Welcome to the Polish Psychedelic Trance Portal

the natural waves of sound 002


the_natural_waves_of_sound_002
Com.Pact Records, 2004


1. Cosmic Tone - Save The Day (Visual Paradox Edition)
2. Ferbi Boys - Jumping Beans
3. Aquatica - The Universe City
4. Uriel - Kiss The Sun
5. Visual Contact - Gainover
6. Ultravoice - Real Will
7. Bizzare Contact - Crystal
8. Intergalactic - Moira
9. System Nipel vs Electro Sun - We Can Fly

Tak, wiem, mam tą skłonność, że dość często znęcam się nad izraelskim full-onem, pisząc, co zresztą jest prawdą, że większość materiału z tego gatunku jest, powiedzmy to szczerze, merytorycznie kiepska. Jednak większość nie znaczy wszystko i chyba każdy z nas ma przynajmniej jedną płytę mniej lub bardziej spokrewnioną z full-onem, którą lubi słuchać i na jakiś tam sposób ceni. Ze mną jest tak samo, a mimo, że bardzo często wystawiam słabe oceny wytwórni Com.Pact Records, to nie ukrywam, że lubię ją za takie pozytywne odskocznie od normy, jak właśnie recenzowana składanka. Wiem, popełniłem mały błąd pisząc ocenę płyty na samym początku, ale dzięki temu mam teraz okazję do obrony swojego zdania. Cóż więc jest w tej kompilacji takiego odmiennego, że mi się spodobała? Hm... chyba przede wszystkim to, że selekcji dokonali ludzie nie związani aż tak bardzo z wytwórnią. Jest to twór meksykańskiego duetu Nino & Kechu, którzy mają nieco inne spojrzenie na psytrans, niż ich bliskowschodni koledzy. Dzięki temu chyba mimo, że składanka wypełniona jest utworami artystów znanych z wcześniejszych płyt tej wytwórni, to całość okazuje się jednak nieco inna niż jej pozostałe pozycje wydawnicze. Fakt, wszystkie kawałki to full-on, jednak prezentują one dość szerokie spektrum tego stylu, nie zaglądając na szczęście w hard dance'owe klimaty. I tak z jednej strony mamy "Jumping Beans", techniczny izraelski dark z winylowego singla Ferbi Boys. Kawałek doskonale pokazuje, że ta muzyka nie musi być wtórna i nudna. Może być eksperymentalna i łącząca elementy innych styli, taka, jaką kiedyś był psytrance. Poza tym utwór jest przemyślany, z pewną opowieścią, może nie tak mroczną i porywającą jak horrory The Delta, jednak na tyle ciekawą, że kawałek zostaje w pamięci na kilka dni. Pamiętam że równie pozytywnie zaskoczył mnie "Kiss The Sun", utwór Uriela (Ginzburga), 1/2 duetu Visual Paradox. Twórca ten po raz kolejny opublikował solową kompozycję pokazując swój talent i innowatorskie spojrzenie na zagadnienie full-onu. Z gracją i pomysłowością równą Sesto Sento z najlepszych momentów tego tercetu, wplata w utwór rozmaite zakręcone motywy i efekty, pokazując jak ciekawe rzeczy można uzyskać przy pomocy najnowszych technologii. Dla niektórych jego muzyka może być jednym chaosem, jednak w tym zestawie czasami drażniących i wrzeszczących sampli można zauważyć pewien, jak się później okazuje, całkiem interesujący zamysł, tworzący spójną całość. Właśnie za to lubię Uriela, który jako część Visual Paradox nie wydaje rzeczy nad wyraz ciekawych, jednak te raptem cztery solowe utwory są tak porywającymi bombami, że nie potrafię przejść obok nich obojętnie. Z innej strony na składance mamy Aquaticę, która oprócz standardowego interesującego i nieco odmiennego full-onu, w momencie break down-u zawiera nagraną na pianinie melodię. Ok, nie jest to nic odkrywczego, bo kilka lat temu takim połączeniem zaskakiwali Infected Mushroom. Jednak w tym roku brzmi to równie ciekawie jak wtedy, wyróżniając się od tych wszystkich kolorowych, laserkowych produkcji. Zresztą mające nawet nieco bardziej komercyjne zapędy utwory Intergalactic i Cosmic Tone sprawiają, że chce się je przesłuchać, mimo banalnych melodii, oraz znanych i oklepanych tekstów (Cosmic Tone), bądź motywu podobnego do tego z Terminatora 2 (Intergalactic). Czemu? A no chyba temu, że utwory nie opierają się przede wszystkim na wspomnianych wcześniej elementach, lecz są produkcjami ciekawymi, uśmiechniętymi i nie-aż-tak-bardzo banalnymi. No i na sam koniec bodaj debiut bodaj dwóch młodych projektów - System Nipel i Electro Sun. Ten pierwszy to kapela hard dance'owa, ten drugi też nie jest czymś nad wyraz ciekawym. Jednak ich wspólny "We Can Fly" jest dokładnie tym najwyższym punktem na sinusoidzie możliwości twórczych. Już od samego początku trafia do mnie z taką łatwością, z jaką potrafi niewiele kawałków full-onowych. Przy nim po prostu rozpływam się w rozkoszy, czuję się jak bym podróżował po drugiej stronie tęczy, z góry oglądając cały świat. Nie potrafię wytłumaczyć czemu, ale utwór ten zafascynował na tyle, że potrafiłem go zagrać cztery razy w trakcie dwóch kolejnych setów. I nie była to kwestia chwili, co jakiś czas chętnie do niego wracam, zawsze witając go szerokim uśmiechem na twarzy. No i widzicie, można skompilować płytę full-onową, która brzmi ciekawie, full-onowo i porywająco. Dzięki takim pozycjom mimo wszystko mam jeszcze cierpliwość i ochotę na szukanie ciekawych elementów w full-onie, bo wiem że kilka razy do roku usłyszę coś równie interesującego. Jak dla mnie jest to jedna z najciekawszych płyt izraelskiej sceny ostatnich lat. Właśnie dzięki niej ciągle cenię i podglądam poczynania ludzi z Com.Pact Records.

Amnesia