Welcome to the Polish Psychedelic Trance Portal

pearls and pixies iII


pearls_and_pixies_iII
Parvati Records, 2011


1. Kerlivin & Baba Yaga - Vortexmus
2. Quip Tone Beatz - Lope In The Loop
3. Nolm - Panic & Paranoia
4. xaBBu - Tiny Thing
5. Claw - Face Your Fears
6. Farebi Jalebi & Darkshire - Signs & Wonders
7. Backgammon - Gangajamna
8. Ectogasmics - Monkeys
9. Flipknot - Toke The Smoke
10. Koala - Secret River

Z niechęcią zabieram się do recenzowania składanek. Powód jest prosty - rzadko kiedy tworzą spójną całość, zwykle każdy z artystów sam sobie rzepkę skrobie. Poza tym, ilość kompilacji na rynku przyprawia o zawrót głowy i mam ich powoli serdecznie dość. Ale czasem zdarza się rodzynek, koło którego nie sposób przejść obojętnie i o którym aż chce się powiedzieć parę ciepłych słów, żeby inni przypadkiem takiego wydawnictwa nie przeoczyli. Z taką sytuacją mamy do czynienia w przypadku "Pearls & Pixies III". Od dwóch lat legendarne Parvati Records, label, którego nikomu przedstawiać nie trzeba, łączy siły z japońskim Phreex Networx. Obie wytwórnie najmocniej kojarzone są z leśnym stylem, ale oczywiście nie tylko. Dla Parvati nagrywa każdy, kto tylko może - dla artysty jest to pewnego rodzaju nobilitacja, aby pojawić się na jednym z albumów wydanych przez Giuseppe Capodanno. Z kolei na składankach Phreex pojawili się niemal wszyscy przedstawiciele mocniejszej strony psajtransów rezydujący w kraju kwitnącej wiśni. W 2009 roku wyszło pierwsze wspólne wydawnictwo obu labeli: "Pearls & Pixies". Ciepłe przyjęcie przez słuchaczy spowodowało natychmiastową decyzję o kontynuacji serii, owocem czego była wydana w zeszłym roku druga część, która okazała się jeszcze większym sukcesem. O ile czasem zdarza się, że sequel jest lepszy od pierwszej odsłony, o tyle chyba nigdy nie zdarzyło się, żeby część trzecia biła na głowę dwie poprzednie. A tutaj tak właśnie jest - "Pearls & Pixies III" to istny majstersztyk, a limitowany nakład został wyprzedany w ciągu dwóch miesięcy.

Podróż zaczynamy od koprodukcji dwóch etatowych parvaciarzy, Kerlivina z Japonii i Baby Jagi z Niemiec. "Vortexmus" to typowy przykład słynnego "hyper transu", jak mówi o stylu Parvati szef wytwórni. Niby forest, ale bardzo parkietowy, okrutnie bujający i z dużą dawką nie tylko organicznych, ale też "kosmicznych" dźwięków. Świetne otwarcie albumu, od razu zostajemy rzuceni na głęboką wodę. Pierwsze takty "Lope In The Loop" w wykonaniu szerzej nieznanego reprezentanta Japonii, Quip Tone Beatz, każą oczekiwać czegoś niezwykłego. I to nas właśnie czeka - genialna kompozycja, mocno pompujący bit, atakujące z każdej strony schizujące dźwięki. Utwór wznosi nas na wyżyny, z których szkoda byłoby spaść. Ale spokojnie, nie grozi nam to, bo przed nami kolejny Azjata, czyli Nolm. "Panic & Paranoia" staje na wysokości tytułu. Jest to prawdopodobnie najcięższy gatunkowo moment albumu, z monumentalnym uderzeniem i nie dającymi spać w nocy rezonującymi odgłosami. Zaraz potem wchodzi XaBBu i "Tiny Thing". Na codzień Niemiec jest inżynierem dźwięku w labelu 2to6 Records, a umiejętności w zakresie dopieszczania utworów innych artystów znajdują odbicie w jego własnych kompozycjach. Malutka rzecz nie jest taka malutka, to psychodela najwyższych lotów. Produkcyjnie XaBBu jest bezbłędny, a i pomysłów mu nie brakuje. Wydaje się, że gość jest w stanie zrobić dokładnie to, co gra mu w głowie - niesamowita przestrzeń brzmienia, wędrująca z lewa do prawa i z tyłu do przodu, uzupełniona o fantastyczne melodie i dźwięki z różnych stron muzycznego świata czynią z "Tiny Thing" prawdopodobnie najlepszy wałek na płycie. Kolejny utwór to złowrogo brzmiące "Face Your Fears" autorstwa starego darkowego wyjadacza z Cypru, Clawa. Nie wiem skąd ów człowiek wziął się na wydawnictwie spod znaku Parvati, ale wpisał się w nie znakomicie. Stylistycznie odbiegamy trochę od gęstych leśnych atmosfer, dajemy susa w stronę klimatów bardziej złowieszczych, podanych z wielką inwencją i sporą dawką mrocznych synthów. Kawałek buja jak trzeba, raczej nie można przy nim wyszywać obrusów i grać w bierki. Jeśli czytamy, że przed nami kolaboracja dwóch sajko-tuzów, jakimi z pewnością są Farebi Jalebi i Darkshire, spodziewamy się najlepszego. I tu chyba lekki zawód - "Signs & Wonders" bynajmniej się nie wyróżnia. Nie słyszymy tu w zasadzie ani charakterystycznego stylu Farebiego, ani dusznej atmosfery znanej z muzyki Darkshire. Oczywiście, gdybym usłyszał ten wałek na jakiejkolwiek innej składance, byłbym więcej niż zadowolony, ale na "P&P III" wypada przeciętnie i jest momentem słabszym, chociaż pojawiające się na drugim planie chórowato-organowe syntezatory mogą się podobać. "Gangajamna" również niesie ze sobą wielkie nadzieje, wszak Backgammon to duet znanych i lubianych leśnych japońskich ludków: Digitaliana i GU. No i znowu mamy pewien niedosyt - niby jest wszystko, co świadczy o solidnym parkietowym skocznym foreście, ale to jednak nie to. Utwór nie robi bałaganu w głowie tak, jakby mógł, nie pozostawia po sobie większej refleksji. Ot, fajne to i ciekawe, ale nic ponadto. Trochę ponarzekałem, ale na tym koniec, bo przed nami skandynawsko-germańska masakra piłą łańcuchową, czyli Ectogasmics (Oil i Conxion). Każdy z wydanych do tej pory utworów tego duo miażdżył, i nie inaczej jest w tym przypadku. "Monkeys" to wesoła wyprawa najwyższej próby w towarzystwie galopującego basu, świetnie dobranych sampli i brzmień, a także trąbek i radosnego poskrzekiwania naszych dalekich krewnych z ogonami. Jest funk, jest humor, nie ma pudła. Czy może być lepiej? Może, o czym świadczy "Toke The Smoke" autorstwa indyjskiego master of disaster, czyli Flipknota. Gość wie jak robić dobre foresty. Od pierwszych chwil przenosimy się gdzieś w otchłanie górskich dżungli, gdzie zewsząd słychać pohukiwania, pomruki, jazgoty i piski, a nawet tribalowe bębny. Nie ma odwrotu. Najbardziej organiczna i tajemnicza podróż na albumie, bardzo gęsta, ale jednocześnie przestrzenna. "P&P III" kończy niejaki Koala i "Secret River". Bardzo przyjemny finisz, trochę uspokajający i wyciszający po wcześniejszej jeździe bez trzymanki. Aż żal kończyć naszą wyprawę z perłami i wróżkami, tak więc proponuję dać repeat i ją powtórzyć. A potem jeszcze raz, i jeszcze, i jeszcze...

Dawno nie słyszałem tak kompletnego składaka. Wszystkie utwory, pomimo, że reprezentują dość różnorodne odmiany mrocznego stylu, znakomicie wpisują się w profil muzyczny obu wytwórni. Takie perełki jak "Lope In The Loop", "Tiny Thing", "Monkeys" czy "Toke The Smoke" mogą spokojnie startować w konkursie na najlepsze tegoroczne kawałki, a cały album jest najciekawszą kompilacją, jaki słyszałem w 2011 roku. Co więcej, pokuszę się o odważne stwierdzenie, że jest to najlepsza składanka, jaka wyszła pod znakiem Parvati... Tak, tak, nie żartuję. A przecież każdy, kto śledzi wydawnictwa tego labela, wie, jakie pojawiały się tam kozaki. Pozostaje tylko czekać na przyszły rok i część czwartą - bo nie wyobrażam sobie, żeby można było nie kontynuować tak udanej współpracy obu wytwórni.

Muzik Ce