrą i z muzyką. Trzeba wpaść na jakiś ciekawy pomysł, by przyciągnąć ludzi do kupna nowej płyty, a nie, by ją tylko w domu wypalili. Powiem Wam, że uważałem to za dobry pomysł, ale niestety rynek był innego zdania i przez to płyta nie znalazła wielu nabywców. Jeśli chodzi o rok 2007, to jeszcze do końca nie wiem na czym się skupimy. Jedno jest pewne, że właśnie kończę kompilacje o nazwie "Shiva" i to będzie nasza następna pozycja wydawnicza. Na tej kompilacji znajdą się utwory m.in. U-Recken, Quantum, Magoon i muszę powiedzieć, że to będzie jedna z lepszych kompilacji od dłuższego czasu w Midijum Records.

Styropian & Bubblegum: O czasu do czasu zajmujesz się także produkcją, kilkakrotnie współpracowałeś z artystami przy nagrywaniu utworów, na swoim koncie masz także remix utworu "Traumatic Event" grupy Funker Vogt. Czy zastanawiałeś się nad wydaniem płyty ze swoimi produkcjami?

DJ Bim: Tak to prawda. Jeśli mam tylko czas to siadam z rożnymi artystami (Tim Schuldt, Silent Sphere, Element) w studio i razem coś tworzymy. Ale by zrobić swój własny album potrzeba czasu i pieniędzy. Możesz oczywiście gdzieś iść do studia, do kogoś kto ma o tym wszystkim pojęcie i razem z nim zrobisz swój album (albo raczej on zrobi za ciebie), ale wtedy ile jest w tym twojej roboty? Wiele DJów i artystów tak robi, wymieniać możnaby dużo przykładów. Pytanie tylko po co? Chyba tylko by zarobić na tym. To nie w moim stylu zlecić komuś robotę, by później się na tym tylko wypromować. Żeby stworzyć swój własny album potrzebujesz wiele pieniędzy na własne studio, którego ja nie mam, potrzebujesz wiele czasu, którego ja też nie mam, potrzebujesz też więcej niż podstawowych umiejętności, których za wiele nie mam. Mam za to label płytowy, który kosztuje mnie większość czasu, mam dodatkową prace, która przynosi mi pieniądze, kiedy leael już nie może więcej zarobić. Mam też żonę, którą kocham i staram się jej poświecić swój wolny czas każdego weekendu. Powiem Wam, gdybym chciał wydać całkowicie swoją płytę musiałbym zrezygnować z czasu, który poświęcam mojej żonie, a co za tym idzie, całe małżeństwo. Myślę, że nie jest to tego warte. Od czasu do czasu wydać razem z kimś jakiś kawałek - to mi wystarczy. Kiedyś Mike Maguire powiedział mi: "Jeśli chcesz zaistnieć na rynku możesz wybrać dwie drogi i wykorzystać dobrze swoją szanse - albo zdecydujesz się nagrać jakąś swoją produkcje, która będzie naprawdę dobra, albo założysz swój label płytowy i będziesz wydawał dobrą muzykę" - wybrałem to drugie, bo już wcześniej się na tym znałem, oraz dlatego, że lubię pracować z ludźmi i w pewnych kwestiach im pomagać.

Styropian & Bubblegum: Wspomniałeś o dodatkowej pracy, co DJ Bim porabia na co dzień, gdy nie ma na głowie spraw związanych z wytwórnią? Jak Twoja żona podchodzi do Twej pasji? Czy wybiera się z Tobą na imprezy, czy woli spędzać czas w ciszy i spokoju?

DJ Bim: Pracuje na pół etatu w centrum telefonicznym jednej ze stacji telewizyjnej (Qvc). Jest to dość fajna robota i dobrze płatna, a co najważniejsze mój czas pracy jest bardzo giętki - co mi jako DJowi bardzo odpowiada. Swoją żonę poznałem na Goa na jednej z imprez. Jak już wcześniej wspominałem ona zajmuje się leczeniem szamanicznym - robi to bardzo dobrze, dlatego też prawie każdy weekend ma zajęty, bo zajmuje się swoimi pacjentami. Czy lubi imprezy? Hmmm, muzyka na imprezach stała jest coraz szybsza, coraz cięższa - ja potrafię się do tego dopasować, jednak ta muzyka nie odpowiada już jej gustom. Są oczywiście niektóre imprezy, na które uwielbia jeździć razem ze mną, np. Vortex Festiwal w południowej Afryce, na którym szczęśliwym trafem gram już od 5 lat. Jak sama mówi wszystko jest tam perfekcyjne i przyjazne jak kilkanaście lat temu.

Styropian & Bubblegum: Wróćmy jeszcze na chwile do imprez. Zagrałeś już w wielu miejscach na świecie, które z tych miejsc zrobiło na Tobie największe wrażenie i które z imprez wspominasz najmilej? Czy grałeś w jakimś nietypowym miejscu?

DJ Bim: Poza wschodem, Australia i Nowa Zelandią grałem już prawie wszędzie. Powiem Wam, że każda impreza jest dobra i pozostawia po sobie jakieś dobre wrażenie, kiedy organizatorzy zatroszczą się o porządny soundsystem czy dekoracje. Właściwie mogę powiedzieć, że najlepsze wspomnienia mam z imprez z Grecji i Izraela. Najbardziej nieprzyjemnie jest, gdy zostajesz oszukany przez organizatorów i nie dostaniesz swojej gaży za granie, czy nawet za sam koszt podróży. Sam już tego doświadczyłem, jak widziałem organizatora tylko na rozpoczęciu imprezy, a później ... Często bywa też tak, że nawet do dziś czekam na przelew za kilka imprez, na których grałem, a kasy jak nie ma tak nie ma. Ale to jest polowa gry, jaką jest bycie DJem wsiadając w samolot nie wiesz co cię czeka po drugiej stronie. Czy impreza będzie udana, czy dostaniesz kasę, czy wrócisz z powrotem. Wiele dobrych imprez też znajdziesz w Niemczech, np. VooV Experience czy Tshitraka. Dużo miłych wspomnień mam z imprezami we wschodnich Niemczech, gdzie ludzie wkładają w ich organizację wiele serca. To daje przyjemność. Jednak jest dużo imprez w Niemczech, które rozczarowują - brakiem dekoracji czy całej profesjonalnej organizacji. Wracając do cudownych wspomnień z niemieckiego VooV - porównać je mogę np. z imprezami Vortex Festival w południowej Afryce, czy Vision Quest w Japonii, albo Boom w Portugali.

Styropian & Bubblegum: W roku 2000 wg czytelników Mushroom Magazine zostałeś jednym z trzech najlepszych Djów w Niemczech, a Midijum Records uważane jest za jedną z najlepszych wytwórni. Zapewne będziesz grał jeszcze przez dość długi czas, ale czy widzisz w Niemczech DJów / promotorów, którzy kontynuowaliby to, co rozpocząłeś z przyjaciółmi w 1993 roku, czy raczej pojawia się coraz więcej "sezonowych" DJów / organizatorów, którzy nie przywiązują zbytniej uwagi do dekoracji, nagłośnienia, klimatu imprez?

DJ Bim: To prawda, pracuję z różnymi organizatorami imprez, którzy są ode mnie dużo, dużo młodsi. Są live acty, jak np. U-Recken, którzy już w swoim wieku osiągnęli dużo więcej niż ja. W tym momencie uświadamiasz sobie jaki jesteś stary. Jest duża ilość młodych i doświadczonych artystów i organizatorów, którzy wiedzą, co robią i organizują imprezy bardzo dobrze. Niezmiernie się z tego cieszę, bo to w młodych ludziach leży przyszłość naszej sceny. Fajnie jest widzieć jak ludzie, którzy coś robią dla naszej sceny, wkładają w to również siebie, by uchronić również ważne wartości dla naszej sceny(mam na myśli tutaj dekoracje czy oprawę muzyczną). Moja praca jako DJ jest czymś bardzo kreatywnym i jest to swego rodzaju wyzwanie, nie chciałbym z nią kończyć, gdyż cały czas odnajduje w niej coś nowego. Muzyka cały czas brnie do przodu, zmienia się, jako DJ musisz się jej nauczyć, jak się z nią obchodzić, by dać ludziom w różnych zakątkach świata to czego potrzebują i chcą usłyszeć. Człowiek cały czas się tego uczy i jest to dla mnie wielka frajda.

Styropian & Bubblegum: Jak długo masz zamiar kontynuować przygodę jako DJ ? Czy za jakiś czas masz zamiar przejść sobie na zasłużoną emeryturę, czy raczej grać i wydawać do póki tylko zdrowie pozwoli?

DJ Bim: Można pracować jako DJ 15 lat i stwierdzić, że jeszcze nie doszło się do perfekcji i jeszcze nie jest się na tyle gotowym by z tym wszystkim skończyć. To jest koło, które się nigdy nie zamyka. Z wiekiem idzie również doświadczenie i jeśli widzę, że ludzie dalej mnie bookuja, by bawić się przy mojej muzyce, to nie chcę z tym kończyć. Zrobiłbym to wbrew sobie. Przyznam, ze od lat jestem jednym z najczęściej bookowanych DJów w Niemczech i jak cały czas się starzeje wiekiem, jak przybywa mi siwych włosów na głowie to widzę, że ludzie mnie bardziej szanują i lubią. Uwielbiam uczucie gdy wchodzę na scenę i czuje się za każdym razem jakbym był na niej pierwszy raz, jak adrenalina we mnie rośnie z każdą minutą spędzoną za deckami. Kocham to i nie chce z tego rezygnować. Każdy w życiu ma jakieś powołanie, ja myślę, ze moim jest właśnie DJka. Jednak zastanawiam się czy będąc młodym wybrałbym jeszcze raz ten sam zawód. Jestem wykształcony w dwóch zawodach i mam dobrą prace, nie pokochałem jej, ale zapewnia mi dobry zarobek i wiem, że zawsze mogę liczyć na wypłatę pod koniec miesiąca. Kiedyś dla DJki porzuciłem wszystko i moje życie nabrało ogromnego tempa. Leciałem dwa razy dookoła świata i widziałem kraje, o których inni mogą tylko pomarzyć, jednak nie można porównać tego z inną permanentną, pewną praca i regularną pensją. Jako DJ nie wiesz nigdy ile zarobisz i czy w ogóle zarobisz. Jest strasznie dużo problemów w tym zawodzie, o których mało, kto wie. Dla tych, którzy chcieliby zostać DJem mam jedno do powiedzenia: wybierz "normalną" prace, a DJkę traktuj tylko jako hobby. Nie bierz narkotyków i pracuj z "czystą" głową. Rozwijaj swoją pasje w spokoju bez zbędnych wspomagaczy. Wtedy możesz poczuć się naprawdę szczęśliwym, jeśli doświadczysz tego sam. Jeśli chodzi o mnie to naprawdę szczęśliwy w tym zawodzie jeszcze w 100% nie byłem i nie będę.

Styropian & Bubblegum: Doszliśmy już do końca naszego wywiadu. Dziękujemy za poświęcony nam czas. Życzymy kolejnych 17 lat na scenie, a Midijum Records życzymy, by płyty rozchodziły się jak "ciepłe bułeczki". Na zakończenie ostatnie pytanie: czy masz może coś do przekazania ludziom tworzących scenę psytrance w Polsce?

DJ Bim: Rozmawialiśmy o wielu rzeczach, ale zapewniam Wam, że gdybyśmy spotkali się jeszcze raz, to mógłbym mówić jeszcze o wielu innych aspektach związanych z psytransem. Wasza scena jest jeszcze bardzo młoda i mam nadzieję, ze nasza muzyka też wam przynosi w życiu wiele radości. Może kiedyś sobaczymy się w Waszym kraju i w mojej starej ojczyźnie. Korzystając z okazji chciałbym jeszcze polecić wam naszą nową kompilację i już teraz mogę powiedzieć, że będzie to jedna z najlepszych płyt naszej wytwórni. Więcej info znajdziecie niebawem na naszej witrynie internetowej www.midijum-records.de.

Styropian & Bubblegum: Na zakończenie Andreas przedstawił nam także własne aktualne Top 10.

1. XI - Turbolence (HOM-Mega)
2. Astrix - Incomming (unreleased)
3. Delirious - Amphetamin
4. Magoon vs Tulk - Taschentuch
5. Domestic - Flamind Dart (HOM-Mega)
6. Domestic - Quake (HOM-Mega)
7. U Recken - Bad Dreams (Midijum, unreleased)
8. Galactika vs Rocky - Global Air (Midijum, unreleased)
9. Quantum - Teti Beti (Midijum, unreleased)
10. Silent Sphere - Dreamcatcher (Midium)

Styropian & Bubblegum