Welcome to the Polish Psychedelic Trance Portal

prion



1) Ower: Witaj Sickman, może na początek powiedz cos o sobie...

Prion: Mariusz Wnuk, urodzony w 1976 roku w Poznaniu, narodowość: polska, rasa: Ziemianin. :)

2) Ower: Skąd taki nietuzinkowy pseudonim?

Prion: To raczej młoda historia biorąc pod uwagę fakt, że moje poprzednie przezwisko jest nadal używane i wzbudza więcej kontrowersji niż to. :) W połowie lat 90-tych poznałem pewnego DJa z Halle, który grał Hardhouse i podał mi maila zaczynającego się: sickman@top........de. Kiedy zaczynałem historię z transem zastanawiałem się jakie przybrać pseudo i widziałem projekty Manmademan, Man With No Name... pomyślałem sobie, że skoro wszyscy w koło twierdzą, że robię i gram chorą muzę to muszę być chyba chory. ;) No i tak na świat przyszedł Sickman. Niektórzy przekręcają pseudo i robią różne remixy np.: Sickmajster, Sickmasta itd... i różne chore zdrobnienia...

3) Ower: Jaki był twój pierwszy kontakt z muzyka trance?

Prion: To było chyba w 1992 roku kiedy oglądałem Party Zone w MTV. Pierwsze ambienty i acidowe numery haczące o elementy trance i detroit techno, to mnie strasznie kręciło. Ale równolegle zaraziłem się hardcore i tak sobie przeplatałem terror z elektronicznym odpoczynkiem.

4) Ower: Co Cię kręci w tej muzyce?

Prion: Linia basowa i rytmika... Melodyka post indyjska już dawno się wyeksploatowała, z resztą nigdy mnie tak nie zamotała jak dobry rytm z niskim poszarpanym basem. To pozostałości po hardcore, który po prostu morduje basami, w trance jest to bardziej inteligentne rozwiązanie. Poza tym psychodelia transowa daje możliwość uczepienia się każdego patentu w kawałku, można sobie pojeździć dorabiając podczas zabawy swoja wewnętrzną muzykę. Wielokrotnie zdarzało mi się, że słysząc nowy numer przewidywałem co za chwile się stanie i nie myliłem się, bo to co dźwięczało w głowie za moment lądowało z głośników w moich uszach. Wtedy występował tzw. efekt gęsiej skórki... stan który zdarza mi się tylko przy na maxa wyczesanych numerach.

5) Ower: Kto lub co skłoniło Cię do tego by grać live acty na imprezach?

Prion: DJ'em jestem od 1994 roku i niewielu ludzi o tym wie. Wraz z Wookim (dzisiaj PussyDog), DJ Moi (nie zrzeszony, aczkolwiek aktywny specjalista od eksperymentalnej elektroniki), niejakim Stefanem D. rozkręcaliśmy scenę techno w Poznaniu. Na początku były oczywiście jazdy Rave i Hardcore, wszyscy grali energetyczne parkiet killery. Na imprezach w Starym Browarze w Poznaniu łomot trwał od pierwszej do ostatniej sekundy imprezy i o jeszcze jedną sekundę dłużej. Podobnie było w nieistniejącym dziś Malta Club, choć przewagę miała bardziej wesoła muza z czasem schodząca w rejony house i pierwszych zaczątków inteligentnego techno. Kiedy wszystko padło część ekipy z Malta Club wyeksmitowała się do klubu Eskulap i zaczęła grać zupełnie inne klimaty, bardziej progresywne, acidowe, czasami nawet ładując ciężkie hardstepowe numery jungle. Browar upadł z winy właścicielki, która ukatrupiła świetne imprezy przeniesieniem imprez z piątku na niedzielę a potem czwartek. Wielokrotnie sam walczyłem na parkiecie w niedziele by potem o 7:00 rano na matematyce paść na ławce i spać. Już w tamtych czasach pogrywałem w Browarze i na Malcie, organizowałem też małe imprezki w różnych dziwnych miejscach, ale bez wielkich spędów i sukcesów, do wielu trzeba było dołożyć i to niemałe pieniądze. A granie na żywo wzięło się z projektu Infra Sound, który utworzyliśmy z Michałem Ziółkiem... kolejna długa historia na długie jesienne i zimowe wieczory.

6) Ower: Posiadasz jakieś wykształcenie muzyczne?

Prion: Nie, ale w podstawówce grałem na flecie i cymbałkach, potem trochę na samograjach u kolegów z osiedla. Rodzice nie pokierowali mnie we właściwą stronę, może skończyłbym szkołę muzyczną albo plastyczną. Moje zdolności manualne nie ograniczają się do upuszczania krwi z krzemu, mam uzdolnienia plastyczne, może nie awangardowe, ale pozwalające na wykonanie tego, co sobie założę. Cały ambaras z muzyką zaczął się kiedy w czasach Amigi zaraziłem się trackerami, tata kupił mi sampler i potem już samo się potoczyło.

7) Ower: Tworząc jako Prion oraz udzielając się w projekcie Infra Sound tworzysz szeroko pojętą muzykę transową, może powiesz cos na temat tych projektów.

Prion: Może zacznijmy od końca. W lutym 1999 roku powstał Infra Sound, to jest efekt fascynacji Goa Trance i psychodelią ogólnie pojętą. Nie będę powtarzał całej historii powstania, można o niej poczytać na Shiva MP3 i w Techno Party. W 2001 roku zaistniał Prion - to mój solowy projekt związany z minimal trance i dub minimal techno.

8) Ower: Wiem ze posiadasz własny label Uridium Project, czy są już jakieś plany wydawnicze związane z tą wytwórnia?

Prion: To nie do końca własny label, Uridium Project powstał w celu oddzielenia od Techmedia działalności powiedzmy "rozrywkowej". W chwili obecnej nie mogę więcej napisać ze względu na ciągłą organizację całego projektu, jak wykrystalizuje się coś namacalnego to nalewno o tym poinformujemy. Najbliższy cel do osiągnięcia to impreza Live Act Extreme, szczegółowe informacje można znaleźć na naszej stronie www.uridium.pl. Co do planów wydawniczych, chcielibyśmy w
połowie przyszłego roku wydać składaka na CD i winylu z produkcjami naszych muzyków.

9) Ower: Jak na dzień dzisiejszy grasz jedynie Live Acty, czy nie myślałeś o tym żeby wydać własną płytę lub EP'kę?

Prion: Poza tym, że gram jako DJ... Nie mam ciśnienia na wydanie czegokolwiek lub gdziekolwiek. Ale jeżeli ktoś sensowny się zgłosi to na pewno materiał zostanie opublikowany, mówię w tej chwili także w imieniu Michała, w tej kwestii mamy bardzo podobne poglądy. Wielu ludzi uważa, że nasz materiał jest bardzo dobry nie powinniśmy go marnować, też tak uważamy i czekamy na odpowiednie warunki. Tym czasem będziemy koncertować, bo sprawia nam to wiele satysfakcji, oczywiście można o tym mówić tylko wtedy, gdy za włożony trud po uprzednich ustaleniach jest się odpowiednio wynagrodzonym.

10) Ower: Może teraz przejdę na bardziej drażliwą płaszczyznę. Jaki jest twój stosunek do narkotyków?

Prion: Kwestia dla mnie zupełnie niedrażliwa. Jestem zupełnie czysty od samego początku. Zawsze uważałem, że narkotyki szybko niszczą układ nerwowy, psychikę, nie mógłbym sobie zrobić takiej krzywdy, by niszczyć mechanizmy, które pozwalają kontrolować moje doznania i reakcje. Jeżeli już chcę sobie odebrać kontrolę to wolę dokonać tego przy pomocy złocistego trunku z bąbelkami, oczywiście w ilościach, które nie przekraczają granic przyzwoitości. Przynajmniej nerki będą wdzięczne. :) Raczej nie pijam wódki, tylko czasami kiedy jest ku temu specjalna okazja.

11) Ower: Co sądzisz o organizacji transowych imprez na terenie Polski?

Prion: Uważam, że Warszawa przoduje pod tym względem (AOV i Hallabanaha), 3miasto też nie powinno się wstydzić (Stropharia Cubensis Community). Reszta kraju to mniej lub bardziej udane inicjatywy. Nalewno należy zwrócić uwagę na działalność Pulsar Tranceformation, to swoisty kombajn na naszym terenie. Posiada wszelkie materiały i inne środki by zorganizować dobrą imprezę. Niestety podejścia Pulsara w Poznaniu nie zawsze były wynagrodzone zadowalającą frekwencją. Poznańska scena techno przesączona jest minimalem i nuskoolową najebką do szpiku kości. Przebicie się z psychodelią jest dużym sukcesem, na imprezy przychodzi coraz więcej ludzi, co ważne Pulsar i cała ekipa Techmedia (teraz Uridium Project) współpracują ze sobą nie robiąc tym samym sobie jakże szkodliwej konkurencji. Za to minimalowcy potrafią czasami robić sobie pod nogi i różnie to potem z imprezami bywa.

12) Ower: Jak publika odbiera Waszą muzykę na imprezach?

Prion: Różnie, to zależy gdzie gramy. Najwięcej satysfakcji mamy z występów w Warszawie, tam jest odpowiednia "fachowa" publika, taki test daje nam punkt odniesienia co do naszego poziomu. Warszawa ocenia nas bardzo wysoko, dzięki temu nie mamy się czego wstydzić. Drugim miejscem, w którym lubimy koncertować jest Leszno, mimo tego, że imprezy są klimatycznie zróżnicowane (bez komercji oczywiście) to publika zawsze przyjmuje nas bardzo gorąco.

13) Ower: Jakie było najdziwniejsze miejsce w którym grałeś?

Prion: Jako DJ... W Ravedome w Częstochowie, czyli poddaszu domu CJ Warlocka. Impreza miała być najebkowa a stała się transowa, zjechało się wtedy sporo znajomych ludzi z branży hc posłuchać mojego setu, niestety to co zagrałem nie podeszło i postanowiłem drastycznie zmienić klimat. Przywiozłem całego case'a z CD'kami, więc było co grać... Zabawa trwała od około 22:00 do około 6... Odechciało im się hałasu.

14) Ower: Najlepsza impreza...

Prion: Hypnotik Experience vol.2 w Eskulapie, było sporo ludzi, super klimat no i ludzie dobrze się bawili. Drugą dobrą imprezą był AOV w Forcie Legionów, graliśmy wtedy na sali z Hallabanahą, były kłopoty z zasilaniem, ale live zgromadził mnóstwo ludzi i było bardzo, bardzo sympatycznie.

15) Ower: Lubię gdy...

Prion:
a) moja kobieta jest obok mnie
b) kiedy nasz kot nie żre kabli i nie łazi po sprzęcie podczas tworzenia muzyki
b) organizator imprezy wywiązuje się z umowy
c) nagłośnienie i zasilanie na imprezie daje radę

16) Ower: Podaj swoje ulubione 10 płyt.

1. Paps - 2000 Hands EP
2. Dimo - Dimo LP
3. Moksha - The Psychochemical Experience (Live At Goa Gajah) LP
4. Sandman - Psychotoons LP
5. T.I.P. - 3D LP
6. Various - Dragon Tales LP
7. Various - Dragon Tales vol.2 LP
8. Various - MDMA vol.2 LP
9. Various - ZMArt LP
10. Tromesa - Pseudomental LP

Ower: Dzięki za wywiad.

Ower