Welcome to the Polish Psychedelic Trance Portal

aes dana - leylines


aes_dana_-_leylines
Ultimae Records, 2009


1. Alignments
2. Bam (Album Edit)
3. Oxyd
4. Heights
5. Adonai
6. Leylines
7. Lysistrata (Album Edit)
8. Signs
9. Inter
10. Blossom

W końcu najnowsza produkcja Aes Dany zawitała na półki sklepowe. Oczekiwania na nią można było niekiedy porównać z cichym wyczekiwaniem na dawne płyty Dimension 5. ;) Sam tytuł płyty naturalnie nie jest przypadkowy, wyjaśnienia znajdziecie wewnątrz oryginalnego wydania. Czy ten album jest jak czułe spotkanie z dawno nie widzianą bliską osobą, z którą kiedyś połączyły nas specyficzne więzi? Albo odpływający w ciszę szum drzew? Czy taka jest najnowsza płyta Aes Dany?

"Alignments" odkrywa swój czar poprzez wizje nieodległego w czasie uniwersalnego ziemskiego Wielkiego Przymierza. Obraz jest kuszący, po tylu tysiącach lat ludzkość wreszcie zaczyna się budzić ze snu. Rytm bicia serca jest brzmieniem tak pierwotnym, jak wszystko co istnieje. Epicki utwór, szumiąca niczym muszle rozsypane na dnie oceanu perkusja i znakomite przesłanie. "Bam (Album Edit)" w zasadzie znamy już z kompilacji "Fahrenheit" w nieco innej wersji. Cóż, Vincent chyba musi być z niego naprawdę dumny, skoro umieścił go także i tutaj. Jest tego wart. Płaskowyż Nazca. Kogo chcieliśmy wtedy przywołać? No i jak długo możemy spacerować w naprawdę wysokich górach bez maski tlenowej ("Oxydyzacyjnej")? Ciekawy beat i motyw przewodni przypominający połączenie hand-druma i gigantycznych cymbałków. ;) Jest to utwór, z którym będzie kojarzona cała płyta - podobnie jak w przypadku "Shouting Valley" z jego drugiej płyty. "Heights" to znajome dźwięki. Starożytne centra dawnych energii, zbiory Megalitów i świętych kamieni. Emanują głęboką fioletową barwą, wcinając się w rzeczywistość. Zaostrzone werble dodają całości wysublimowanego smaku. Tajemna inkantacja bóstwa psychodelicznego uniwersum następuje sama z siebie. Perfekcyjnie mistyczny "Adonai" podsuwa kilka zasadniczych pytań. Czy wyobrażaliście sobie jak to będzie po śmierci? Czym ona jest? Jak to by było gdyby hipotetycznie usnąć i juz nigdy się nie przebudzić? Albo obudzić się wiedząc, że przecież wcale nie poszło się spać? Chroboczące perkusyjne chrabąszcze i rozpoznawane na kilometr charakterystyczne brzmieniowe patenty z samego rdzenia albumu uprzyjemniają te dywagacje. Tytułowy "Leylines" to Aes Dana w całej swojej okazałości. Intrygująca jest również "Lysistrata (Album Edit)" z przepięknymi kobiecymi wokalami, podobnie zresztą jak dreszczogenny "Signs". Nieco bardziej swobodne rytmy Villuis proponuje w przedostatnim kawałku zatytułowanym "Inter", w którym poupychał całkiem sporą grupę zachodzących na siebie dźwięków. "Blossom" to cudowny epilog tego albumu z eterycznymi melodyjnymi motywami, które świetnie dopinają ten album na przysłowiowy guzik (albo zapinają na zasuwek).

Opis tej płyty mimowolnie wyszedł jako swoiste dziwadło, przesadnie chwalące ostanie dokonanie Francuza Vincenta Villuisa. Czy taka interpretacja jest właściwa i warto się z albumem zapoznać na dłużej? Jak wypada w porównaniu do arcygenialnej "Muszli Pamięci" i klasycznego "Sezonu 5"? Bardzo dobrze. Jest wysoce indywidualny i wyjątkowy. Momentami zastanawiałem się czy aby Aes Dana nie starał się być oryginalny "na siłę", zmieniając nieco znajome patenty stosowane w swoich numerach na nieco inne, aby po raz kolejny zaczarować odbiorcę. Wraz z kolejnymi odsłuchami przekonałem się jednak, że po prostu nagrał płytę oddającą jego samego dokładnie w taki sam sposób jak dwie poprzednie. Czy to najlepsza płyta tego twórcy? Tego nie jestem jeszcze w stanie powiedzieć - wydaje mi się, że niestety tak nie jest. Być może dlatego, że osobiście czekałem na drugą "Muszlę Pamięci", coś w podobnym zagęszczonym kosmicznym stylu. A tutaj dostaliśmy z jednej strony tak lubiany przez wszystkich styl, ale jednocześnie zupełnie inną opowieść. Brakuje tutaj tak genialnych okazów psychedelic jak "Opalin", czy wspomniane już "Shouting Valley", których chyba już nic nie pobije. Natomiast jeśli podejdziemy do "Leylines" jako zupełnie niezależnego "produktu", okaże się, że zasługuje na poświęcenie mu Waszego czasu. Osobiście czuję się po nim jak zdrowo dotleniona transowa dusza. ;) Płytka jest wyśmienita i ukazuje geniusz tego artysty z nieco innej strony. Resztę musicie sprawdzić sami.

JetMan