Welcome to the Polish Psychedelic Trance Portal

zoo 3


zoo_3
Chemical Crew, 2004


CD 1

1. Infected Mushroom - I Wish (Brutal Mix by Skazi)
2. Exaile - One Of The Tribe
3. Skazi vs Ami - Never Again
4. Void - Dirty Mind
5. Skazi - Acelera
6. Tube - Weird
7. Paranormal Attack - Yakuza
8. Psychotic Micro - Frankenstein
9. Dino Psaras - That's It?
bonus: VJ Masterdamus - Chemical Crew Video Clip

CD 2

1. Void - No Disco
2. Skazi vs Omi - Smell Like Humos Spirit
3. Paranormal Attack vs Skazi - The Bitts
4. Exaile - Hide and Seek
5. Benny Benassi - Satisfaction (Skazi Rmx)
6. Skazi feat. Isabelle - Revolution
7. Psychaos - The Only (Fucking) Way
8. Talamasca vs Schyzotrop - Action
bonus: VJ Masterdamus - Skazi Video Clip

Po ponad rocznej przerwie ukazała się trzecia już część kompilacji Zoo, do której utwory dobiera DJ Asher, czyli Skazi. Trzecia część Zoo została wydana w debiutującym na rynku labelu Chemical Crew, przez co praktycznie wszystkie utwory zamieszczone na płycie należą do producentów zrzeszonych w tej wytwórni. Pierwsze dwie części Zoo przyniosły kilka ciekawych utworów które wprowadziły do świata full-onu sporo ożywienia, a jak jest z trzecią (dwupłytową) częścią? Zapraszam do recenzji.

Płyta zaczyna się od remixu dokonanego przez Skaziego na "I Wish" autorstwa Infected Mushroom. Utwór ten jest oczywiście utrzymany w klimacie iście "skazowatym". Linia basowa podobna jest do wielu utworów by Asher & Assaf B-bass. Choć ogólnie rmx ten jest słaby, to ciągle chodzi za mną tekst...." I'm playing the game, the one that will take me to my end. I'm waiting for the rain to wash who I am". Drugi utwór na płycie to kolejni full-onowi Izraelczycy, czyli Exaile z "On Of The Tribe" Utwór od samego początku nabiera tempa, a gitarowe intro jest rodem z metalowych koncertów. Po gitarce i odliczaniu przechodzimy do prostej linii basowej, a wraz z nią co jakiś czas ponownie pojawia się gitara. W sumie utwór ten jest bardzo skoczny i jak najbardziej nadaje się na rozpoczęcie setu w szczytowych momentach imprezy. Trzecia pozycja na płycie to "Skazi vs Ami - Never Again", czyli kolejny utwór z metalowym wokalem, który jest coraz częściej słyszalny w produkcjach Skaziego. Ogólnie utwór jakich wiele. Void ze swoim "Dirty Mind" to kolejny numer, który może lecieć i nie zrobić większego zamieszania na parkiecie. Dopiero w połowie utworu zaczyna się dziać wiele, co powoduje, że więcej energii przykładamy do tego co robimy. Prosty beat, wmieszana w niego melodyjka oraz metaliczny sampel sprawiają, że do umysłu dostaje się coraz więcej przyjaznych dźwięków. Piąty utwór (i to na piątkę z plusem ;-)) to "Skazi - Acelera", czyli panowie Asher & Assaf B-bass w swej mistrzowskiej niszczycielskiej mocy. Utwór ma na celu jedno - zniszczyć! Oczywiście mu się to udaje - iście marszowy beat sprawia, że nogi same rwą się to skakania. Przez cały czas utwór utrzymany jest w tempie 145, dopiero w 5 minucie następuje jakby zwolnienie i oczekiwanie na... no właśnie, na zniszczenie! Wchodzi melodyjka oraz tytułowy okrzyk, a po nim jeszcze jeden okrzyk, tylko że tym razem już nie "acelera" tylko portugalskie "Puta Que Pariu" co w tłumaczeniu brzmi "bitch that gave birth" lub "what a shit", a po tym okrzyku następuje już tylko niszczycielski dźwięk który sprawia, że wylewamy z siebie siódme poty. Jak dla mnie jest to jeden z bardziej udanych i skocznych utworów Skaziego. Jako 6 utwór zamieszczono "Tube - Weird" i przyznam, że utwór ten jest jakby uspokojeniem dla ciała po niszczycielskiej produkcji Skaziego. W utworze tym przewodzi melodyjka, która wraz z basem delikatnie nas porusza, lecz nie sprawia byśmy ponownie osiągnęli szczyty. Ogólnie jest to prosty utwór zapełniający płytę. :) Wraz z 7 utworem mamy zmianę rejonów świata i po izraelskich producentach pojawiają się pierwsi Europejczycy z Paranormal Attack. Utwór "Yokuza", jak sam tytuł wskazuje, ma w sobie coś z japońskich sztuk walki (?). Początkowa melodyjka jest wzięta niczym z jakiegoś klasztoru Shaolin, następnie wkracza beat oraz przewodni sampel (jakby pocieranie szmaty), które wprowadzają nas w dalszą podróż. Podróż, która niestety nie ma swojego końca. Numer ciągnie się i ciągnie, nie potrafiąc niczym zaskoczyć. Gdy około 6 minuty jest "dziura" przychodzi myśl, że teraz nastąpi atak, lecz ponownie wskakuje japońska melodyjka i tak już do końca. Choć utwór niczym nie zaskakuje, ze względu na wspomnianą melodyjkę jest miły dla ucha. "Psychotic Micro - Frankenstein" to kolejny utwór na płycie, niestety niczym nie zaskakuje. Czekając na "Zoo 3" sądziłem, że będzie to płyta niszczycielska, która będzie miała za zadanie zmiecenie ludzi z parkietu. Choć w utworze następują co chwila jakieś zmiany i słychać w produkcji panów McKaya & Kobiego, że blisko im do "ruskich transów" to utwór ten jest jakby przyduszony. Przyznam jednak, że w trakcie jego trwania można wpaść w dość mocny trans i trudno się będzie oderwać od tańca. Beat i metaliczne sample dość łatwo opanowują ciało. Na pierwszej płycie dołączony jest bonus track w postaci "Thats It" Dino Psarasa, który już na samym początku daje poznać że to on i w charakterystycznym dla siebie stylu zapodaje nam dawkę transu. Niestety jest to kolejny utwór, który niczym się nie wyróżnia. Świdrujące sample, efekt grania na cymbałkach, hihaty, wszystko to odpowiednio poustawiane (tak jak w wielu utworach D. Psarasa), lecz niesprawiające, że odlecimy zbyt wysoko. Tak też się kończy pierwszy krążek "Zoo 3", na którym nie ma zbyt dużo ciekawych produkcji.

CD 2

Pora na drugi krążek. Otwiera go Void z... "Let's dance..." i z początku dziwimy się co to jest, lecz po chwili wchodzi odpowiedni beat, a utwór "No Disco" zaczyna swoją misję, czyli faster - harder. :) Oczywiście nie ma tu nic rewolucyjnego, a wokalik rodem z disco lat 80-tych ma za zadanie wywołać uśmiech na twarzy. Tytuł oczywiście zobowiązuje i co jakiś czas możemy usłyszeć sample rodem z "Saturday Night Fever" :), a już środek utworu to pełny banan na twarzy. :) Nie sposób nie wspomnieć o tym słodziutkim wokalu: "Let's dance, everybody on the dancefloor!" Potem jakiś pan zapewnia nas, że disco nie będzie, sypią się uderzenia, po których następuje odpalenie 5 biegu i utwór leci już tak aż do końca. W sumie "No Disco" tak tragiczne nie jest, jak wspomniałem jest to bardziej kawałek "z jajem", mający sprawić by ludzie dobrze skakali na parkiecie. Dobrze że tak jest, bo przecież nie zawsze musi być medytacja, wysokie loty i przeżywanie każdej sekundy utworu. :) Kolejny pojawia się Skazi vs 40% (DJ Omi) z " Smell Like Humos Spirit". Tytuł może sugerować, że będzie to jakiś remix utworu Nirvany, ale niestety nic takiego! Dla mnie jest to podkręcony "Element" z drugiej płyty Skaziego ("Storm"); gitara jest bardziej elektryzująca, reszta szybsza a beat bardziej targa ciałem. Niestety na tym utworze się zawiodłem, choć trzeba przyznać, że robi spustoszenie. Ponieważ za dobór utworów na potrzebę "Zoo" odpowiada Skazi, tak więc musiało go być na tej płycie sporo. No i jest... Trzeci utwór to "The Bitts", który został nagrany przez Skaziego w koprodukcji z Paranormal Attack, a gdy spotka się dwóch "masakratorów" (a raczej czterech, bowiem obie grupy to duety) to musi wyjść coś co ruszy. Tak też jest z "The Bitts" choć nie jest to jakiś "killer" to jednak bębenkowaty bit sprawia, że dość energicznie można się przy nim bawić- niczym się nie przejmując. "Hide and Seek" to drugi z utworów Exaile zamieszczony na "Zoo 3", niestety jest on o wiele gorszy niż "One Of The Tribe". Dopiero pod koniec track rusza z większą energią, lecz to niestety za mało. Ogólnie utwór ten zaginie w setkach wydawnictw jakie ujrzały światło dzienne. Piątka na CD 2 to... satysfakcja gwarantowana ;), czyli "Benny Benassi - Satisfaction (Skazi Rmx)". Skazi z wrodzoną sobie zdolnością remiksowania wszystkiego wziął się także za jeden z dyskotekowych hitów roku 2004. W sumie to gdy pierwszy raz zobaczyłem tytuł, myślałem, że będzie to jakiś remix The Rolling Stones, ale po przesłuchaniu sądziłem że jest to jakiś nowy utwór Skaziego (nie było w tracku podane Benny Bennasi). Już pierwszy odsłuch jakoś nie zachwycił mnie tym utworem, choć przyznam, że jest wyjątkowo rozwalający utwór. W sumie wiele osób się z tego śmieje, ale czy gdyby nie były wykorzystane teksty z oryginału, ktokolwiek by się zorientował, że to remix dyskotekowego przeboju? Szóstka to ponownie Skazi, na szczęście tym razem już w oryginalnej produkcji, a wspiera go swoim wokalem niejaka Isabelle. "Revolution" to oczywiście utwór utrzymany w wiadomym klimacie, czyli marszowy beat, metaliczne pętle plus kobiecy wokal, które sprawiają, że jest to kolejny z parkietowych niszczycieli. "Psychaos - The Only (Fucking) Way", siódma pozycja na CD 2, ciągnie się niemiłosiernie. Utwór ten nie ma w sobie nic czym mógł by zaskoczyć, przez co uznaję go za najsłabszy z tej płyty. Ostatnią produkcją na "Zoo 3" jest "Talamasca vs Schyzodrop - Action!!!". Zaczyna się bardzo ciekawie, przez pierwsze dwie minuty rozbrzmiewa głęboki beat a wraz z nim kobiecy śpiew, po czym wchodzi melodyjka, z której DJ Lestat (Talamasca) jest znany. Później robi się coraz ciekawiej, bowiem w ruch wchodzi gitarka. Bardzo ciekawy riff przewija się przez połowę utworu. W środku ponownie słyszymy znajomy śpiew kobiecy i w tym momencie płyniemy... nagle wyskakuje piękna gitarka i okrzyk "Action!", po czym wchodzi druga gitara (solówka jakiegoś gitarzysty) i w sumie robi się zbyt chaotycznie. Mimo to brawo za dodanie wspomnianej "żywej" solówki, a nie zżynanie od innych.

Na obu płytach zamieszczone zostały dodatkowo filmiki autorstwa VJ'a Masterdamusa. Na pierwszym z nich ukazani są wszyscy członkowie Chemical Crew, drugi zaś prezentuje Skaziego, a jako tło posłużył utwór "Infected Mushroom - I Wish (Brutal Mix by Skazi)".

W sumie po "Zoo 3" spodziewałem się troszkę więcej. Spośród tych wszystkich 17 utworów można było wybrać tylko tyle, by zmieściły się na jednym krążku, a tak zbyt wiele z tych produkcji to szare, nic nie wnoszące ani też nie posiadające nic ciekawego w sobie tracki. Nie jest to kompilacja do medytowania czy też przezywania jakichś doznań, lecz po prostu ostra dawka energii która w połączeniu z naszymi ciałami tworzy mieszankę wybuchową. Nie można jednak marudzić, bowiem oficjalnie kompilacja ta jest sprzedawana w cenie pojedynczego CD. Kto wie, może kiedyś spodobają się inne utwory? Tak więc "uno, dos, tres, cuatro... action!". ;)

Styropian