Welcome to the Polish Psychedelic Trance Portal

skylab


skylab
Quest4Goa Records, 2007


1. Nrs vs Tenzig - Dep Tenzalin
2. Phonic Request - Inside
3. Boogieman & Cosmic Station - Imperial Cult
4. Binary - Quarter Life
5. SPL - Super Computer
6. PTX vs Black & White - Frieday
7. Psysex & Rocky - Japanese Awa (Dna Rmx)
8. X-Rated - Melo Lines
9. Chilled C'Quence & TajMahal - In Your Dream

"Skylab" to pierwsza produkcja sygnowana logiem portugalskiej wytwórni Quest4Goa Records. Zawiera zestaw starannie dobranych produkcji artystów zarówno bardziej znanych, jak i tych dopiero zaczynających swoją przygodę we współtworzeniu kultury psy-trance. Śmiem twierdzić, że pierwsza pozycja wydawnicza tejże wytwórni jest składanką, której przegapić nie można.

Pierwsze dźwięki dobiegające do naszych uszu to "Dep Tenzalin" autorstwa przyjacielskiego pojedynku na ręce w wykonaniu Nrs & Tenziga. Zarazem zdajemy sobie sprawę z pierwszej wady tej kompilacji, którą jest właśnie ten numer - niczym nie wyróżniający się, poprawny psytrance w troszkę mroczniejszej odmianie. Odsłuchany jeden raz nie zachęca do następnych tego typu pomysłów.

O tym, że francuska płyta "Phonic Request - Invasive Process" jest idealnym dowodem na jakiś typ wewnętrznego geniuszu Francuzów w tworzeniu muzyki, nie trzeba pisać. Jeśli ktoś z Was jej nie zna, polecam nadrobić zaległości. Utwór numer dwa to jeden z najlepszych parkietowych wymiataczy, jakie słyszałem w tym roku, z monumentalnie epicko rozbudowaną dynamiką, fantastycznie rozłożonym brzmieniem wymiatającym nas pod sufit i niebanalnie stopniującą odlot przykładowego transiarza ;) perkusją wspartą robiącym wrażenie, głębokim basem. Udekorowano to świetnymi dźwiękami kreującymi respekt słuchacza, szczyptą dobrej zabawy z gating-effectem oraz miłym, dającym w środku tego muzycznego wyścigu chwilę oddechu, "odlotem flangerowego ptaszyska".

Apetyt wzrasta w miarę jedzenia, ale drugi i ostatni błąd tego CD to właśnie kawałek numer trzy, który, tak jak w poprzednim przypadku, niczym się nie wybija i wręcz razi swoją "średniością" w towarzystwie perełek, jak powyżej opisane dzieło Phonic Request.

Choć gitarowe wstawki Boogiemana i Cosmic Station sprawiły tylko tyle, że zacząłem podziwiać naprawdę świetnie wykonaną okładkę płyty, to "Quarter Life" w prezencie od Binary przywrócił imprezowo-festiwalowy nastrój podsunięty przez "Inside". W zasadzie podładował go w stronę naprawdę energetycznego, radosnego psy-trance w najwyższym wydaniu. Wspomniany artysta popisał się urzekającym i tak lubianym przez wielu sunącym żwawo do przodu, cieplutkim bassline, przykuwającymi uwagę zabawami na perkusji i wieloma tworzącymi klimat ozdabiaczami. Im dłużej słuchamy, jest coraz bardziej dynamicznie i muzyka płynie szybciej, ale z zachowaniem czasu na docenienie pomysłowości autora.

Przechodzimy do SPL. Początek to fragment pewnego filmowego pastiszu s-f na kanwie pewnej książki - kto nie widział, polecam! Utwór rozkręca się stosunkowo zwinnie. Następnie utrzymuje słuchacza w dosyć mocnych pętlach konkretnego full-onu bez niedomówień, jest zabawnie w finałowych minutach i nawet można się przy tym pobawić. Ot, kwestia gustu.

Black & White kojarzyłem tylko z solowego albumu obu panów o tym samym tytule, a w zasadzie pierwszych czterech numerów, bo do piątego mi nerwów nie wystarczyło. Chociaż pierwsze dwa były całkiem całkiem. W tym wypadku kolaboracja z PTX się przydała. Mamy ładnie wplecione acidy pomiędzy pewną intrygę o czymś-strasznie-strasznym, wyładowane energią basy i troszkę wstawek melodyjnych. Pod koniec robi się troszkę zbyt dyskotekowo, ale da się to przełknąć.

"Japanese Awa", pozycja siódma, to arcydzieło samo w sobie. Wyróżnia się bijącym na głowę inne umieszczone na tej płycie, gorącym podkładem basów i tonów niskich. Perkusja to majstersztyk, dobrze słyszalna i wyróżnia się, ale nie przytłacza reszty pasma dźwiękowego. Przez to poprzeplatane są dialogi postaci po japońsku i angielsku, masa perfekcyjnie dobranych sampli walk na miecze, rozmaitego oręża, krzyków padających i szczęku broni. Środek kawałka to chwilowe odprężenie wśród upliftingowych melodii, po czym ponownie wchłania nas znany z początku szybki pęd beatu do przodu. I jest jeszcze lepiej niż minutę wcześniej. Artyzm i kropka!

Przedostatnie dzieło przekonało mnie do siebie pięknymi arpeggio i żartobliwym ujęciu pewnego tematu. Poza tym te wchodzące na początku talerze także odegrały swoją rolę i zacząłem wystukiwać je palcami. :) Dostajemy tu spore nasycenie kolorowej, przestrzennej energii, z czystym i dopracowanym brzmieniem. Niezobowiązująca radocha!

Ostatni utwór to wyjątkowo pyszny przykład delikatnego dark trance w szamańsko-plemienno-chilloutowym wydaniu, z zapadającymi w pamięć kobiecymi wokalami i profesjonalnie poprowadzoną opowieścią, która zostawia po sobie ślad w naszym sercu (używając patetycznej metafory).

Płytce wystawiam zasłużone 9/10, a nowej wytwórni wypada pogratulować debiutu.

Ocena: 9/10

JetMan