Welcome to the Polish Psychedelic Trance Portal

digital music therapy


digital_music_therapy
Wildthings Records, 2007


1. Hoodwink - Kaput
2. Hoodwink - Dark Energy Rmx
3. Archaic - Lost Tribe
4. Avalon - Never Enough
5. EVP - Monkey Magik
6. Error Corrective - Olabotomy (Surgeon's Remix)
7. Psymmetrix - Real Fuckin High
8. Archaic - Anaconta
9. EVP - R2LSD2
10. Module - Loonavercity

2007 był dość pracowitym rokiem dla ekipy Wildthings Records. Nie tylko intensywnie podróżowali po świecie, promując ich nasączony brytyjskością rodzaj muzyki psychedelic trance, ale również udało im się wydać dwa albumy - niesamowity "Error Corrective - Fade Instinct" i fenomenalny "RealityGrid - Reality Check". Pod koniec roku światło dnia ujrzała ich znacznie opóźniona trzecia kompilacja "Digital Music Therapy". Tytuł kompaktu to w skrócie "D.M.T.", co oczywiście jest jedną z najbardziej tripujących psychodelicznych substancji znanych ludzkości. Czy muzyka dorównała tak ambitnemu opisowi?

Podróż zaczyna się dwoma utworami Keltona Jonesa a.k.a. Hoodwink. We wszystkich jak dotąd wydanych utworach jego autorstwa pokazał zamiłowanie do skomplikowanych sekwencji perkusyjnych, często z wpływami break-beatu, minimalistycznym brzmieniem i kreatywnym montażem. "Kaput" otwiera kompilację sekwencją rezonujących dźwięków perkusji; następnie nabiera tempa wraz z pojawieniem się świetnego full-onowego basu i warstw pętli perkusyjnych. Rzeczy robią się naprawdę ciekawe w 1:50, kiedy pojawia się melodyjne kwasiki. Przez pozostałe 5 minut dźwięki pojawiają się i odchodzą, zmieniają i wykręcają, niestety utworowi brakuje wyrazistego motywu przewodniego i wyraźnego kierunku. Jest przyjemny, ale to wszystko. "Dark Energy" z początku wydaje się kopiować tą samą formułę, jednak wkrótce staje się oczywiste, że to produkcja innego rodzaju - perkusja jest bardziej zróżnicowana (metaliczny hi-hat rządzi!), efekty w tle tworzą tajemniczą atmosferę, zaś acidy tworzą naprawdę konkretny i prawie melodyjny kręgosłup utworu. Robi się mroczniejszy i coraz bardziej skomplikowany wraz z każdą kolejną minutą, płynąc miło aż do samego końca. Żaden z tych utworów nie dorasta do pięt "Monomaniac" z poprzedniej kompilacji Wildthings, ale mam cichą nadzieję, że po prostu trzymają najlepszy materiał na nadchodzący debiutancki album "Audio Illusion". Trzymam kciuki.

Archaic to nowy nabytek stajni Wildthings i pasuje tam cholernie dobrze! "Lost Tribe" nie traci czasu i przechodzi od razu do energetycznej kombinacji basu i kicku, rozwijając się na spółkę z bąblującymi, sztandarowymi acidowymi dźwiękami EVP. Pocięte akordy prowadzą do mini-przerwy w około 3 minucie, następnie wkracza wspaniała tribalowa perkusja, zaś w tle odbywa się dyskusja na temat zaginionego plemienia. Później utwór znowu nabiera tempa, dodając warstwy melodyjnych, skrzeczących syntezatorowych dźwięków. Jest to świetny utwór, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że jest to debiut tego (greckiego, sądząc po imieniu) artysty.

Leon Kane a.k.a. Avalon i połowa RealityGrid jest już znany tym, którzy są zaznajomieni z katalogiem Wildthings Records. "Never Enough" zaczyna szybkim tempem już od pierwszych sekund; atakując zmysły słuchacza tłustym, dosłownie otyłym basem w połączeniu z masywnym beatem (ten snare jest niesamowity!). Spirale kwaśnych dźwięków pomieszane z delikatnymi akcentami linii melodycznych w ok. 2 minucie tworzą zabójczą kombinację. Dodajmy do tego kreatywne użycie manipulacji z samplami głosu i wycie, kwaśne porykiwania w tle, a otrzymacie bombowy numer! Zaiste, nigdy dość materiału takiej jakości.

Dalej mamy najbardziej doświadczonego członka londyńskiej ekipy, Alexa Diplocka, znanego bardziej jako EVP i druga połowa RealityGrid. Wg mnie Alex ma dwubiegunową jakość swoich produkcji - albo są one niesamowicie dobre, albo puste i nudne. Na szczęście "Monkey Magic" należy do pierwszej kategorii. W przeciwieństwie do dwóch pierwszych kawałków, ten potrzebuje czasu na rozwinięcie się; zaczynamy z małpimi krzykami i congami. Utwór rozbudowuje się przez 2 i pół minuty, potem robi się naprawdę gęsty i skomplikowany, wszędzie pojawiają się i znikają dźwięki, morfują i wykręcają. W 4:20 puszczają wszelkie hamulce wraz z pojawieniem się ostrej jak brzytwa, mocno przefiltrowanej kwaśnej sekwencji. Nie opuszcza nas aż do ostatnich sekund, stając się jeszcze bardziej szaloną i wykręconą! Utwór porównywalny z "Never Enough", ale bardziej psychodeliczny i mniej melodyjny.

Error Corrective (Dan Warburton & Nick Howdle-Smith) wywarli duże wrażenie na wielu osobach rok temu swoim debiutanckim albumem "Fade Instinct", prezentując swój własny, bardzo charakterystyczny i osobisty rodzaj muzyki psychedelic trance. Wiele z utworów na tym albumiem miało mroczną, cmentarno-horrorowatą atmosferę, co bardzo mi podpasowało. Dodajmy elegancję tworzenia i aranżacji, przykładanie uwagi do detali i niesamowite zdolności produkcyjne, a będziemy mieli mniej więcej ich obraz. Tak czy inaczej, wspominam o tym wszystkim ponieważ "Olabotomy (Surgeon's Mix)" brzmi właśnie tak - jest ciężki, nawiedzony, straszny i dziwacznie melodyjny (a'la muzyczka klauna-zabójcy z Hallucinogena), ponadto ma wszystkie znane chwyty EC, jak potraktowane delayem arpeggia, tłuste linie syntezatorowe i nieziemskie odgłosy w tle. Problem w tym, że ten utwór często mnie drażni. Nie wiem czemu, ale prawdopodobnie to przez linię basową, ponieważ ma ten powtarzający się wznoszący ton, który sprawia, że czuję się jakbym był ciągnięty za moje (nieistniejące!) włosy po ziemi. Nie jestem też pewien czy te melodyjne elementy zawsze działają jak trzeba. Mimo to jest to dobry utwór, trzeba być po prostu w dobrym nastroju by go docenić.

Chciałem napisać, że Psymmetrix (Al Crowther i Richie Elmes) są dwoma nowicjuszami z zaledwie dwoma wydanymi utworami (tu i na poprzedniej kompilacji Wildthings), ale ku mojemu zdziwieniu odkryłem, że wydali mało komu znany album w 2007 roku! Zdecydowanie muszę się z nim zapoznać, ponieważ "Real Fuckin' High" jest moim zdaniem najlepszym utworem na tym kompakcie. Od klasycznego cytatu Billa Hicka zaprezentowanego na początku utworu, poprzez groovy sekcję rytmiczną i bezbłędnie przeprowadzony build-up, po crescendo old-schoolowej spirali unurzanego w kwasie momentu w ok. 4 minucie; jest idealnie. Oczywiście to nic nowego, ale sposób w jaki to wszystko razem funkcjonuje sprawia, że "delikatne włoski na moich rękach stają się jak z drutu" (cytując słynny post z Psynews.org)! Utwór jest płynący, delikatny, ale zarazem jest ciężki i metaliczny. Jak dla mnie jest to idealne połączenie, dlatego daję pełne (i jedyne) 10/10.

Archaic powraca z jeszcze jednym utworem o nazwie "Anaconta". Utwór ten stara się powtórzyć udaną formułę wykorzystaną wcześniej, niestety jakoś mu się to nie udaje. To jak postrzegam muzykę w dużej mierze zależy od małych szczegółów. Ten utwór, zaczynając od jego głupawego tytułu (dlaczego z "t" zamiast "d"?), poprzez drażniące sample głosu po okrzyki, to po prostu zbyt wiele. Prawda, są tu mądrze użyte dźwięki i nienajgorsze melodyjne elementy, ale ten utwór po prostu do mnie nie przemawia. Przeciętny utwór.

"R2LSD2" potwierdza moją teorię o dwubiegunowej jakości muzyki Alexa Diplocka. W porównaniu z "Monkey Magic" ten utwór jest mniej ciekawy i wyzywający. Oparto go głównie na bąblujących dźwiękach, mocno przetworzonych kwasikach i piszczących leadach. Jestem pewien, że taka kombinacja może zdziałać cuda na parkiecie, ale nie daje rady jeśli wziąć pod uwagę odsłuch domowy (a to moja domena). Dobry materiał, ale nie tak świetny jak jego pierwszy utwór tutaj lub przykładowo "Hippy Bullshit" z "Alpha Rhythms".

Ostatni utwór na płycie, "Loonavercity", przedstawia nową twarz - Module (Paul Dunk) - w artystycznym portfolio Wildthings. Pod wieloma względami utwór jest podobny do "Real Fuckin' High" Psymmetrixa - jest mocny, miażdżący i chlupoczący; rozwija się miło, dodając warstwy dźwięku i melodii. Uwielbiam sposób w jaki uspokaja się nieco gdzieś w środku jego trwania, powtarzając maniakalnie "D" z sampla "LSD" w akompaniamencie mocno przefiltrowanego drum loopu! Słyszeliśmy już dźwięki tego typu niezliczoną ilość razy, ale to wszystko jest tak znakomicie skomponowane. Zajebisty utwór!

Podsumowując tą długą recenzję, trzeba powiedzieć, że kompilacja ta nie jest tak miażdżąca jak "Wild Rumpus", ale sądzę, że jeśli chodzi o jej jakoś można porównać ją z "Alpha Rhythms". Podobnie jak na tym krążku, jest tu kilka świetnych utworów (3, 4, 5, 7 i 10), a inne są dobre (2, 6 i 9) lub średnie (1, 8). Płyta nie reprezentuje żadnej drastycznej zmiany w stylu Wildthings, ale może nie nadeszła jeszcze na to pora? Jeżeli szukacie dobrego psy transu, z nowoczesnym brzmieniem i dobrą produkcją, ale mimo wszystko wiernego swoim undergroundowym korzeniom, nie musicie dalej szukać. Może to być dobry początek by pogrzebać głębiej w dyskografii Wildthings Records, gdzie jest kilka klejnotów, które tylko czekają, by je odnaleźć.

Ocena: 8/10

Antic