Welcome to the Polish Psychedelic Trance Portal

trust in trance - the next millennium


trust_in_trance_-_the_next_millennium
Phonokol, 1999


1. Astral Projection - Solid Electronics
2. Astral Projection - Andromeda
3. Astral Projection - Power Gen (live)
4. The Mayan Collective - Channeling
5. Astral Projection - Life On Mars (Oforia Rmx)
6. SFX - Live On Mars (Rmx)
7. Interactive - Ten Minutes to Sunset
8. Silent Sentinels - Analog Voyager
9. Iridium - 12.000 Suns

Energetyczny Goa-gejzer minionej epoki? Jak najbardziej. Wsiadamy zatem do maszyny czasu i przenosimy się w złote lata melodyjnego trance... (zaznaczam, że niekoniecznie musi być to "Time Machine" 1200 Mics :)) Przed nowym tysiącleciem wydana zostaje kompilacja "Trust In Trance - The Next Millenium". Na płycie znajdziemy głównie materiał Astral Projection - z tymże mamy tutaj wymieszane ich produkcje z kawałkami w które zamieszani byli Avi i Lior z dawnych (zdecydowanie dobrych) lat w ich projektach takich jak Iridium, Interactive czy The Mayan Collective. Jako deserek remix "Życia na Marsie" autorstwa Oforii.

"Solid Electronics" to solidny goa-stomper, z melodiami użytymi również w "Power Gen" - swoją drogą znakomitymi... Wady? Nieco zbyt przeciągnięty w czasie, z minuty na minutę mógłby trochę szybciej ewoluować ale to i tak nie jest istotne bo w tej chwili nadal słucha się go tak samo dobrze, jak te kilka lat temu... "Andromeda" - no cóż, kosmiczny cukierek - idealne wyważenie między głębią przekazu i "tanecznością" - klasyka której przedstawiać nie trzeba, mnóstwo przelatujących i chowających się w przestrzeni dźwięków, po prostu - groove! "Power Gen" - tym razem wersja "live" - która jak dla mnie posiada większego kopa niż oryginał, ale jednocześnie jest nieco prostsza i grana na jedno kopyto - ale w takim wydaniu sprawdza się tutaj bardzo dobrze. Oryginał był bardziej stonowany i wolniej się rozkręcał, ta wersja jest bardziej przestrzenna, bit głębszy a smaczku całości dodają żywe reakcje publiki wplecione w kawałek w kulminacyjnych momentach... no i perfekcyjna melodia która do dziś potrafi ruszyć każdym trance-freakiem. O ile Astralom zwykle nie wychodziły wstępy, tylko od razu przechodzili "do sedna" - co mogło razić - tak w przypadku utworu "Channeling" nie mam im tego w ogóle za złe. Utwór jest (włączam caps lock) NIEPRAWDOPODOBNIE NIESAMOWICIE ENERGETYZUJĄCY (wyłączam :)) - to prawdziwa fala, nie! To cholerne tsunami które pochłania wszystko na swojej drodze. Genialna perkusja, tak znany pulsujący astralowy beat i świetne wykorzystanie syntezatorów składa się na jeden z najlepszych goa-tracków w historii tej planety. Jak dla mnie jest to absolutny szczyt możliwości jeśli chodzi o wykrzesanie pozytywu i ciepła z melodyjnej muzyki elektronicznej, wszystko doskonale współgra ze sobą - brak minusów, motywy przewodnie wpadają do głowy i za nic nie chcą z niej wypaść... :) Geniusz bije po uszach. Wspomniany remiks Oforii jest troszkę bardziej wyciszający, aczkolwiek nadal jest to mocne, głębokie i podnoszące na duchu granie. Zdecydowanie warto posłuchać. Antyczny feeling dociera do nas również w następnym tracku - SFX (pamiętacie jeszcze rok 1988 kiedy to Lior Perlmuter i Avi Nissim rozpoczynają współpracę i powstaje ta właśnie grupa?). Jeśli miałbym koniecznie podać jakiś najsłabszy punkt tej płyty- byłby to właśnie utwór numer sześć - jest nieco zbyt radykalny. Track 7 to nadal starzy, dobrzy Astrale z ciekawymi, lekkimi jak letni wiatr pętlami ciągnącymi się jak krówka przez cały utwór. Numer zdecydowanie poranny - ciepły, ale nie przytłaczający. Podniosły klimat, poszerzające świadomość charakterystyczne bąblujące kwasiki oraz wspaniała kulminacja w piątej minucie... 'Ten Minutes to Sunset" jest jak wino - im więcej lat ma na karku, tym lepiej smakuje. Dzięki "Analog Voyager" powracamy do mocniejszych patentów Liora i Aviego. Rytmiczne, podprzestrzenne tęczowe Goa.. i to najlepszego sortu! W połowie drugiej minuty otrzymujemy aksamitną melodię do której wkrótce dołącza się potężny, dodatkowy motyw- i czapki z głów bo jest tutaj tyle radości, optymizmu i zarazem mistyki, że większość obecnie wydawanych albumów może się schować kilka metrów pod ziemię - czy to fullonowych czy to stricte psychedelic... No i kultowe "1200 Słońc" - cóż... porażająca głębią psychedeliczna przestrzeń, powaga i paraliżujące swoim pięknem nostalgiczne melodie - to główne składowe tego utworu, który idealnie wycisza nas po podróży, którą mieliśmy okazję odbyć dzięki tej płycie.

Technicznie nie jest to może perfekcja, gdzieniegdzie słychać leciutkie przestery, może coś warto by było poddać remasteringowi - ale czy tak naprawdę o to chodzi? Podczas tańca czy słuchania w domu liczą się głównie emocje, które tego typu muzyka wywołuje i wcale nie trzeba się specjalnie w nią wczuwać, żeby było to możliwe. To właśnie odróżnia geniusz od rzemiosła bo cóż z tego, że teraz prawie wszystko co zostało wypuszczone na rynek jest dopieszczone do ostatniego sampla, jeśli ulatuje z naszej świadomości po miesiącu, czy dwóch? Warto odkurzyć starocie i powspominać sobie, jak to drzewiej bywało - tym bardziej, że lato tuż, tuż i rośnie nadzieja na usłyszenie któregoś z klasyków na jakimś open-airze. A co by nie pisać o obecnych, ocierających się o tandetę, dokonaniach Astral Projection - na zawsze mają miejsce w moim sercu - dla mnie od nich wszystko się zaczęło, być może na nich się skończy... ;) Trust in Trance!

Ocena: 10/10

JetMan