Welcome to the Polish Psychedelic Trance Portal

full moon paradise


full_moon_paradise
Moon Spirits Records, 2001


1. Bamboo Forest - Experimental Jam
2. Neuromotor- Ghost Of The Monkey's Back
3. Soundfarmer- Under The Influence (GMS Rmx)
4. Talamasca vs Manitu - Genetic Monster
5. Wizzy Noise - Deeply Unexpected
6. GMS - ChimDog
7. Jaia - Factory Of Mind
8. Walhalla - Tribal Machine
9. Nomad - Birth Of Stars
10. Toires - Tali (Live Version)

Moon Spirits Records to label o niezbyt imponującym dorobku - częstotliwość wypuszczania kolejnych pozycji na CD to średnio jeden tytuł na rok. Na domiar złego ostatnia kompilacja tej wytwórni - "Nu Midgard" - przyprawiła mnie o mdłości. Nie oznacza to jednak, że zawsze było tak źle. Wręcz przeciwnie - kiedyś było bardzo dobrze, a nawet lepiej. Dowodem na to jest składanka o wdzięcznie brzmiącym tytule "Full Moon Paradise", która do dzisiaj pozostaje jedną z moich ulubionych płyt psytrance'owych i do której po dziś dzień często wracam.

Na składance występuje silna francuska reprezentacja, bowiem producenci z tego kraju stanowią tu większość składu. Płytę otwiera progresywnie brzmiący "Experimental Jam" autorstwa Bamboo Forest - bez wątpienia nie jest to najjaśniejszy punkt kompilacji, ale jest to numer naprawdę niezły, jak na intro wręcz znakomity. Uwaga słuchacza winna być jednak skupiona na dalszych utworach, bo kolejny z nich to prawdziwy killer. "Ghost Of The Monkey's Back" to wymiatacz, który nie znudzi mi się chyba nigdy. Genialny w swej prostocie - nieskomplikowany, zaledwie dwutaktowy motyw, którym autor operuje praktycznie przez cały utwór, ciekawa melodia w basie, która jednak funkcjonuje tylko w intrze (znakomitym nawiasem mówiąc), by później zmienić się w typowy, masywny basowy monolit, energetyczne hi-haty - to jest właśnie sztuka, by coś tak prostego przeistoczyć w coś tak znakomitego. Soundfarmer (GMS + Earthling) i kawałek "Under The Influence" zremiksownay przez... GMS, zaczyna się średnio, ale pod koniec drugiej minuty bardzo przyjemnie się rozkręca, a wykorzystane w nim sample z klasycznej dzisiaj już gry "StarCraft" nadają mu dodatkowego smaku, pomimo że generalnie jestem przeciwnikiem samplowania tak łatwo rozpoznawalnych źródeł. Bardzo do gustu przypadł mi full-onowy wymiatacz "Genetic Monster", choć przyznam, że początkowo go nie doceniałem. Lekką zmianę klimatu fundują panowie z Wizzy Noise - "Deeply Unexpected" jest znacznie cieplejszy w linii basu, pod względem formy dość mocno zbliżony do ich debiutanckiego albumu "Cybermancy". Solidny psytrance, przestrzenny, rytmiczny, typowy dla wczesnego Wizzy Noise. Numer szósty to po raz kolejny GMS, niestety "Chimdog" niczym specjalnym na tej płycie się nie wyróżnia, choć prawdopodobnie na innej kompilacji zdecydowanie łatwiej byłoby przebić się z tym kawałkiem. Kolejny utwór to kolejna zmiana klimatu - na tyle duża, że można zastanawiać się, czy "Factory of Mind" aby na pewno pasuje do tej kompilacji. Takie właśnie były moje pierwsze spostrzeżenia co do tego numeru francuskiego projektu Jaia, dzisiaj jednak nie zaprzątam już sobie tym głowy - bo i po co, skoro ten numer jest absolutnie genialny? Pełen energii i zarazem delikatny, głęboki w brzmieniu, progresywny, na początku nieco "suchy", by szybko nabrać przestrzeni i klimatu. Kilka kompozycji w podobnym klimacie można znaleźć na płycie "Blue Synergy" (wydana w 2000 r. w Japonii jako dodatek do wznowionego wydania "Blue Energy"). O ile pierwsze dźwięki "Factory Of Mind" mogą wywołać lekkie zdziwienie, tak naprawdę prawdziwy szok wywołują pierwsze takty "Tribal Machine" autorstwa mało znanego projektu Walhalla. Choć sam kawałek jest dobry (pomimo koszmarnego początku), moim zdaniem umieszczenie go w tym zestawie stanowi poważny zgrzyt. Lepiej było wykorzystać go jako solidny dodatek do jednej z typowo progresywnych składanek tamtych lat. Powrót do "normalności" , a zarazem wycieczkę w kosmos funduje Nomad swoim "Birth Of Stars", które rozpoczyna się ładnym, niezwykle sugestywnym wstępem, by szybko przeistoczyć się w prawdziwego kosmicznego krążownika, ociężałego, masywnego, idealnego jako podsumowanie płyty. Na zakończenie bardzo dobry chill-outowy akcent w postaci wersji live "Tali" Toiresa - czyli typowa zagrywka Moon Spirits.

"Full Moon Paradise" nie należy może do pomnikowych dzieł psytrance, ale jak najbardziej zasługuje na wysokie noty. Mamy tu dwa genialne moim zdaniem numery (2 i 7), pozostałe nie są szczególnie wybitne, ale bardzo dobre w swojej klasie. "Tali" to klasyczna wisienka na torcie, uzupełniająca i dodatkowo windująca w górę poziom kompilacji. Jedyny zgrzyt to "Tribal Machine" (dobry numer, jednak gryzący się z pozostałymi utworami). Czy warto dzisiaj sięgać po tę płytę (zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że jej zdobycie w tej chwili jest niełatwym zadaniem), ciężko mi ocenić. Ja słuchałem jej w czasach, kiedy była to produkcja świeża, dzisiaj większość kawałków może już nie robić takiego wrażenia jak kiedyś, ale z drugiej strony - w dzisiejszym zalewie średniej jakości full-onów - może być to pozycja warta sprawdzenia, nie tylko ze względu na utwory Neuromotora i Jaii.

Ocena: 8/10

Kapplakk