Welcome to the Polish Psychedelic Trance Portal

shpongle - dorset perception


shpongle_-_dorset_perception
Twisted Records, 2004


1. Dorset Perception (Lo-Steps Balearic Breaks Re-Edit)
2. Beija Flor






Jest rok 2004. Kilka miesięcy wcześniej światło dzienne ujrzała płyta zawierająca remiksy do utworów Shpongle, co było pierwszą tak dużą gratką dla fanów zespołu od czasu wydania drugiej płyty "Tales Of The Inexpressible". Jednak teraz Twisted Records wydaje winylową EPkę, która jest zarazem wspomnieniem ostatniego, jak też zapowiedzią kolejnego albumu. Mając w pamięci fantastyczne opowieści z "Are You Shpongled?", jak też nieograniczone podróże w "Tales Of The Inexpressible", czegóż można się spodziewać, jak nie bardzo dobrze zaprezentowanej porcji psychodelicznych dźwięków? I w rzeczy samej taką ten singiel jest. Zaczyna go odświeżenie "Dorset Perception", bodaj najbardziej popularnego utworu z drugiego albumu. Za remiks odpowiedzialny jest ceniony i rozpoznawalny w świecie progressive / break duet producencki Lo-Step (czyt. Luke Chabke & Phil K). Spory był to zastrzyk promocyjny, który wprowadził Shpongle na szerokie mainstreamowe salony. A wracając do tematu, reedycja w zasadzie zmieniła jedynie ustawienia głośności instrumentów, nieco bardziej wysuwając na czoło połamaną perkusję a cofając w tło wszystkie etniczne melodie, sample i wokale. W stosunku do oryginału przyspieszono też tempo, choć zmiana ta nie wpłynęła jakoś stanowczo na odbiór kawałka. Największą atrakcją EPki był natomiast utwór "Beija Flor". Pamiętam gdy przy pierwszym odsłuchu stwierdziłem, że nie zapowiada on wiele nowego. Ot, sporo etniki nawiązującej do wschodnich klimatów, doskonale połączonej z europejską psychodeliczną elektroniką, fenomenalnymi technikami i niecodziennym przejściem pomiędzy różnymi stylami. Z jednej strony taki sobie standard, ale szczerze powiedzmy sobie, czy ktokolwiek potrafi zrobić to z równą gracją, wdziękiem i zamysłem? Niespotykane siły musiały natchnąć muzyków tworzących tak rozległą w wątkach, ale spójną jednocześnie opowieść. Zaczyna się od przyrodniczych sampli wyciągniętych notabene z filmu Predator, żeby poprzez psychodeliczne intro wprowadzić w świat transowych wizji przy połamanej perkusji i kontrabasowej melodii. Jednak to płynne przejście w gorące klimaty muzyki iberyjskiej doskonale połączone z rytmiczną elektroniką było zapowiedzią jeszcze szerszego otwarcia się Shpongle na wpływy innych gatunków muzycznych. Psychodela przestała ograniczać się bowiem do kosmicznych opowieści generowanych komputerami, czy bardziej tribalowych konstrukcji nawiązujących do starożytnych kultur dalekiego wschodu i ameryki południowej. Dopiero Shpongle pokazało nam jak fantastycznie i blisko naszym sercom może brzmieć również ska, salsa, czy wszelkie inne folklorystyczne formy odpowiednio połączone i zmiksowane z elektroniką. Zapowiedzią tego była właśnie ta EPka. Dość dobrze pamiętam czasy jej publikacji i przyznaję się że nie zauważyłem wtedy nadchodzącego zaskoczenia, ale też odkrycia zarazem. "Beija Flor" rozbita została na albumie "Nothing Lasts... But Nothing Is Lost" na trzy oddzielne kawałki. Niemniej zarówno osobno, jak też w całości brzmiały i brzmią wciąż doskonale. Jak remiks Lo-Step można określić jako dobry break, tak utwór z drugiej strony płyty to jeden z najlepszych przykładów psychodelii wyższego wymiaru dźwiękowego.

Amnesia