Welcome to the Polish Psychedelic Trance Portal

made on earth


made_on_earth
Blue Room Released, 1997


CD 1

1. Saafi Brothers - Occidental Sadhu
2. O-Men - Funfar
3. Planet B.E.N. - Ant Invasion
4. X-Dream - Freak
5. Typhoon - Portnawack
6. Apollo 3D - Nature Song

CD 2

1. Juno Reactor - Laughing Gas (On The Other-Side Mix)
2. Noosphere - Noos-Sleap
3. Sandman - Spawn
4. Antidote - Auscultation
5. Cwithe - Memory Foam
6. Total Eclipse - Untitled

(adnotacja: kompilacja "Made On Earth" została wydana w Polsce przez SPV Poland w postaci dwóch oddzielnych kompilacji: jako "Made On Earth" - wydana w 1997 roku została płyta nr 1 - oraz jako "Made On Earth 2" - wydana w 1998 roku i zawierająca pierwotny krążek nr 2)

Blue Room Released to jeden z najważniejszych labeli w historii psytransu, który niestety już odszedł do historii. Na składance "Made On Earth" proponuje utwory swych największych artystów: Juno Reactor, X-Dream, Total Eclipse - te nazwy znają chyba wszyscy. Spójrzmy więc...

CD 1

Utworem pierwszym jest "Occidental Sadhu". Osobiście nie wyobrażam sobie lepszego rozpoczęcia dowolnego albumu czy kompilacji niż taki, jaki zaprezentowany jest w tym utworze: z początku ciągnący się leniwie, by z czasem wszystko zebrać i przyjemnie poszargać zmysł słuchu na końcu, dodając korzystnie oddziałujący motyw mantr, który kojąco zapowiadał dalszą historię właściwie od samego wstępu. Do tego obowiązkowe pady i kreuje się nam wspaniały track. Następnie mamy mało znany fiński projekt O-Men, który w produkcji "Funfar" serwuje bardzo mroczny klimat, który osobiście bardzo lubię, lecz w tym przypadku na klimacie się skończyło. Najlepszy mym zdaniem motyw to ten z "rozstrzeliwaną" perkusją, cała reszta - poczynając od odpychających wręcz melodii - nie stanowi kompozycji do której by się chętnie wracało, aczkolwiek raz na jakiś czas daje się dostrzec kilka zalet tego utworu... Przy pierwszych podejściach podobała mi się nawet "Inwazja Mrówek" (track kolejny) - co jak co, ale tytuł naprawdę odzwierciedla rzeczoną inwazję tych pracowitych owadów. Potem zmieniłem zdanie na przeciwne, ale na plus na pewno zaliczam niekonwencjonalne rozwiązania, z wyjątkiem za głośnych hatsów od 2:25 powodujących u mnie gniew i ogólnie złe wrażenie wyniesione z tego utworu Bena Wierzocha. Właśnie przez te stare hatsy. Numerem czwartym z kolei jest "Freak", chyba najgorszy utwór w historii X-Dream. Owszem, przez bardzo długi okres czasu może się podobać, lecz nie ma w nim czegoś ponadczasowego i wyjątkowego, jak w innych kompozycjach niemieckiej legendy. "Freak" jest monotonny, nudny, przewidywalny... ale z drugiej strony w dyskografii innej formacji, nie X-Dream, stanowił by powód do chwały - jednak Niemców stać na więcej, o wiele, wiele, wiele więcej. Perfekcyjna produkcja już nie wystarcza. Następny track - "Portnawack" - zepsuty jest zwyczajnie przez melodie. Niczego gorszego dla mnie nie ma, chociaż do poziomu melodii dorasta płytki bass. Absolutna porażka jak w przypadku "Funfar": była szansa, lecz ją zaprzepaszczono. Ostatnim utworem jest przyjemny "Nature Song": nic wybitnego, akurat dobry na koniec.

Wyjątkowo nierówna płyta: mamy tu i utwory świetne i bardzo kiepskie, jednakże oferowany przez nią klimat jest akurat równy: mroczny, momentami niepokojący. Ocena: 5/10

CD 2

Zaczynamy od remixu leciwego już numeru Juno Reactor z debiutanckiej płyty tego angielskiego projektu. Youth się nie popisał: tym razem jest ten track bardziej ospały, przez większą część czasu prawie nic się nie dzieje, a na pewno nic nie zaskakuje. Oczywiście zmiany są, lecz tylko kosmetyczne. Drażni mnie w nim zbytnia nielogiczność w powiązaniu kolejnych elementów, ale sample śmiechu akurat wpasowały się jak należy. Tak więc mamy tu lekko zawodzący oczekiwania numer, chociaż osobie, która nie słyszała pierwowzoru może się spodobać. Drugi track, autorstwa Noosphere w skład którego wchodzi między innymi znany z doskonałej grupy X-Dream Marcus Maichel, prezentuje bardziej ożywiony klimat. Fajne są te wszystkie psychedeliczne dźwięki, melodie. W sumie dobrze zgrany i o to chodzi; środki użyte są może i banalne (bo nie ma w nim czegoś tak naprawdę odkrywczego, tak jak i w większości innych tracków tej kompilacji), ale kto powiedział, że proste musi być złe - tutaj tak nie jest w moim mniemaniu. Dobrze oddziałujący utwór. Dalej mamy kolejny mroczny utwór czerpiący też ze stylu Goa jak poprzednik. Nie ma w nim słabszego momentu, cały czas intensywnie dobrze, chociaż momentami naprawdę oszczędnie. Izik Levy pokazał na co go stać. Bardzo dobry utwór, najlepszy na tej kompilacji. Oryginalny, kwaśny, zakręcony i melodyjny, a jednak stylowo odmienny niż jego pierwszy album "Witchcraft" - przynajmniej ja to tak odbieram. Następny track jest wykonany przez alternatywne oblicze francuskiego Total Eclipse, Antidote. W porównaniu z poprzednikami prezentuje lżejszy klimat, choć nie odpowiada mi perkusja - niby normalna, a jednak użyte sample są dziwnie lekkie. Melodie zawodzą, poza tym niektóre przejścia nie za bardzo są wyśrubowane - a dobre przejścia to podstawowa zaleta dobrego transu. Zbliżamy się ku końcowi, bo na horyzoncie "Memory Foam" od Cwithe. Wstęp zdecydowanie odbiega od reszty kawałków, jest trochę wolniejszy, dłuższy i o wiele łagodniejszy. Niezły, pogodny utwór z chórami w tle, można się wyluzować... Co do całokształtu muzyki prezentowanej przez Total Eclipse mam mieszane uczucia, jednakże ten konkretny utwór "Bez tytułu" podoba mi się. Jest to wolniejszy o tych parę BPM utwór, ale trudno spodziewać się czegoś innego na koniec. Jest to taki odpowiednik "Nature Song" autorstwa Apollo 3-D z poprzedniej płyty.

W porównaniu z płytą pierwszą składanki nie ma już tworów ewidentnie gorszych od pozostałych: tutaj mamy do czynienia z produkcjami od przyzwoitych do bardzo dobrych. Oprócz tego tutejsze kompozycje nie są tak bardzo skostniałe jak tamte. Atmosfera jest jakby mniej mroczna, ale nadal to właśnie klimat jest główną siłą tej kompilacji. Ocena: 6/10

Ogólnie rzecz biorąc "Made On Earth" to kawał świetnego transu, ale tylko i wyłącznie dla osób, które dopiero wkraczają w świat tej muzyki. Pamiętam, jak sam zaczynałem między innymi właśnie od tego wydania, wówczas CD 2 podobała mi się nawet na 9/10. Lecz tak to już jest, że przetrwać mogą kompozycje mające coś, do czego by się wracało, a obydwie płyty tego dla mnie nie mają.

Ocena: 6/10

Pedro