Welcome to the Polish Psychedelic Trance Portal

mirror me - unilocal


mirror_me_-_unilocal
Goa Records, 2012


1. Symbiology
2. Oceanic
3. Ghosts In The Mirror






Antoni Girjatowicz vel Mirror Me pojawił się znienacka w 2012 roku ze swoimi kawałkami i momentalnie zyskał sobie pokaźnie grono miłośników swojej twórczości. Było już tylko kwestią czasu kiedy zaczął grać pierwsze live acty, jak również wydawać swoją muzykę. Jego pierwszym (i mam nadzieję jednym z wielu) wydawnictwem jest digi-singiel zatytułowany "Unilocal". Nie sugerujcie się jednak nazwą wytwórni, pod szyldem której ukazała się ta pozycja, bowiem na pewno nie uświadczymy tutaj brzmień goa. Zastaniemy za to rolujący trans o ciemniejszych odcieniach.

Już pierwszy z numerów rozwiewa złudzenia co do melodyjnych goaśków. "Symbiology" zalewa nasze receptory słuchu tłustością darkowej połaci dźwięków wykreowanych przez Mirror Me. Posępny nastrój utworu spotęgowany jest regularnie implementowanymi w tle różnymi efektami, które zręcznie uzupełniają intensywność jego trzonu. W "Oceanic" nie jest wcale weselej. Do głosu dochodzi bardziej klaustrofobiczny i deliryczny wydźwięk tej produkcji, chociaż tempo pozostaje podobne i również pozwala gładko zanurzać się w tej sonicznej wizji. Ciężko mi zdecydować, który jest lepszy, bowiem zależy to od nastroju. Ich wykonanie, udzielający się klimat i przede wszystkim dbałość o detale sygnalizują conajmniej przyzwoity poziom. Najbardziej przypadł mi jednak do gustu ostatni z numerów, który zostawia swoich poprzedników daleko w tyle. Jest nim downtempowo-transujący tłusty moloch o nazwie "Ghosts In The Mirror". Tutaj błyskawicznie mignęły mi przed oczami moje pierwsze transowe imprezy sprzed wielu lat. To ucieleśnienie całej tej atmosfery, z jaką utożsamiam imprezy w tej konwencji. Jest tu tajemnica, szczypta mistyki i przede wszystkim słowo-klucz: trans. Kawałek jest wręcz stworzony na otwarcie psy-eventu, gdzie osoby świeże w temacie zaczynają przechadzać się po klubie/plenerze z niedowierzaniem odnośnie tego co zastały na miejscu, zaś zaprawieni w boju i psy-klimatach czują się jak ryba w wodzie i oczekują na dalsze, znajome im już atrakcje. Głęboki utwór sunie miarowo do przodu, a w tle możemy usłyszeć różnego rodzaju ozdobniki - serwowane oczywiście oszczędnie i z umiarem tak, aby nie odwrócić naszej uwagi od możliwości pełnego wkręcenia się w istotę numeru. Poprzednie dwa numery były dobre, jednak ten jest wyjątkowo dobry.

Mirror Me wpadł bezceremonialnie na rodzime poletko ze swoją muzyką i wstrzelił się w tą było nie było niszę kapitalnie. Tym, którzy zapoznali się z jego twórczością, ze mną włącznie, zapaliła się od razu czerwona lampka. Singiel pozostawia mocny niedosyt, szczególnie w obliczu ostatniego z utworów, którego moc uruchomi u jednych strumień przyjemnych wspomnień, a u innych głód głębokich transowych doznań. Mam nadzieję, że w przyszłości, tej bliższej i dalszej, osoby trudniące się wydawaniem psy-muzyki będą co rusz dawać zielone światło dla kolejnych produkcji Antoniego. Wierzę, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i z tej mąki jeszcze nie raz będzie naprawdę przedni chleb.

Templar