Welcome to the Polish Psychedelic Trance Portal

sundial aeon - extasis


sundial_aeon_-_extasis
Impact Studio Records, 2020


1. Internal Harmony
2. Undiscovered Terrain
3. Somewhere In Laniakea
4. Direct Flash
5. Polar Sun
6. Arctic Breeze
7. Red Proxima
8. September Night Reflection
9. Heliosphere
10. Winter Hike

Powiedzieć, że ten rok jest osobliwy, to jakby nie powiedzieć nic. 2020 już na zawsze zostanie synonimem izolacji, w której nasze życie nie tyle zwolniło tempo, co zupełnie się zatrzymało. Wiele rzeczy zostało wywróconych do góry nogami, zrewidowanych, anulowanych bądź zaprzepaszczonych. Jedno pozostało niezmienione: Sundial Aeon tradycyjnie wypuścili swój kolejny album. Radosław Kochman i Daniel Lulkowski płytą "Extasis" stają ochoczo do boju z wszechogarniającą nudą i marazmem ostatnich miesięcy, gdzie ustawicznie oglądamy ściany naszych domów i oferty przepastnych platform streamingowych, zamawiając w przerwie jedzenie na wynos.

Już w pierwszym utworze zatytułowanym "Internal Harmony" artyści dobrze zaznaczają obecność typowego dla siebie stylu, który wita nas u progu niczym stary dobry znajomy. Momentalnie chce się rzec: "Tak, to Sundiale." i brnąć dalej w ten dźwiękowy bezkres. Optymistyczny wydźwięk utworu utrzymuje się w zasadzie na całej długości albumu, wykluczając z tego grona ciut mroczniejszy "Undiscovered Terrain", który niczym wizyta na księżycu pomaga zobaczyć kosmos z szerszej perspektywy. Kwaśne ozdobniki w trakcie trwania utworu, jak i jego leniwa stópka, szybko wywołają tęsknotę za chilloutami w plenerze na festiwalach. Biorący na tapetę supergromadę galaktyk o średnicy około 500 milionów lat świetlnych utwór "Somewhere In Laniakea" dodaje do menu kobiecy wokal oraz lekki, nostalgiczny klimat, które pozwalają choć na chwilę zatrzymać się w chaosie tego roku. "Direct Flash" zachowuje dotychczasowy status quo dzieł Sundial Aeon, dostarczając jakże typowe dla projektu dźwięki oraz możliwość poruszania bioderkiem. Niby nic nowego pod słońcem, a cieszy. "Polar Sun" zachowuje pozytywną ciągłość narracyjną albumu, zraszając nasze uszy przyjemną melodią i kryształowymi dźwiękami, z czasem morfując w bardziej skomplikowany pejzaż dźwięków, ale bez popadania w nachalne eksperymenty. Orzeźwiający "Arctic Breeze" wydaje się może zbyt rutynowy, ale mimo wszystko swoją leniwą stopą sprawia, że aż chciałoby się doświadczyć tych dźwięków na większym, imprezowym soundsystemie (choć na te czasy będziemy musieli jeszcze poczekać). "Red Promixa" w swojej pierwszej połowie sprawia nieco wrażenie sztampowego wypełniacza płyty, jednak rehabilituje się w moich uszach swoją drugą częścią, gdzie do głosu dochodzi szybsze tempo i odpowiednio rezonująca z wewnętrzną potrzebą poruszania się spirala dźwięków. Wbrew tytułowi, podczas trwania "September Night Reflection" nie ma czasu na zbędne rozkminy. To kolejny utwór, gdzie Radek i Daniel odpalają protokół "100% Sundial Aeon", serwując stare dobre patenty w słusznej sprawie i podbijając dodatkowo wszystko transującym klimatem, co w ostatecznym rozrachunku stanowi zachętę do pokręcenia nóżką lub dwoma. "Heliosphere" prezentuje pełne spektrum możliwości lotu w kosmos bez konieczności wstawania z kanapy, a jeśli dodać do tego okazjonalną zabawę tempem, czy też serwowane tu i ówdzie kwaśne pętelki, to mamy wyborne danie. "Winter Hike" nie wyróżnia się jakoś szczególnie na tle swoich bardziej wyrazistych poprzedników, niemniej stanowi spójną klamrę dla wcześniejszych utworów, a jego spokojne brzmienie odpowiednio koegzystuje z naszym błogostanem.

Album serwuje kawał dobrej stonowanej muzy, która pozwala spojrzeć na życie z pewnym dystansem i wlewa w serducho soniczną nadzieję na lepsze jutro. Mam nadzieję, że kolejny album będzie mi dane posłuchać już w normalniejszych okolicznościach, bo aż prosi się o konsumowanie go nie tylko w domowych warunkach, ale także na chillout stage imprez. Warto też zacierać już zawczasu ręce na kolejne delicje z dźwiękowej kuźni Sundial Aeon, ponieważ prace nad kolejnym longplejem zostały już zapowiedziane, a w międzyczasie dostaniemy jeszcze EPkę "Hibernal Solstice". Smacznie.

Templar