Welcome to the Polish Psychedelic Trance Portal

schizm


schizm
Gi'iwa Productions, 2004


1. Pimperknuckle - Size 8
2. Sattel Battle - Dotman
3. Tamlin - Fjaqek
4. Patrask - Captain Insano
5. Alrune - Monkey Combat
6. Neuron Compost - Izilop Pop
7. Derango - Secret Surroundings
8. The Viscious Spiral - Noize In Da Hood
9. Weird Alchemy - Fucking System
10. Neuron Compost - Supergrrlz

Długo przymierzałem się do napisania tej recenzji. W końcu tak nietuzinkowa płyta zasługuje, aby zrobić to z należytym namaszczeniem. Dostajemy bowiem produkt wypchany po brzegi pomysłami. Starczyłoby ich spokojnie na kilka różnych albumów. Rzadko zdarza się, aby pojawiało się wydawnictwo tak bardzo wielopłaszczyznowe, mieszające różnorodne składniki z taką lekkością i gracją. Chociaż każdy utwór to inna, osobna opowieść, nie mamy wrażenia niespójności. Jest to innowacyjny eksperyment spreparowany przez australijską oficynę Gi'iwa Productions w 2004 roku. Jest to ich pierwsza kompilacja zatytułowana "Schizm".

Naszą podróż w zwariowany świat rozpoczyna się od "Pimperknuckle - Size 8". Elementy jazzowe i funky w połączeniu z absurdalnymi samplami, do tego wszystkiego przesączone psychedeliczna otoczką. Wszystko okraszone polewą złożoną z bardzo specyficznego poczucia humoru. Jest tu także niewielka dawka mroczności, która w późniejszych stadiach płyty będzie się nasilać bądź czasem przygasać. Zabawne i trochę karykaturalne przeżycie, ale doprawdy urzekające.

"Sattel Battle - Dotman" to najwolniejszy utwór, będący już czymś odrobinę innym niż poprzednik, który jednocześnie kontynuuje pewną historię. Od początku zalewa nas fala różnorakich dźwięków, a czym dalej się posuwamy tym robi się jeszcze bardziej nietypowo. Wesoły, lekki wydźwięk do tego mocno pokręcona budowa.

Pierwsze dwa kawałki są dosyć spokojne - zwłaszcza, jeśli myślę o tym co się dzieje po nich. Wprowadzają nas w tą oszalałą atmosferę, ale dopiero trzeci "Tamlin - Fjaqek" pokazuje już prawdziwą moc i możliwości drzemiące w tym wydawnictwie. Ciężko wręcz opisać, co tu się dzieje. Dziwny i obłąkany, z całym wachlarzem połamanych i pociętych dźwięków. Potrafi zrobić niezły bałagan w umyśle swoją osobliwą i niepokojącą formą.

"Patrask - Captain Insano" mocno przyśpiesza. Zaczyna się żwawo i z każdą minutą jeszcze bardziej podkręca tempo. Przed połową następuje delikatne zwolnienie tylko po to, aby buchnąć nam w twarz w punkcie kulminacyjnym czystym szaleństwem. Utwór idealny do obłędnego tańca do utraty tchu. Niesamowita dawka energii przesycona dzikim humorem. Nie mogę się nie uśmiechać słuchając tej płyty.

W "Alrune - Monkey Combat" warstwa muzyczna robi się trochę bardziej cienista, aczkolwiek nie przestając być tym samym wciąż nasączone charakterystycznym prekursorskim brzmieniem. Świergocząco-szeleszczące dźwięki, do których dochodzą w połowie nawiedzone melodyjki i okrzyki dają radę. Mniej lubię ten kawałek od reszty, co nie znaczy, że jest zły. Po prostu poprzeczka jest ustawiona na tej płycie bardzo wysoko. Wciąż jest to jednak atrakcyjny utwór.

Pierwsze trzy minuty "Neuron Compost - Izilop Pop" to swoisty wstęp przygotowujące nas przed wspaniałym wybuchem psychedelicznej ekstazy, który nadejdzie po nim. Niesamowicie soczysty, kwasowy i piękny. Szczęście w najczystszej postaci przeżywane niczym przy dźwiękach goa. Za to właśnie pokochałem tą muzykę. Wystarczy zamknąć oczy i można odbyć niesamowitą, hipnotyczną podróż w głąb wszechrzeczy. Cieszę się, że w muzycznym gąszczu są wciąż takie perełki, które potrafią tak wspaniale ładować pozytywną energią. Niezwykła atmosfera i dźwięk okraszony urokliwymi rozwiązaniami, a to wszystko sączone do naszych uszu w swoich nieopisanych kształtach i barwach. Fenomenalny track.

"Derango - Secret Surroundings" pokazuje nam jak bardzo psychedeliczny może być forest trance. Atakuje nasze zmysły nie zostawiając na nas suchej nitki. Już na początku pojawia się melodyjka, która powoduje, że wręcz rozpływam się w tym brzmieniu. Gdy wchodzi właściwa linia basowa czujemy prawdziwą i nieposkromioną potęgę. Wyniosły nastrój i genialna aranżacja. Dla mnie to jeden z najlepszych kawałków, jakie Derango zrobili w swojej historii. Typowy zjadacz psy-muzyki będzie przerażony - ja jestem autentycznie zachwycony. Cudowny utwór wwiercający się w nasze umysły wykręconymi fonicznymi mozaikami. Warto posłuchać tego na dobrym nagłośnieniu, aby móc się w pełni nacieszyć bogactwem. Istna transowa orgia.

Następny "The Vicious Spiral - Noize In Da Hood" wchodzi bezkolizyjnie i kontynuuje organiczną, mglistą atmosferę, dodając zagadkowe, wymieszane tło. Z czasem robi się coraz bardziej zróżnicowanie i hałaśliwie. Dobry track, aczkolwiek ani mu się równać z poprzednim.

Oficjalnie ostatni utwór według książeczki w płycie to "Weird Alchemy - Fucking System". Mimo, że jest tu już bardziej kosmicznie to wciąż czuć nowatorskie podejście do tematu i niepowtarzalną konstrukcje. Bardzo miły i zakręcony. Gdy się kończy, po kilku minutach ciszy okazuje się, że to jeszcze jednak nie koniec naszej przygody z tą kompilacją, bo oto bowiem przygotowany jest ukryty bonus w wykonaniu projektu Neuron Compost, który zdarzyliśmy już poznać przy wybornym szóstym utworze. Kawałek "Supergrrlz" kończy naszą przygodę z tym wydawnictwem i robi to zaiste znakomicie przenosząc po raz kolejny wprost do alternatywnej rzeczywistości.

"Schizm" bardzo odstaje od typowej formy psytransowej muzyki. Nie jest łatwy w odbiorze. Wymaga od słuchacza otwartości, a także dużej dawki osłuchania, aby móc w pełni się nim nacieszyć. Jeśli podejdziemy do niego bez uprzedzeń dostaniemy tu dzieło skomplikowane i złożone, które dodatkowo przez swój renesansowy wydźwięk i natchnioną postać nie daje się łatwo ujarzmić. Taki wieloaspektowy psy-dark-suomi-forest-funky-trance przesączony pomysłowością na wskroś. Ta płyta to portal prowadzący w zupełnie inny wymiar pokazujący, o co w tym wszystkim chodzi. Fantastyczna i głęboka. Dla mnie "Schizm" to prawdziwe arcydzieło.

Gamma