Welcome to the Polish Psychedelic Trance Portal

apsara


apsara
Suntrip Records, 2005


1. Aes Dana - Digitalys
2. Yesod - On The Edge Of Time
3. Avigmati - Babylone Beach
4. Lost Buddha - Metamorphosis
5. Filteria - Tiny Universe
6. Ka Sol - Scraqp
7. Ypsilon5 - Titanium
8. Goasia - I'm Ready
9. Radical Distortion - Communication!

Oczekiwanie na CD, na który się człowiek napali strasznie się wydłuża. Dorwałem tą kompilację (wielkie dzięki Alien), a już trochę czasu wcześniej, zapoznając się m.in. z samplami z Psyshopu wiedziałem, że to będzie COŚ.

- Suntrip Records? I co, pewnie znowu melodyjne?
- No słyszałem. Coś tam wydali.
- Apsara? Nie znam, a co to?
- Goa? Żartujesz, słuchasz tego nadal? To się w ogóle nie sprzedaje, kto tego teraz słucha.. a co dopiero nagrywa.

No cóż, tyle tytułem wstępu, teraz kilka uwag. Melodyjki są i to porażające, wiadomo - Goa. Apsara? Ładna okładka. Suntrip Records? Zarobią tam dużo pieniążków i wydadzą jeszcze dużo dobrych płyt, hehe. Ale po kolei. Może nazwy niektórych wykonawców niewiele Wam mówią ale, cholera, odstawmy na razie na półkę typowe zanudzanie Who is Who, a skupmy się na emocjach które ten kompakt, a konkretniej muzyka na nim zawarta, wywołuje.

Pierwszy utwór to aksamitna Aes Dana, z typowymi dla tego artysty morskimi, głębokimi dźwiękami, oddychającymi oceanicznymi sonadami i mantrującymi rafami koralowymi. Osobiście bardzo lubię muzykę w.w. a to jedno z jego lepszych dzieł i zapewne jest to odpowiedni wstęp do dalszej podróży. Równie dobrze mógłby się znaleźć na końcu CD, ale czemu nie zrezygnować z utartego schematu kilku szybkich produkcji plus jedna chilloutowa na koniec? Kolejna pozycja to "On The Edge Of Time". Tu uszy odpadają od słuchacza i skaczą szybko w kierunku głośników, żeby się przytulić. ;) Nieprawdopodobny klimat. Genialna, etniczna (Indie, Mości Panowie, Indie!) atmosfera, "nośne" motywy, choć niekoniecznie banalne. I te melodie (jakiś rodzaj fletu?), ohhhh... :) Znakomita sprawa. Pierwszy raz słuchałem tego utworu przeglądając równocześnie pocztę, leciał sobie cichutko "w tle" - po raz pierwszy od bardzo dawna muzyka wyrwała mnie z objęć hipnotyzującego blasku monitora i skłoniła do zwrócenia się z prośbą do Systemów Nagłaśniających o solidne zwiększenie dawki decybeli serwowanych tego wieczora na metr kwadratowy. Trzeci numer i znowu porażenie... linie melodyjne są skomplikowane, niebanalne i wchodzą do głowy. Czy zechcą wyjść? Optymistyczny kawałek, z początku delikatnie podnosi na duchu, a pod koniec funduje subtelnego, euforycznego kopa na orbitę i to bez tej całej full-onowej otoczki pędzącego beatu. Jak widać jeśli się chce, to można i bez tego. Usłyszeć to na jakimś open airze - mrrr... ;) To jeden z moich faworytów, obok Filterii i Goasii. Cztery to hipnotyczny, pulsujący niczym oddychająca istota, poprzetykany ciekawymi dialogami, nieprawdopodobnie ładny utwór. Bardzo staroszkolny - przeciągane leady no i ten sączący się, niczym łzy muchy pochwyconej przez rosiczkę, motyw przewodni oraz pączkujący pod koniec milusi acid - zapewnią odpowiedni poziom doznań. Można odtwarzać w kółko. Cholera jasna, płyta jest wyśmienita a to przecież ci "mniej znani" artyści goszczący na CD. Pora na wspaniałą Filterię. "Tiny Universe" jest, krótko pisząc, prosty ale genialny i jednocześnie podniosły, a w szczególności pierwsze 2/3 całości. Spokojny początek, ciekawe przestrzenne pady i dobre FX. Pierwsza minuta i uderza w nas dobrze znany styl Jannisa. Technicznie chłopak nam się wyrabia. ;) Coraz lepiej, bardziej złożone tło - tak ma być! Poza tym mamy to, do czego nas już przyzwyczaił, czyli miażdżące zestawy melodyjne wysypywane na nas jeden po drugim, nie ma czasu na oddech? No i nie będzie. :) 02:40 perkusyjne tr tr tr - talerzyk, po czym pochłania nas śliczny motyw na kształt schodzących i wchodzących groove dobrze znanych m.in. z numerów Astral Projection. I ta przestrzeń, dołożone wypowiedzi w klimacie tytułu, świdrujące acidy... Szóstkę, czyli "Scraqp", zostawiam na koniec. Na horyzoncie nowy Ypsilon5 - spodziewałem się troszkę czegoś innego, ale i tak jest bardzo dobrze. Na pewno może dobrze konkurować na parkietach / polankach z mocnymi rytmicznie dokonaniami np. Surii. Mocne tło dźwiękowe, jednak osobiście nieco zbyt wytłumione są niektóre dźwięki, które sam widziałbym na pierwszym planie a nie płynące gdzieś tam w oddali, no ale nie jestem autorem. :) Jeden z najlepszych numerów na kompilacji "Pure Planet" należał wg mnie właśnie do Goasii. Tutaj jest podobnie, jest po prostu niesamowita. Ciarki przechodzą po kręgosłupie i synapsach, a mózg zaczyna produkować dziwnie sporo serotoniny... :) Intro najwyższej klasy, chylę czoła. A stopa, wsparta głęboką, wchłaniającą linią basu i doskonałymi efektami? Brak słów! Znakomite wyważenie - mamy tutaj wyjątkowy przykład wymieszania z jednej strony energetycznego, pozytywnego Goa z mroczniejszym i wręcz zasysającym świadomość drugim, głębokim tłem - wystarczy się wsłuchać. Myślę, że to najbardziej rozwinięty technicznie kawałek na tej kompilacji. Oprócz geniuszu mamy jeszcze sporo dobrych, świeżych pomysłów. Wielkie brawa! Na końcu płyty znalazł się "Communication" i ponownie żadnego doła przy tej muzyce nie złapiemy. Numerek mocno wyskokowy, taki bong bang bong hop siup etc. ;) Dobre pady, ciekawy motyw przewodni i naturalnie "kosmiczne" gadki. Milutko się tego słucha a końcówka jest perfekcyjna i zaskakująca.

Zatem bez ogródek - maksymalna nota - w tej chwili to bezwzględnie najlepsza składanka tego roku, zarówno w moim goa-rankingu, jak i po prostu, biorąc pod uwagę ogólnie wszystkie kompilacje wydane w 2005. Płyta jest przepiękna i nie ma słabych punktów. Dziękuję, to wszystko. Po prostu - trzeba mieć, to cudny przykład wyśmienitego Goa najlepszego sortu, zarówno pod względem dopracowania technicznego, jakości, jak i pomysłów i zróżnicowanego klimatu. I kończąc tą przydługawą recenzję, żeby nie było zbyt pięknie, żartowałem, płyta jest beznadziejna... nie kupować. Wszystkie opinie to tylko mój wymysł. Ok. Żartowałem, że żartuję... No więc żeby nie było zbyt pięknie (albo, że zbytnio gloryfikuję każdą goa-płytkę jaka tylko się pojawi na scenie, a tak nie jest, po prostu ostatnio wychodzą same dobre goa-płyty :)) najmniej podobał mi się track nr 6, utwór zbyt narzucający się i rozbieżny, troszkę odbiega od idealnego wizerunku tej płyty, która jako całość jest o wiele spokojniejsza. Nie jest zły, ale zwyczajnie reszta jest znacznie lepsza. O samej kompilacji można pisać i pisać. Suntrip Records ponownie pokazało klasę, można kupować w ciemno, jak się komuś nie spodoba oddam pieniądze a sam wytapetuję sobie tą płytą pokój. ;)

Ocena: 10/10

JetMan