Welcome to the Polish Psychedelic Trance Portal

re evolution II time


re_evolution_II_time
Flying Rhino Records, 1999


CD 1

1. Gus Till And Paul Jackson - Monkey In The Black Sky
2. Western Rebel Alliance - Fly
3. Boom Devil - Mean
4. Tripple Game - Dadaex
5. Atmos - Always In Control
6. Red Seal - Cool Down
7. Tripple Game - Osman 2
8. Ralf Hildenbeutel - One Day
9. Boom Devil - Call Her Name
10. Darshan - Spectra

CD 2

1. Excession - Mysterium
2. 12 Moons - Oomph
3. Son Kite - Unfamiliar
4. Excession - Skein
5. Corellian - Fathoms (Bed Rocker Original)
6. Digitalis - Fuck The Siren
7. Planet BEN - Breakbeator
8. Digitalis - Untitled Break Tune
9. Corellian - Fathoms (The Reprise)
10. Cass vs Slide - Diablo (Evolution Mix)
11. Manmademan - Desire (Bumbling Loons Rmx)

CD 3

1. Gus Till - Speechless
2. Atmos - Bad 2 The Bone
3. Kuro - K.T.T
4. Tristan vs A Green Nun - Babel Fish
5. Planet BEN - Peacemaker
6. 12 Moons - Smell Of Sprackv
7. Manmademan - Halt Production
8. Arcadia - Psychological FX
9. Bamboo Forest - Osmose
10. Bamboo Forest - Goodwind

Re-Evolution to seria kompilacji, w chwili obecnej składająca się z trzech części, które w zamierzeniu Flying Rhino mają przedstawiać ich przeszły, obecny i przyszły katalog wydawniczy. O ile część pierwsza w znacznej mierze opierała się na starym (i klasycznym materiale, np. Slinky Wizard "The Wizard", "License To Slink" czy "Lunar Juice"), to druga składała się z samych nowości, tzn. wszystkie kawałki pochodziły z 1999 r. Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy jest genialne opakowanie - bardzo kolorowe, tekturowe pudełko z motywami zegara. W środku trzy płytki w papierowych opakowaniach i książeczka ze zdjęciami. Podtytuł tej kompilacji to Time, a więc ewolucja (re-ewolucja?) muzyki nosorożców w ciągu ostatnich kilku lat. Ja jednak pozwolę to sobie inaczej interpretować, gdyż - jak się za chwilę okaże - ta trzy-płytowa składanka to muzyka dla każdego i na każdą porę dnia - może więc lecieć cały CZAS ;) Trzy płyty i trzy miksy. Jak łatwo zgadnąć, każda z nich jest inna i każda przedstawia różne terytoria muzyczne, po których od pewnego czasu porusza się Flying Rhino. Pierwsza jest spokojna, ale nie ambientowa - większość kawałków ma regularny, ale raczej spokojny i wyciszony rytm. Druga, to już coś mocniejszego, ale ciągle jeszcze nie klubowa - to coś bardziej porannego i relaksującego, trochę breaków (dobre do pracy :). Trzeci krążek to już bezpardonowa jazda, bezkompromisowa energia i dynamika. Tym razem oszczędzę Wam szczegółów, bo jest tu łącznie ponad 30 utworów, ale postaram się mniej więcej przybliżyć zawartość wszystkich płyt.

CD 1 DJ-Mix by James Monro - to bardzo spokojna muzyka, wolna i atmosferyczna z wieloma różnymi wpływami - od jazzu poprzez reggae i pop do eksperymentalnej elektroniki. Większość kawałków ma perkusję, ale są to najczęściej połamane, bardzo spokojne i miękkie pętle d'n'b z psychodelicznymi dodatkami. Dużo ciekawych pejzaży malowanych analogowymi dźwiękami, ale także całkiem sporo normalnych, żywych instrumentów. Ogólnie jest bardzo leniwie i sennie (w znaczeniu "dreamy", nie "nudno"!), chociaż pod koniec - jakby przygotowując na drugi krążek - tempo zaczyna wzrastać. Na szczególną uwagę zasługują Western Rebel Alliance "Fly" z piękną, gitarową melodią, Boom Devil "Mean" za doskonałą gitarkę (z efektem wah-wah) i genialne wręcz organy hammonda, "One Day" Ralfa Hilden-cośtam za świetną gitarkę i pianino i na końcu (i ostatni) Darshan "Spectra", który jest już jedną nogą w następnej płytce... Ogólnie ok. 7/10. Niezbyt lubię wolne kawałki, ale te tutaj są z pewnością jednymi z lepszych jakie można znaleźć.

CD 2 DJ-Mix by Cass Cutbush - zaczyna się dosyć agresywnie, tzn. nie ostro, ale w miarę szybko. Atmosferyczne stringi, dużo ciekawego, głębokiego basu i połamana perkusja. Po chwili robi się trochę kwaskowo, ale nadal lekko i miękko. Około 13-tej minuty mix przyśpiesza - to Son Kite ze swoim kawałkiem "Unfamiliar" - doskonałe tło i tajemnicza atmosfera. W 16-tej minucie twardy beat i baaardzo miła melodyjka, która powoli i bardzo skutecznie zmienia się w "Skein" grupy Excession (G. Collins z Darshana). Dalej trochę mroku i minimalu - to Corellian i pierwsza odsłona "Fathoms". W 24-tej minucie z hipnotycznego bujania się wybija nas połamana perkusja Digitalisa... pieprzącego syreny ("Fuck The Siren"). Widać, że bardzo się mu opierają, ale on nie daje im szansy i coraz mocniej i energiczniej naciera. Świetny drum'n'bassowy bas i ostra perkusja - jeden z najlepszych na płycie! Pałeczkę (no, może skończę z tymi świństwami ;) przejmuje dalej Planet B.E.N, który ostatnio wyraźnie zbacza w kierunku połamańców. Dosyć spokojny i hipnotyczny kawałek - kilka kwasików, jakieś anielskie przyśpiewki. W 35-tej minucie Digitalis nie wytrzymuje i znowu się wtrąca. Tym razem nie miał nawet pomysłu na tytuł ("Untitled Breaks Tune"), ale w żaden sposób nie odbiło się to na jakości samego kawałka. Znowu morderczy bas, połamana okropnie perkusja i bardzo ostro do przodu! Corellian się uparł i znowu wrzucił swój kawałek - tym razem "Fathoms", co prawda w innej wersji, ciągnie się przez dobre sześć minut. Można złapać oddech, bo jest dosyć spokojny i delikatny, ale z lekka nużący. W 46-tej minucie dzieje się to, czego się niestety spodziewałem: kawałek Cass vs. Slide - ulubionej transowej grupy DJ'a Paula Oakenfolda :( Ku mojemu zaskoczeniu jest jednak bardzo fajny, mimo że klubowy z charakteru i sampli, to jednak zrobiony "po transowemu". Od tego momentu zaczyna się jazda, okraszana co pewien czas świetną gitarką. Jakby tego było mało, Planet B.E.N znowu się wrzuca swoje trzy grosze - tym razem bardziej energicznie i ostro. "Pulse" to, jak sama nazwa wskazuje, pulsujący acid na tle połamanej, mocnej perkusji. Baaardzo dobre połączenie i niewielu potrafi to zrobić tak jak on. Na końcu człowiek, który sam się zrobił (ManMadeMan :) z utworem "Desire" zremiksowanym przez Bumbling Loons - świetne pętle basowo / perkusyjne, kilka genialnych kwasików i cudowny wyjący głos. To już młócka w najlepszym, nosorożcowym stylu! Świetny mix i świetna muzyka. Ogólnie ten krążek dostaje 9.5/10, bo tak mi się podoba i już.

CD 3 DJ-Mix by Dominic Lamb - wbrew pozorom zaczyna się dosyć niemrawo i leniwie, więc raczej nie stracimy od tego mowy ("Gus Till - Speechless"). Tempo jest szybkie, ale na pewno nie jest ostro. Powoli robi się coraz gęściej i ciekawiej - dochodzi bardzo fajna perkusja, sporo mocno zdelayowanych jęków i stęków. Dalej Atmos, tym, razem zły aż do kości ("Bad 2 The Bone") - niby szybko, ale jednak nadal dosyć spokojnie i rozluźniająco. Prawdziwa jazda zaczyna się dopiero od numeru 4: "Tristan vs. Green Nun - Babel Fish" to masakrująca ściana dźwięku, mięsisty bas i porywająca melodyka, a w tle zagadkowe dźwięki. Szkoda tylko, że tak krótko :( W 25-tej minucie już po raz trzeci słychać Planet B.E.N.'a bez wytchnienia eksploatującego swój ulubiony ostatnio schemat: kwaskowe wycia i zakrętki na tle połamanej perkusji. Ostro, twardo i szybko, ale ile jeszcze można w ten sam sposób? Mimo to, a może właśnie dlatego, jest to świetny kawałek! Dalej 12 Moons (dosyć nowy wykonawca, wydał kilka singli w Transient Rec.) i "Smell of Sprack" - bardzo mroczny, ciężki kawałek, ale bardziej za przyczyną atmosfery i ciekawej melodyki niż nachalnych pseudo-industrialnych sampli. Doskonała sekwencja acidowa na końcu z krótkim reverbem. Około 36-tej minuty robi się funkowo - to "Manmademan - Halt Production" - doskonały klimacik, śmichy-hihy jakichś panieniek i kilka sampli rodem z filmów... porno (aahhhhh... :)) W 43-ciej minucie dają się słyszeć psychologiczne efekty ("Psychological FX" - Arcadia). Nie mogli chyba znaleźć lepszej nazwy! Doskonałe hmm... efekty (?), popychający do przodu bas, no i ten powtarzający się w kółko głos. Na końcu dwa kawałki Bamboo Forest ("Osmose" i "Goodwind") - oba świetne, bardzo energiczne i mocno pokręcone. Prawdziwa psychodelia! Na uwagę zasługuje jeszcze świetna robota Dominica Lamba - żadnych zgrzytów, wszystkie przejścia są po prostu perfekcyjne! Niestety, tylko 8.5/10 (bo mógłbym się obejść bez trzech pierwszych kawałków).

No i jak - brzmi interesująco, nie? I tak jest w istocie. "Re-Evolution II" to jedna z najlepszych płyt jakie mam, a już z pewnością jedna z lepiej zmiksowanych. Kunszt DJ'ów można poznać choćby po tym, że mimo iż niektóre kawałki mają tylko 3-4 minuty, to w żaden sposób nie można odczuć, że coś zostało ucięte - przez cały czas zachowana jest odpowiednia atmosfera, a przejścia są w wielu momentach praktycznie niezauważalne. Dotyczy to szczególnie drugiego krążka, zmontowanego przez Cassa. Ale wszystkie trzy płytki są podobnej jakości w swojej klasie (tempie?). Pozostaje więc tylko namówić Was do poszukiwania tej składanki, bo naprawdę warto wydać na to trochę kasy (wg F.R. powinna ona kosztować tyle co płyta podwójna - ja dałem za nią 80pln). Aha, no i szukajcie też części trzeciej "Life", bo jak słyszałem jest również świetna.

Antic