Welcome to the Polish Psychedelic Trance Portal

khan altay


khan_altay
Zaikadelic Records, 2009


1. Troll Scientists - Altaian Chant
2. Fragletrollet - Goa Snill
3. Sattel Battle - Transformulator
4. Ocelot - With Me
5. Olien - Solar Alignment
6. Tsabeat - Psy Chop
7. Gappeq - Everything Resonates
8. Olien - Altay Alignment
9. CPC - Galamut Rmx

No tak, Zaikadelic. Wytwórnia, która zazwyczaj serwuje nam fikuśne i jedyne w swoim rodzaju okładki oraz taką samą muzykę. Szybki rzut okiem na grupę wykonawców tej składanki i jest całkiem interesująco. Ocelot, Gappeq, CPC, Troll Scientists... Albo Tsabeat.

Altaian Chant - ze swoimi powykręcanymi od naprawdę ciekawych filtrów plemiennymi śpiewami nadawałby się spokojnie do jakiejś alpejsko-tybetańskiej chilloutowej kompilacji z drugiego końca świata, ale niech Was nie zwiodą początkowo spokojne rytmy. Prawdziwe uderzenie dopiero przed Wami. Pogięte rytmy i tak samo pogmatwany świat proponuje nam Fragletrollet, czyli Magnus Storen (znany chociażby z kompilacji "Dziewięć Światów" wydanej przez Yggdrasil Records w 2007 roku - utwór "The Invasion Of The Mysterious Partyclowns") w czymś co nazwałbym ciekawą fuzją psychedelic trance, dark trance oraz specyficznego feelingu, który troszeczkę przypomniał mi Procsa. Ale tylko troszeczkę, gdyż druga połowa nawiązuje nieco do goa, ale jakby to były melodie puszczane od drugiej strony tranzystora. ;) Izraelczyk Elad Weinberg atakuje ze swoim "Transformulator", który rozpoczyna się naprawdę niewinnie, po czym dość szybko przemienia się w prawdziwe tornado. Aranżacyjnie jest to całkiem ciekawy eksperyment, coś w rodzaju fuzji totalnie radosnego happy hardcore psytrancu i cięższych odmian. Coś mi mówi, że sprawdzi się to wyśmienicie na parkiecie zagrane o odpowiedniej porze w odpowiednim miejscu. Naprawdę pokręcony kawałek z przymrużeniem oka, czego dowodem jest to, co się dzieje od połowy czwartej minuty. Napiszę tak - słychać, że Elad dopiero się uczy, ale to co siedzi w jego głowie może nieźle namieszać na scenie, także będę obserwował jego dalsze poczynania na scenie. Ocelota po raz kolejny przedstawiać nie zamierzam. ;) Aaron wjeżdża ze swoim masywnym kotem od pierwszej sekundy (w dziesiątej już mamy kompletną porcję wszystkiego co u niego najlepsze). Perkusja jak zwykle rozkłada na łopatki. Z całą resztą jest dokładnie tak samo. W połowie pierwszej minuty mamy już prawdziwy grzmot błyskawicy, nie wspominając nawet o piorunującym, ciężkim niczym podładowana ołowiem guma do żucia, bassline. Czy cudownych melodiach (!), które chyba po raz pierwszy brzmią tak doskonale dopasowane w stricte darkowych klimatach. Opisu drugiej polowy utworu nie będę się podejmował. Cóż, po prostu Peacock w swoim żywiole. Rozbijecie ludziom glowy tym utworem. Olien, czyli urodzony w niemieckim Freiburgu artysta Oliver Bach, podkręca tempo, a klimat szybuje w stronę tego wprost z wizji kosmicznej apokalipsy. Niestety nie dorównuje to poprzednikowi, ale jest dynamicznie i cholernie intensywnie - to się liczy. Jak można się było spodziewać, "Psy Chop" Tsabeata to juz bardziej rasowy darkowy przysmak. Można ten styl lubić lub nie, ale swoistej pierwotnej plemiennej transowości odmówić mu nie można. A te szaleństwa na open i close hihatach sa naprawdę smaczne. Tempo podskakuje jeszcze bardziej, razem z rytmem bicia naszego serca wraz z "Everything Resonates" Gappeqa - no cóż, nie będę pisał o ilości BPM na sekundę, ale sprawdźcie na imprezie ten motyw z 2 min. 05sek. -> 2 min. 11 sek. Cóż - typowy agresywny szatan po wódce. Oczywiście, ten kawałek urywa sobie samemu łeb i podaje go na śniadanie młodej dziewicy. Nie puszczać zwolennikom Anity Lipnickiej! ;) No i mamy kolejny raz propozycję, którą podaje Olien. To juz czysta kulminacja. Do tego świetne wykorzystanie brzmień z pierwszego, spokojnego "Altaian Chant". To mi siĘ podoba, dzięki temu prostemu zabiegowi kompilacja uzyskała swój własny, niepowtarzalny klimat. No cóż, druga w nocy i gramy do ostatniej żywej duszy na parkiecie. Czysta energia, czysty trance - na parkiecie nie ma poszczególnych tańczących, wszyscy stapiają się w jeden nieskończony podryg kosmicznej wibracji Wszechświata, a DJ w zasadzie nie istnieje - jest w jeszcze większym transie niż reszta. Nasze babcie i dziadkowie nie mogą tego zaakceptować. Ta muzyka pochodzi w prostej linii od diabła. Lub od boga. Różnica miedzy jednym i drugim jest taka sama jak miedzy dobrem a złem - to wszytko koncepty. Finał tego utworu jest po prostu magiczny. Jak dla mnie kasuje nawet wyczyny Ocelota. No i na sam koniec rodzynek w cieście, czyli nie kto inny tylko CPC! Coś nieprawdopodobnego! Mamy coś, na co czekaliśmy! Remix "Galamuta" jak dla mnie bije oryginał na głowę. Krotko mówiąc - idealne acidy, cudowne świergoczące leady, no i to tempo. Karabiny maszynowe XXI wieku? ;) Kiedyś spytano niewidomą od urodzenia dziewczynę, czy boi się ciemności, w której cały czas przebywa. Nie była w stanie określić, czym jest ciemność, gdyż nigdy nie zaznała światła. Dla niej te pojęcia nie maja najmniejszego sensu. Zatem dostajemy tutaj naprawdę potężny, iście megalomański utwór. Coś pięknego.

Wyśmienita kompilacja! Doskonale prowadzi słuchacza od spokojnego, efemerycznego intro poprzez idealne podgrzewanie brzmień aż po totalny dark-transowy trip! Chcemy zjeść sobie podwieczorek z lucyferem? Proszę bardzo. ;) Maniacy ciemnej strony - kupować koniecznie (i pamiętać, że kolory są bez znaczenia ;)).

JetMan