Welcome to the Polish Psychedelic Trance Portal

be psychedelic - polska scena vol. 1


be_psychedelic_-_polska_scena_vol._1
Be Psychedelic, 2021


1. Kino Oko - The Intimate
2. Moondancer - The Pastiche
3. Asphodel - Sing To God
4. Khakhulla - It's A Amphibians Or Reptile?
5. Miraceti - Morning Light
6. Devi Devine - The Revolution Of Consciousness
7. Psysutra - Neurostorm (Acidzed)
8. Artha - Avatara
9. Main Ape - Mechanic Future
10. Etnica - The Fourth Day

Opisywana w tej recenzji płyta jest owocem wieloletniego procesu, który w swoim pierwotnym kształcie nie miał nic wspólnego z wydawaniem muzyki. Na początku była grupa Stay Psychedelic, formacja zajmująca się organizowaniem imprez transowych, powołana do życia latem roku 2005 jako następstwo działań Dragona (kompilatora omawianej składanki) pod szyldem formacji Psychotoons Project. W 2009 grupa przekształciła się w Be Psychedelic, a jej imprezowy kontekst nie uległ zmianie. Byłem mile zaskoczony, kiedy w 2020 zapowiedziano wydawnictwo muzyczne o tej samej nazwie, które narodziło się na łonie Be Psychedelic. W dodatku wydawnictwo nie byle jakie, bo już na starcie urzeka nietuzinkowym aspektem wizualnym, jak i silnym składem tracklisty, dodajmy złożonej w 90% z rodaków. Kompakt znalazł się w pomysłowo wykonanym ekopaku heksagonalnym z heksagonalną obwolutą, którą zdobi pierwszorzędnie wykonana grafika autostwa Sati Design (oklaski). Przyznam szczerze, że czegoś takiego jeszcze na półce nie miałem i już za to "Polska Scena Vol. 1" dostaje dodatkowe punkty. Nie szata jednak zdobi kompilację, a jej utwory, a te trafiają odpowiednio w moje rejony zamiłowania do rodzimej sceny, którą wspieram już od wielu lat. Wydana w ilości 500 egzemplarzy kompilacja od samego początku rozchodziła się jak ciepłe bułeczki i czuję, że z czasem będzie łakomym kąskiem dla kolekcjonerów.

Muzyczne delikatesy Be Psychedelic zainicjował nie byle kto, bo sam Magnes vel Kino Oko ze swoim utworem "The Intimate". Jest to kawałek, który ukazał się wcześniej na EPce o tej samej nazwie nakładem Horns & Hoofs Entertainment w 2018 roku. Spodziewałem się zupełnie nowego materiału, a nie powtórki z rozrywki, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę tak płodnego twórczo artystę, jednak ten swoisty recycling rekompensuje sam utwór. Track lekki, zwiewny i przyjemny, w sam raz na orzeźwiające intro. Pozycję numer 2 okupuje Moondancer, który odpowiada jednocześnie za mastering kompilacji. Po naszym miłośniku bushcraftu nie spodziewałem się żadnej lipy zarówno w kwestii brzmienia utworów, jak i jego własnej produkcji. Wydający m.in. w barwach Quantum Digits Recordings, gdzie dostarczył pyszne pozycje w postaci albumu "Unnatural Species" i singla "Charmed Illusions", Piotr Stelmach po raz kolejny stanął na wysokości zadania. "The Pastiche" to nader osobliwy dźwiękowy mutant, który zapada w pamięci nie tylko dzięki bagienno-delirycznym sosie, w jakim go unurzano, ale przede wszystkim dzięki fuzji klimatów prog i downtempo, z ewidentną przewagą tych pierwszych. Dodatkowym plusem utworu są ozdobniki w postaci sampli z polską mową, co, przyznajmy, nie zdarza się zbyt często. Następnie mamy Asphodela i jego "Sing To God". Cieszy mnie bardzo fakt, że tworzący dotychczas "do szuflady" Krzysztof postanowił zadebiutować na łamach oficjalnego wydawnictwa, w dodatku nie byle jakiego. Jego nieśpieszny pod-progowy twór ze 115 BPM na liczniku toczy się jak walec i hipnotyzująco morfuje w trakcie jego trwania, jak żywo przywołując we mnie wspomnienia imprez w starych dobrych gdańskich Fortach, gdzie regularnie miały też miejsce eventy organizowane przez kolektyw MoonUnity, w skład którego wchodził właśnie ojciec tego utworu. Kawałek ten w sam raz pasowałby na wstępną fazę jednej z tych imprez. Czwartą pozycję na krążku okupuje Łukasz Rodek a.k.a. Khakhulla i momentalnie naciskamy nogę na gaz, przeskakując na prędkość 148 BPM. Przyznam, że jako absolwenta filologii angielskiej już na starcie zmasakrował moje oczy tytuł "It's A Amphibians Or Reptile?", który aż się prosi o obowiązkowy czerwony długopis. Na szczęście szybko zapomniałem o tym językowym lapsusie słuchając samego utworu, który urzekł mnie bardzo sugestywnym, wręcz oblepiającym nas mrocznym klimatem podszytym cybernetyką. Całość skojarzyła mi się luźno z ponadczasowymi produkcjami UX (obecnie Ultimate Experience). Zdecydowanie jeden z faworytów na całym krążku, który udowadnia w dobie trendu "szybciej & mocniej", że prawidłowe podejście do zbudowania klimatu w utworze to podstawa. Nogę z gazu zdejmuje stanowczo jego następca, Miraceti. Współtwórca kolektywy Mamomam oraz wytwórni Mamomam Records dostarczył przyjemną morningową nutę zatytułowaną - nomen omen - "Morning Light", która w sam raz wpasowuje się w pejzaż skąpanych w coraz mocniejszym słońcu poranków na plenerowych eskapadach z transami. Wydawałoby się, że ten utwór to nic nowego pod słońcem, ale to w tej prostocie jest metoda. Lekki klimat, dobra melodia oraz kwaśne pętelki powodują, że nie pozostaje nic innego jak rozłożyć ręce i odlatywać. Numer 6 należy do jedynej kobiety w całym składzie kompilacji, a jest nią Magdalena Kurdziel, czyli Devi Divine. Jestem zdania, że artystycznej części tej sceny potrzeba zdecydowanie więcej kobiecego pierwiastka. Nie jest to bynajmniej debiut wydawniczy Devi, bowiem wcześniej jej produkcje uświetniły katalogi 1.2.Trip Records i Timewarp Records kolejno EPką "Astral Plane" oraz kawałkiem "Spiral Path". Zdecydowanie warto obserwować jej poczyniania, co udowadnia również na tym wydawnictwie. "The Revolution Of Consciousness" to szybki drift po transowej autostradzie o wyraźnie uwypuklonych korzeniach goa, ale podany w nowoczesnym wydaniu. Serwować głośno! Następnie mamy dwóch wyjątkowo popularnych asów, których śledzę z wypiekami na twarzy już od ładnych paru lat. Pierwszy z nich to Psysutra i jego "Neurostorm (Acidzed)". Najszybszy z utworów na całej płycie jest bodajże najbardziej nieposkromionym - czego tu nie ma... Jak to w przypadku produkcji autorstwa Łukasza bywa jest mocno kwaśno, co zdradził nam już zresztą tytuł numeru. Nawiązujący do acidowej klasyki minionych lat sztorm dźwięków jest w stanie zawojować niejedną imprezą w jej szczytowych momentach i sprawi, że szybko zapragniecie elektrolitów. Drugim z gagatków jest Artha. Wiadomo, jeśli kręcimy taki dostojny melanż z polskimi twórcami, nie może rzecz jasna zabraknąć Michała. Tak oto monsieur Bączek dostarczył "Avatara", który aż mówi: "Przesuń się Posford, teraz Polska." To jeden z tych artystów, którego nie sposób pomylić z innym. Jest dobrze i halucynogennie, a pękata stopa i żwawe tempo utworu szybko i z łatwością pobujają naszym ciałem. Pozycja z numerem 8 to jeden z artystów nowej fali, czyli Kuba Iwan występujący pod pseudonimem Main Ape. Mam nadzieję, że coraz więcej osób będzie kojarzylo tego nicka, ponieważ Main Ape tworzy solidny full-onowy materiał w nowoczesnym stylu, o czym możecie przekonać się sami badając jego produkcje wydane pod szyldem 1.2.Trip Records czy Ovnimoon Records. "Mechanic Future" to przyjemny powrót do czasów świetności 3D Vision, a w szczególności jego herszta Absoluma, czy też popularnego niegdyś brzmienia South African psytrance (znanego też jako tzw. "twilight psy"), propagowanego przez takie oficyny jak Nexus Media czy Timecode Records. Tłusty i pompatyczny kawał mięsistego transu od Main Ape jest kolejną obowiązkową pozycją do wrzucenia na skwierczące deki imprezy, czy też pouprzykrzania życia sąsiadom na domowym soundsystemie. Kuba wieńczy także skład polskich artystów na płycie, bowiem na 10 miejscu znalazł się bonusowo numer legendarnej Etniki, prywatnie ulubieńców Dragona. Z pewnością utwór "The Fourth Day" to dobry akcent na kompilacji ze względu na estymę, jaką niewatpliwie cieszy się od wielu lat ten włoski projekt. Jeśli chodzi o warstwę muzyczną jest niestety dość płasko. Wynika to jak dla mnie z dwóch rzeczy. Po pierwsze, Etnica ma już swoje lata świetności za sobą i ich materiał z kilku ostatnich lat jest po prostu nudny i standardowy - co boli podwójnie, jeśli sobie przypomnę, że swego czasu podbili scenę kapitalnymi albumami, czy też szlagierami pokroju "Trip Tonite". Po drugie, znaleźli się tu w sąsiedztwie wyjątkowo silnej polskiej reprezentacji, która pomysłami i klimatem przewyższa sztampowe nagranie Włochów. W moim odczuciu jesteśmy już od dawna na etapie, gdzie to zagranica powinna nam zazdrościć muzyków, nie odwrotnie. Dobra robota Panie i Panowie!

Kontynuująca tradycję eksponowania polskich artystów w duchu serii kompilacji "Panta Deus" i "The Psychedelic Culture" debiutancka płyta Be Psychedelic okazała się być strzałem w dziesiątkę, począwszy od grafiki i odważnego opakowania, a na solidnej muzyce kończąc. Przy (miejmy nadzieję krótszym niż dłuższym) przestoju imprezowym wynikającym z czasu pandemii, zawarte tu utwory pozwolą w mig przywołać imprezowe wspomnienia i tchnąć ich namiastkę w nasze prywatne cztery ściany. W chwili gdy piszę te słowa trwają prace nad "Be Psychedelic - Polska Scena Vol. 2". Podobnie jak w przypadku debiutanckiej kompilacji, na jej kolejnej odsłonie pojawi się polski skład plus zagraniczna legenda jako bonusowy utwór. Czekamy...

Templar