Welcome to the Polish Psychedelic Trance Portal

aes dana - pollen


aes_dana_-_pollen
Ultimae Records, 2012


1. Jetlag Corporation
2. Borderline
3. Conditioned (Album Edit)
4. Tree.Some
5. A Carmine Day
6. 101 Clouds
7. Riven
8. The Meeting Point
9. Horizontal Rain
10. Low Tide Explorations

O płytach wybitnych pisze się łatwo lub ciężko, w zależności od tego ile razy już z takimi miało się do czynienia. ;) "Pollen", piąta płyta Aes Dany, jest zdecydowanie albumem wybitnym. Oryginalności dziełu Vincenta odmówić nie można, chociaż jest to oryginalność w jego typowym wydaniu - nosząca wszystkie cechy ewolucji jego samego jako muzyka przez te wszystkie lata. W całym dorobku płytowym tego pana nie znajdziemy ani jednej słabej pozycji. Każda wnosiła coś nowego, często stanowiąc nowy etap w historii psychedelicznego chilloutu. Po wydanym w 2011 roku "Perimeters" nie musieliśmy czekać długo na kolejną część opowieści pana z Ultimae Records. Wydaje się, że od momentu "Perimeters" Vincent jedynie poleruje swój styl i odnalazł bezpieczną przystań jeśli chodzi o przekazywanie swoich wizji poprzez muzykę.

Jego muzyka pozostała morska, ziemna i głęboka - czysto planetarna. "Pollen" jest zdecydowanie bliżej ziemi niż miejscami mocno gwiezdna "Memory Shell". Jest to także najszybszy album Vincenta. Wszystko zatopione w fenomenalnym wyczuciu i artyzmie. Album reklamowany jest jako mieszanka "deep tech, downtempo i progresywnego psytransu", chociaż szczerze mówiąc męczą mnie powoli te wszystkie etykietki i próby ubierania słonia w strój żyrafy. Eklektyczna melancholia w najlepszym wydaniu, sentymentalne pejzaże i bijąca po uszach Epickość przez duże "E" (introdukcja do "Tree.Some" jest najlepszym przykładem - wspaniałe rozciągnięte pady i wręcz kinowy wstęp) to nadal synonimy muzyki sygnowanej marką Aes Dana. To niesamowite jak długo Ultimae Records udaje się utrzymać tak nieziemsko wysoki poziom. Do tego albumu będziemy wracać wielokrotnie. W moim prywatnym rankingu stawiam ją na drugim miejscu, zaraz za "Memory Shell" i przed "Leylines" czy "Perimeters". Podpasował mi ten bardziej żywy styl Vincenta i fajnie, że są tu utwory bujające równie dobrze jak chociażby taki "Opalin" z drugiego albumu. Znajdziemy tutaj także flagowe senne i mejotyczne numery w klasycznym stylu Aes Dany: "Jetlag Corporation", "Riven" czy "Borderline". Niektóre z nich wspaniale ewoluują w stronę coraz szybszych podróży, rozpędzając się mozolnie, a zarazem solidnie ("Conditioned (Album Edit)" czy fantastycznie przyspieszający "101 Clouds" z genialnymi wysokotonowymi dźwiękowymi świdrami). Najlepszy utwór to jak dla mnie czysto imprezowy "A Carmine Day", który zadziwił mnie swą transowością. Jak widać geniusz Villuisa nie jest ograniczony jedynie do wolniejszych utworów. Prawdziwa finezja jeśli chodzi o formę, perfekcyjną perkusję wspartą niesamowitą mocą i feerią filtrów, a przy tym zachowanie żelaznych reguł psytransu. Reguły mamy dwie. Pierwsza: muzyka musi kosić umysły słuchających w domu. Druga: muzyka musi transić mózgami tańczących na parkiecie. ;) Mocarny utwór, który domaga się wymiany nagłośnienia na lepsze. Jeszcze raz zwrócę uwagę na genialny aranż i dopalenie efektami perkusji, która jest dokładnie taka, jaką sami byśmy chcieli nagrać i usłyszeć. Żadnych przypadkowych dźwięków. Epickość wylewającą się z każdym cybernetycznym chóralnym padem zawartym w "A Carmine Day" to czysta poezja. Drugi złoty medal należy się "The Meeting Point". Prawdopodobnie intro do tego numeru może wywoływać malutki orgazm u niektórych kobiet. ;) Kawałek pozornie prosty, lecz jednocześnie niesamowicie ostry, kwaśny i gęsty jak topniejący śnieg. Syntezatorowa melodia, którą dostajemy w drugiej połowie wraz z genialnym, pompującym kickiem i basem plus szczytującą perkusją pełną epy wyrywa kręgosłup i teleportuje na inną planetę. Za takie momenty kocham tą muzykę.

Rozczarowaniem dla niektórych może być zapowiadany zresztą przez samego Vincenta nieco bardziej up-tempowy poziom tej płyty - dla mnie akurat okazał się zaletą. Poza tym zależnym od gustów faktem nie ma się do czego przyczepić. Dopracowanie aranżu, mastering i finałowa wersja samego produktu jest na najwyższym światowym poziomie. Czysta rozkosz dla ducha i ciała. Rekomendacja - jedna z topowych płyt mijającego roku.

JetMan